RSS
piątek, 23 czerwca 2017
Spadki, dzikie karty, awanse, liczba drużyn - czy jest prowizorka w PLK?

Polskikosz.pl nieustannie inspiruje.

Teraz tekstem z 22 czerwca http://polskikosz.pl/polska-liga-permanentnej-prowizorki/ prowokuje do odpowiedzi i myślenia, a dodatkowo zainspirował dyskusję na Twitterze - pośrednio związanej - o dzikich kartach do PLK.

Uważam, że zarzuty wobec PZKosz (za PLK też? ok, jest głównym udziałowcem) w tej mierze postawione przez Polskikosz.pl są kompletnie chybione.

Byłem przy wielu ważnych decyzjach w sprawie liczebności lig, pracując w PLK w latach 2010-2013, więc mogę z pełną jasnością o tych faktach mówić.

W 2010 roku mieliśmy chyba najsłabszą PLK w historii, słabo oglądaną w bodaj 30 w sezonie transmisjach w TVP Sport. W finale z hegemonem z Gdyni zagrał Anwil Włocławek, którego najlepszym strzelcem był Nikola Jovanović, a dwaj kluczowi rezerwowi z USA byli tacy, że w wieku poniżej 30 lat od razu zakończyli koszykarskie kariery. Brąz wywalczyła Polpharma Starogard, której pierwszym rozgrywającym był Brody Angley, najlepszym zawodnikiem Tony Weeden, a kluczowymi zmiennikami Tomasz Ochońko i Piotr Dąbrowski. Z pełnym szacunkiem.

W lidze grały jeszcze zespoły z Sopotu, Zgorzelca, Koszalina, dwa z Warszawy, Słupska, Poznania, Jarosławia, Stalowej Woli, Kołobrzegu i Inowrocławia. Warto tę listę przeczytać dwa razy. Bogatych tu nie było zbyt wielu.

Wtedy powstał pomysł, żeby wzmocnić kluby poprzez danie im „nieśmiertelności” na 3 lata, w zamian za pewne warunki ze strony PLK/PZKosz. M.in. większą liczbę Polaków, stawianie na frekwencję, większe hale, podwyższenie standardów, powrót meczów gwiazd i ciekawszego Pucharu Polski. Ubraliśmy to w nagrody, zniżki od wpisowego, poprawialiśmy z roku na rok ekspozycję w telewizji (liczba transmisji, oglądalności). Dwa takie cykle trzyletnie od 2011 roku do 2017 roku się odbyły.

W tym czasie - o czym zdaje się zapominać Polskikosz.pl - priorytetem było nie to, ile drużyn będzie w PLK, ale to, jak silne one będą. Przez te sześć lat zakładaliśmy, że trzeba wzmocnić istniejące i wciągnąć do góry obiecujące, bez względu na to, ile ich ma być. System rozgrywek się dopasuje do liczby mocnych drużyn. Dopóki nie przeładujemy ligi, poradzimy sobie, a koszykówka zyska nowe silne ośrodki. I to się stało.

Stąd też się wzięły różne liczby drużyn w rozgrywkach. Z tym, że co to za skoki, tak naprawdę… Polskikosz.pl cytuje ciąg liczb: 17, 17, 16, 12, 12, 13, 12, 14, 14, 13, 14 jako kolejne liczby drużyn w PLK w latach od 2017 w tył. Sprostowanie. Prawdziwy jest taki: 17, 17, 16, 12, 12, 14, 12, 14, 14, 13, 14, z czego wynika, że poza skokiem w 2014 roku (4 dzikie karty, z 12 na 16) w zasadzie nic się nie zmieniało decyzją PZKosz. Bo my w pozostałych latach po prostu traciliśmy drużyny i to te słabe. W 2010 roku padły Znicz Jarosław i Stal Stalowa Wola, rok później Polonia Warszawa, w 2012 roku Śląsk Wrocław (administrowany przez WKK), PGB Basket Poznań, AZS PW Warszawa i ŁKS Łódź, w 2013 Start Gdynia. Chętnych na ich miejsce nie było tylu, żeby dobić do 14. Wystarczy tę listę klubów przeczytać jeszcze raz i widać, że poza Śląskiem (inna historia), nie były to kluby pasujące do PLK, zwłaszcza budżetowo, często organizacyjnie. Mimo braku spadków - spadły.

Na marginesie, w obecnej (stan na koniec czerwca 2017) szesnastce klubów PLK - mimo mankamentów (hale w Radomiu, Ostrowie, frekwencja w Szczecinie) - trudno mi znaleźć środowisko, które bez żalu należałoby pożegnać z PLK. Bodaj najwięcej słabości miała swego czasu Polpharma Starogard, ale po powrocie prezesa Jarosława Poziemskiego ostatni sezon sportowo, organizacyjnie i entuzjastycznie był na Kociewiu jak najbardziej OK. Też byłoby ich żal. Więc kogo wyrzucać?

Wróćmy do wątku ostatnich siedmiu lat PLK. Moim zdaniem jedyny kontrowersyjny ruch to było w 2014 roku wciągnięcie do PLK czterech klubów poza awansującym Polfarmexem Kutno. Były to Polski Cukier Toruń, MKS Dąbrowa Górnicza, King Szczecin i Start Lublin. Celem było wzmocnienie słabej (diagnoza z 2010 roku) ligi i wciągnięcie do niej nowych, bogatych ośrodków, które są w stanie wygenerować milionowe budżety, dzięki samorządom, dzięki wielkim halom. One czekały wtedy w coraz bardziej nerwowej kolejce! Pamiętam spotkanie z klubami 1 Ligi Mężczyzn chyba w 2013 roku, gdzie rej wodziły kluby z Torunia, Lublina, Szczecina. Kłóciły się o system gry w 1 Lidze, o awans, na który oni i pięć innych klubów miały chęć, bo wszystkie ich miasta chciały dawać miliony na koszykówkę - ale tylko w ekstraklasie. Teraz wszyscy ci działacze to barwne postacie w PLK i słusznie.

Po trzech latach od tego przyznania dzikich kart - poza lublinianami, którzy też budżetowo nie odstają i ściągają na swoje mecze sporo widzów - mamy w tym gronie wicemistrza Polski i cztery starty w play-off, a cała czwórka ma budżety daleko wyższe niż minimalnie wymagane 2 mln zł, tysiące widzów na meczach i wielkie ambicje. Trzeba też doliczyć do tych wciąganych za uszy Rosę Radom, która nie wywalczyła awansu na boisku w 2012 roku. To też wicemistrz PLK i w pięć lat trzykrotny półfinalista. Co ciekawe, to właśnie sportowo awansujący wtedy Polfarmex Kutno miał ostatnio największe kłopoty z budżetem i utrzymaniem poziomu PLK.

Od 2012 roku do ligi dołączyły więc (awansem i zaproszeniem) - Rosa Radom, Śląsk Wrocław, Polfarmex Kutno, Polski Cukier Toruń, King Szczecin, Start Lublin, MKS Dąbrowa Górnicza, BM Slam Stal Ostrów, Miasto Szkła Krosno i obecnie Legia Warszawa. 10 klubów, z czego dwa się nie ostały, a w dwóch ostatnich play-off (2016 i 2017) grały zawsze po cztery z nich, czyli połowa!

Gdyby było „po bożemu” i bez rzekomej „prowizorki”, w latach 2013-2017 z tej dziesiątki awansować do PLK mogłoby maksymalnie pięć. W 2013 roku byłby to pewnie Śląsk, rok później może wreszcie Rosa (a może Kutno?), później - najwcześniej w 2015 - ewentualnie Toruń, w 2016 może Start i wreszcie teraz Legia. Wychodzi, że trzeba by się obejść na przykład bez MKS, Kinga i zapewne Stali Ostrów, a na pewno bez Krosna.

Czy to można nazwać prowizorką? Może i tak. Ale czy to wyszło na dobre PLK i całej polskiej koszykówce? Na sto procent tak.

Na ołtarzu korzyści dla polskiej koszykówki, wymiana Jarosławia, Stalowej Woli, Kołobrzegu, Inowrocławia i słabej Polonii Warszawa na te osiem klubów, które obecnie są w szesnastozespołowej PLK - warto było nawet zapłacić za to jakimś tam chaosem w rozgrywkach przez te lata!

Ja nawet rozumiem złość autora na pogłoski o dołączeniu do PLK drużyny nr 17 z Gliwic (a przy okazji nr 18 z Kutna). Nie wiem, czy te pogłoski są prawdziwe. Na ten moment wiem, że PLK planowała - i to wiele razy głośno ogłaszała - od teraz na stałe (na lata!) z powodu okienek na mecze reprezentacji mieć 16 drużyn. PZKosz właśnie postanowił (ogłoszone w środę), że od teraz stale (na lata!) w 1 Lidze Mężczyzn będzie grało 16 drużyn, ale ponieważ w tym sezonie po spadkach z ekstraklasy prawo gry w 1LM ma 17 drużyn, przejściowo - dla równego rachunku - w sezonie 2017/2018 wystąpi 18 zespołów. Tylko na rok.

Model 16+16 na lata. Spadki i awanse stabilnie ułożone. Jasne zasady. To właśnie ustalono. To jest strategia PZKosz.

I w tym momencie właśnie tekst uderzający w PZKosz w tej sprawie?

No cóż…

01:25, adrom72
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 19 czerwca 2017
Kadra B czyli ma to sens

Parę zdań w kontekście tego tekstu: http://polskikosz.pl/kadra-c-a-k-a-rozszerzona-reprezentacja-rusza-podbijac-chiny/.

Od wielu lat jestem orędownikiem stworzenia kadry B i cieszę się bardzo, że to ruszyło rok temu. Nie interesują mnie aspekty inne, niż tylko sportowe. Wyjazd na 9 meczów do Chin, granie z w miarę równorzędnymi rywalami, przydało się moim zdaniem zarówno uczestniczącym wtedy koszykarzom, skład można sprawdzić, jak i trenerom. Mało kto pamięta, że rok temu głównym trenerem był Marek Łukomski, a jego asystentem - jeszcze przed awansem w Zielonej Górze - Artur Gronek. Każde takie doświadczenie jest ważne, a ogranie w innych niż klubowe role dla trenerów i zawodników - bezcenne.

Przypomnijmy może, że rok temu w Chinach grali Mazurczak, Grochowski, Kowalczyk, Matczak, Żołnierewicz, Zyskowski, Bartosz, Nowakowski, Trojan, Parzeński i Kostrzewski. Kilku z nich nie zyskało, ale znakomita większość miała dobre sezony ligowe, coś zyskali. Na razie nikogo nie będzie (chyba) w kadrze A, ale ja osobiście uważam, że co najmniej Filip Matczak i Przemysław Żołnierewicz kiedyś w kadrze A zagrają.

Ta kadra B musi być coraz lepsza (tegoroczna moim zdaniem jest) i dążyć w kierunku uczestnictwa w Uniwersjadzie (rozgrywanej co dwa lata), gdzie jest odpowiedni poziom sportowy i organizacyjny, żeby pewne rzeczy przećwiczyć na boisku i poza nim. (A wymóg "studiowania" jest obchodzony właściwie przez wszystkich, większość traktuje to jako Kadrę B właśnie). Niestety - inaczej niż w żeńskiej odmianie - na razie męska kadra B na Uniwersjadę nie jest w stanie się dostać, a szkoda. Może w 2019 roku.

A teraz co do wyboru zawodników. Autor tekstu powyższego pomylił chyba niektóre aspekty i cele tej kadry.

Moim zdaniem nie ma żadnego sensu, żeby w niej grali zawodnicy w wieku 27-31 lat, którzy mają za sobą mocny sezon ligowy (dużo minut) i których mimo doskonałej znajomości atutów i słabości trener kadry A Mike Taylor w reprezentacji nie widzi. Nie znam listy na zgrupowanie kadry A w Wałbrzychu, ale byłbym zszokowany, gdyby na niej znaleźli się wymienieni w tekście polskikosz.pl Paweł Leończyk (31 lat), Kamil Łączyński (28) i Jarosław Mokros (27). Co zatem dałoby im i decydentom z PZKosz granie tych zawodników w Chinach z kadrą B?

Po drugie, Michał Michalak zapewne w kadrze A na zgrupowaniu będzie i powalczy o miejsce w składzie, więc jaki sens miałoby branie go na trzytygodniowe intensywne granie/trenowanie w czerwcu/lipcu? Skoro ma szansę ciężko pracować od połowy lipca do połowy września z Mike Taylorem i zagrać na EuroBaskecie, to może lepiej, żeby teraz odpoczywał?

I tu przechodzimy do najważniejszego - byłoby bez sensu, gdyby kadra B miała być "eliminacjami" do kadry A w tym samym sezonie. Za dużo. To element systemu pracy z zawodnikami. 16 czy 18 w kadrze A (12 pojedzie na EuroBasket), 13 w kadrze B i kolejnych 16 w reprezentacji U20 (12 pojedzie na ME) - to jest już fajna grupa zawodników, którzy pracują w wakacje pod opieką PZKosz i z której budujemy reprezentacje teraz i w przyszłości. Dwie pierwsze grupy składają się z zawodników, których nazwiska przeszły przez decyzje Mike'a Taylora i tak powinno być.

A za rok stworzymy nowe grupy, mając kolejne informacje o tym, jak na szczeblu międzynarodowym i w cyklu turniejowym zachowują poszczególni zawodnicy i trenerzy.

Ode mnie brawo. Także grupa zawodników w kadrze B bardzo fajna. Na pewno brakuje Marcela Ponitki i Dominika Olejniczaka (był też Maciej Bender), ale ten pierwszy (Bender też) ma przecież jeszcze kadrę U20 (czy w niej będą, inne pytanie), a Olejniczak - z tego co wiem - był zobligowany do zajęć na amerykańskiej uczelni. Niech pograją i pouczą się ci, których ma pod opieką Przemek Frasunkiewicz. Miłego pobytu w Chinach!

18:15, adrom72
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 czerwca 2017
Za mało, za mało, za mało…

Dzisiaj o dylematach telewizyjnych w kontekście koszykówki.

Przeczytałem właśnie kolejne kilka wpisów na twitterze w sprawie „jak to możliwe, że Polsat nie pokazuje meczów o brąz” i podobnych…

Ja czasami patrzę na to kompletnie bezradny, bo znów mi się wydaje, że dość łatwo włączyć sobie ciąg logiczny, który doprowadza do tego, dlaczego np. meczów o brąz nie pokazujemy. Ale może warto potłumaczyć raz jeszcze.

No to po kolei.

W play-off PLK jest rozgrywanych 40 meczów.

Za moim udziałem - wtedy pracowałem w biurze PLK - i przy buncie klubów sześć lat temu wprowadziliśmy zasadę, że w ćwierćfinale gra się co dwa dni, żeby można to było pokazywać w telewizji jak najszerzej. Wcześniej w ćwierćfinale cztery mecze były rozgrywane równocześnie.

W kolejnym etapie udało się doprowadzić do tego, że wszystkie mecze ćwierćfinałów „nietelewizyjne” pokazywaliśmy w przekazach internetowych i to w ten sposób, żeby - w miarę możliwości - nie pokrywały się z meczami telewizyjnymi.

Przez kilka lat nie udało się przekonać telewizji (najpierw TVP, później Polsatu), żeby pokazać mecze we wszystkie 10 dni ćwierćfinałowych. Zawsze musieliśmy z czegoś zrezygnować, na ogół na początku rywalizacji, bo przecież trzeba pokazać wszystkie mecze 4 i 5. Limity kosztów na produkcję i wpuszczenie meczu na antenę są zawsze, czy płaci TVP, Polsat czy PLK.

W tym sezonie wreszcie dostaliśmy transmisje TV we wszystkich 10 terminach.

Dodatkowo nakłoniliśmy emocje.tv do wzbogacenia wszystkich przekazów internetowych, były to transmisje z komentarzem i powtórkami, a nie tylko „okno do hali”.

Półfinały i finały mamy live od kilku lat i udało się to utrzymać. Też nie było to oczywiste. Wiele razy były propozycje, żeby np. meczów 1 czy 2 nie pokazywać „bo w innych ligach tak nie robimy”.

Mecze o brąz? O ile TVP swego czasu była zainteresowana pokazywaniem przynajmniej drugiego i ewentualnego trzeciego meczu, to szefów Polsatu (pracujemy przy PLK z tą stacją od 2013 roku) do tego się przekonać dotąd nie udało. Woleli walkę o mistrzostwo - czyli także ćwierćfinały i półfinały - w jak najszerszej formie. Ja też prawdę mówiąc podzielam to zdanie - skoro trzeba było wybrać. Ale rozumiem inne zdanie.

Tak czy owak, w tym roku można było zobaczyć w telewizyjnych transmisjach play-off PLK w Polsacie Sport lub Polsacie Sport Extra 27 meczów, a pozostałe 13 w emocje.tv „prawie jak w telewizji”.

Czy jest jakaś liga w Polsce (kosz, siatka, ręczna, hokej), która daje dostęp wideo kibicom do wszystkich swoich meczów play-off?

Czy jest jakaś liga w Polsce, która pokazuje 27 meczów play-off w telewizji?

Odpowiedź jest prosta. NIE i NIE.

Większość pozostałych konkurujących z PLK lig drastycznie skróciło swoje play-off, np. w piłce ręcznej rozgrywane jest 16 meczów od ćwierćfinałów, a w siatkówce play-off o mistrzostwo to było w tym roku 8 meczów. Na ogół i tak nie wszystko można zobaczyć w TV. Myślę, że koszykarskie środowisko źle przyjęłoby tak skrócony play-off w stylu wielkich i bogatych lig piłki ręcznej czy siatkówki. Czy trzeba o tym pomyśleć, żeby uniknąć zarzutów, o których piszę powyżej?

Może w przyszłości uda się do telewizji „sprzedać” wszystkie mecze, ale na dzisiaj to niemożliwe. Nasłuchałem się w poprzednich latach, że takie pasjonujące ćwierćfinały, a Polsat robi przerwy, nie pokazuje wszystkiego. Teraz są wpisy, że ćwierćfinały nieważne, lepiej o brąz. W którą stronę by nie pociągnąć tej kołdry, będzie za krótka. A może być jeszcze krótsza, bo - jak wyżej - inni robią mniej, a koszykówka z trudem broni swoją pozycję. Oglądalności mamy przecież niższe średnio o kilka tysięcy niż rok temu, co zresztą było do przewidzenia po przejściu z otwartego wtedy Polsatu Sport News do ograniczonego zasięgiem Polsatu Sport (czasami Polsat Sport Extra).

Skoro o Polsacie Sport Extra - wylądowaliśmy tam bodaj z ośmioma (na 27 możliwych) meczami w play-off. To jest kanał o niemałym zasięgu, w którym pojawiają się pozycje, które ogląda nawet ponad 100 tys. widzów. Kanał drugiego wyboru w Polsacie Sport, gdzie często pokazywane były też inne finały lig, dużo popularniejszych od naszej, a także wiele innych transmisji z wysokiej półki, jeśli akurat pokrywały się z czymś, co było ważniejsze. Żadna ujma, że spadamy tam, kiedy grają siatkarskie reprezentacje Polski, a tak się dzieje np. podczas finału. A przecież podobne kanały „drugiego wyboru” ma NC+ (tam przecież bywa najczęściej koszykówka, a także piłka ręczna), nie ma go zaś np. TVP Sport.

A dostęp? Promocja koszykówki? W tej chwili ligi w Polsce nie są elementem promocyjnym. Są po to, żeby zarabiać. Przecież NC+ pozyskując prawa do innych lig nie robi tego dla promocji dyscyplin, ale żeby zarobić. Udostępnia mecze swoich lig dla tych, którzy mają dekodery lub wykupione ich kanały w kablówkach. A Polsat ma swoją platformę, dla której abonentów mecze PLK są dostępne bez problemów w wysokiej jakości. Obyśmy nadal byli elementem oferty, który ktoś uzna za pożądany.

I jeszcze jeden mój ulubiony argument. „Czemu nie leci mecz, skoro na Polsacie Sport leci powtórka ligi chińskiej”. Naprawdę? To jest przemyślane? Wiele razy o tym pisałem: mieliśmy na ten sezon w planie 90 transmisji, po zmianach zostało 70, na antenach Polsatu. To jest bardzo dużo. Tyle mniej więcej mają dużo bogatsze i dużo chętniej oglądane ligi. Ten limit trzeba jakoś rozłożyć. Każdy mecz kosztuje. Nie da się pokazać 100 albo 200 meczów, bo w Polsacie Sport akurat nic nie leci. Tak to nie działa.

-

Staram się nie przejmować pojedynczymi lub liczniejszymi głosami kibiców na twitterze, gdyż nie mam poczucia, że zaniedbaliśmy pracę intelektualną oraz zespołową (na różnych szczeblach) podejmując decyzje o tym, jak wygląda PLK w telewizji. Czasami brakuje pieniędzy, czasami nie ma miejsca na antenie, ale robimy co możemy. Wszystkie głosy jednak trzeba brać pod uwagę zawsze i to robię. Epitety o „idiotycznych wyborach” czy „kpinach” są bolesne, ale ja się podobnymi nie odwdzięczę.

Mam wrażenie, że reputacja ligi działa tu najbardziej. Zła reputacja. Ta, która powoduje, że te same działania innej ligi byłyby oceniane jako pozytywne.

Kiedyś pokazywaliśmy mecze PLK w otwartym PSN w rozdzielczości SD - była mocna krytyka, czemu nie w Polsacie Sport, że kręcone kalkulatorem...

Pokazujemy w HD w Polsacie Sport - jest krytyka, że w kodowanej stacji...

Pokazywaliśmy mecze o 20.00 - była ostra jazda, że za późno, że dzieci idą spać, że nie ma jak wrócić...

Pokazywaliśmy o 12.30 - za wcześnie.

Pokazujemy o 17.45 - czytam o „kuriozalnych porach”. Naprawdę?

Pokazujemy mecze w długi weekend - skandal! Są kluby, które niemal żądają zadośćuczynienia za taki terminarz, bo tracą na biletach.

Pokazujemy mecze w dni powszednie - „kto ma to oglądać? - mamy pracę, szkołę itp.”.

Pokazujemy w sobotę w upalne wiosenne dni - „przecież wiadomo, że ludzie są na grillach”.

I tak dalej, i tak dalej.

Nie chcę wdzięczności ani gratulacji. Nie ma za co. Ale to naprawdę przesada.

Ja bym oczywiście chciał mieć komfort tego, że szef wszechświatowego kanału sportowego będzie czekał na mój telefon, w którym podam mu wybraną przez siebie godzinę, dzień i datę meczu, a on ją pokaże na swojej najlepszej antenie.

Tak nie ma. Może kiedyś będzie.

Prawda jest taka, że wszystkie problemy znikną, kiedy koszykarski play-off PLK będzie tak dobry, że będzie tak wyczekiwany, że żadna pora, żaden dzień tygodnia, ani żadna trudno dostępna antena nie będzie przeszkodą, żeby na mecz - w hali czy przed TV - dotrzeć.

Dążmy do tego. To robimy. Na razie mam poczucie, że wyciągamy maksa z tego, co mamy obecnie.

Ja osobiście także nie mam poczucia, że coś zawaliłem. Daję maksa w przygotowaniach do transmisji, potem przy mikrofonie, a także negocjując na wszystkich frontach, żeby koszykówki w TV było jak najwięcej i żeby wyglądała jak najlepiej.

Oby zaraz nie było gorzej. Oglądajmy! Do zobaczenia!

22:49, adrom72
Link Komentarze (1) »
czwartek, 01 czerwca 2017
Startuje finał PLK! Mamy typy ekspertów Polsatu!

Już w czwartek 1 czerwca początek wielkiego finału play-off Polskiej Ligi Koszykówki pomiędzy Stelmetem BC Zielona Góra a Polskim Cukrem Toruń. Eksperci i komentatorzy koszykarscy Polsatu Sport typują kto zdobędzie złoto i brąz w PLK.

Na transmisje z wszystkich meczów finałowych PLK - gra się do czterech wygranych - zapraszamy do Polsatu Sport lub Polsatu Sport Extra na ogół od 17.20. Pierwsza transmisja - w czwartek 1 czerwca właśnie o tej godzinie w Polsacie Sport. W przedmeczowym studiu pojawi się m.in. gość specjalny, były mistrz Polski ze Stelmetem i aktualny reprezentant Aaron Cel.

Finały o złoto mogą potrwać do 15 czerwca. Niemal równocześnie o brąz zagrają BM Slam Stal Ostrów Wlkp. i Energa Czarni Słupsk. Ich rywalizację do dwóch zwycięstw można będzie obejrzeć w transmisjach internetowych na stronie emocje.tv.

Ekspertami Polsatu Sport, którzy typowali finały, są Grzegorz Chodkiewicz, wieloletni trener ligowy; Rafał Juć, wywiadowca Denver Nuggets i reprezentacji Polski; Tomasz Jankowski, były koszykarz reprezentacji Polski i ligowy trener oraz komentator Polsatu Sport Adam Romański.

-

FINAŁ: Stelmet BC Zielona Góra (2) - Polski Cukier Toruń (4)

Typ Grzegorza Chodkiewicza: 4:1

Sześciu polskich trenerów na ławkach obu drużyn walczących o tytuł to piękna sprawa! Stelmet w decydującym meczu półfinałów pokazał swoją wartość i możliwości jakie wynikają z szerokiej kadry zespołu. Wydaje się, że dziewięć ostatnich meczów bardziej zbudowało formę zespołu niż spowodowało osłabienie dyspozycji fizycznej. Gracze zielonogórscy chyba już uznali, że żarty się skończyły, co było widać w poniedziałek. Polski Cukier po pewnych zawirowaniach formy wrócił do bardzo dobrej dyspozycji, ale na tle Stelmetu nie ma atutu, który mógłby zadecydować i przynieść sukces.

Typ Tomasza Jankowskiego: 4:3

Zielonogórzanie przeszli trudną drogę do upragnionego finału. Zaledwie uchronili się od „obciachowego” piątego meczu z Polpharmą, która zaciętością i oddaniem zaskoczyła mistrza. W półfinale już w pierwszym meczu było bardzo nerwowo, nawet na 16 sekund przed końcowym gwizdkiem. Seria w Ostrowie to chyba najsłabszy Stelmet od wielu lat. Są na pewno trochę zmęczeni. Nawet wypowiedzi samego właściciela klubu wydawały się jakby trochę wycofane. To wszystko jednak może zadziałać bardzo pozytywnie i scementować drużynę, która wyglądała „tak sobie”. Potwierdzeniem niech będzie uśmiech Łukasza Koszarka po piątym spotkaniu, tak rzadko ostatnio goszczący na jego twarzy.

Seria finałowa zapowiada się jednak bardzo ciekawie. Torunianie są teoretycznie lepsi od Stelmetu! Na przekór niedowiarkom i ekspertom łatwo rozprawili się z Rosą, odrabiając dwukrotnie spore straty. Następne 3:0 było potwierdzeniem dobrej passy ekipy „Ślimaka”, mimo wyczerpanego rywala. Mają moc pod koszem i NBA na obwodzie. Ich marzenia mniej lub bardziej niespodziewanie zaczęły się spełniać. I wygląda na to że najważniejsze chyba jeszcze przed nimi.

Typ Rafała Jucia: 4:2

Choć Polski Cukier nie przegrał jeszcze ani jednego meczu w fazie play off, to w mojej opinii to Stelmet jest faworytem do mistrzostwa. Za zielonogórzanami przemawia wszystko - budżet, mistrzowskie doświadczenie, najlepsza polska rotacja oraz przewaga własnego parkietu. Pytanie tylko jak Stelmet poradzi sobie ze zmęczeniem i krótką przerwą pomiędzy półfinałami a finałem? Torunianie mieli pięć dni wolnego więcej. Czy Stelmet przygotuje się taktycznie do tego pojedynku w dwa dni?

Warto jednak zwrócić uwagę, że po transferach Jarosława Mokrosa i Filipa Matczaka, trener Artur Gronek jeszcze chętniej sięga do ławki - tylko w jednym z pięciu ćwierćfinałowych meczów jakikolwiek gracz Stelmetu spędził na parkiecie ponad 30 minut - był to Vladimir Dragičević w starciu numer 1. W tej ekipie zawodnik, który wyszedł w pierwszej piątce może zagrać tylko kilka minut, a ktoś kto nawet nie wszedł w pierwszej połowie, wygrać mecz.

Szukając przewag Polskiego Cukru nie sposób wspomnieć o ich formacji podkoszowej Krzysztof Sulima - Cheikh Mbodj. Stelmet aż trzykrotnie przegrał walkę o zbiórki ze Stalą i zdobywał średnio mniej punktów spod kosza niż rywale w półfinałowej serii. Polski Cukier to na pewno wykorzysta! Jestem bardzo ciekaw jak Stelmet będzie chciał zatrzymać Kyle'a Weavera, w mojej opinii najlepszego gracza w fazie play off. Trener Gronek ma świetnych obrońców na obwodzie, jak choćby Przemysława Zamojskiego czy Armaniego Moore’a, ale na Weavera to może nie wystarczyć - potrzeba będzie skupienia i pomocy całej drużyny.

Kluczem dla Stelmetu w tej serii będzie znalezienie recepty na zwycięstwa na wyjeździe. Zwłaszcza w serii ze Stalą zielonogórzanie grali w domu i na wyjazdach niczym dwie inne drużyny. W tegorocznych play off mistrzowie Polski rzucają średnio 91,0 pkt. przed własną publicznością i tylko 68,8 w gościach.

Typ Adama Romańskiego: 2:4

Skoro wszyscy widzą mistrza w Stelmecie, to mi wypada podkręcić atmosferę przez typ odwrotny. Niewiele miałem wiary w toruńską drużynę przed tym play-off, ale wygrała w maju wszystkie sześć meczów, demonstrując kiedy trzeba dominację, a kiedy trzeba - świetne końcówki wyrównanych meczów. Choć Stelmet w decydujących momentach jest znakomity, co pokazał w piątym meczu półfinału, to jednak nawarstwiające się zmęczenie serią z BM Slam Stalą Ostrów Wielkopolski oraz drastycznie krótszy czas na przygotowanie do finału powinny mieć znaczenie w pierwszych dwóch meczach. A jeśli po spotkaniach w Zielonej Górze będzie 1:1 (lub jeszcze ciekawiej), to będziemy mieli finał pełną gębą.

Ogólnie przed tą rywalizacją mam przeczucia podobne, jakie towarzyszyły wielkim, pasjonującym, intrygującym i zmieniającym hierarchię finałom ostatnich lat. Takim jak w 2003 roku, kiedy Anwil wyrywał tytuł Prokomowi, czy rok później, kiedy znakomity Śląsk poległ z sopocianami. Przypominają mi się także pamiętne zmagania między Prokomem a Turowem w 2008 roku, zakończone 36 punktami Milana Gurovicia, czy też w 2011, kiedy zgorzelczan prowadził Jacek Winnicki i do końca siódmego meczu toczył pasjonujący bój z hegemonem z Gdyni. Albo te finały sprzed dwóch i trzech lat między Stelmetem a Turowem, gdzie były niespodziewane zwroty akcji i odbieranie korony mistrzom.

Występ Polskiego Cukru Toruń w finale jest już niewątpliwie sensacją, ale ta drużyna ma mocnych i graczy wysokich, i małych, i ofensywnie usposobione gwiazdy, i pracowników obrony, a także szeroki skład - czyli teoretycznie wszystko, żeby o mistrza powalczyć. Liczę na pasjonujące starcia, co najmniej sześć!

-

O BRĄZOWE MEDALE: BM Slam Stal Ostrów Wlkp. (3) - Energa Czarni Słupsk (8)

Typ Grzegorza Chodkiewicza: 0:2

Ostrowianom będzie bardzo trudno wejść jeszcze raz na tak wysoki poziom motywacji jak w meczach półfinałowych. Wyraźnie widać, że Shawn King jest już myślami gdzie indziej, a Aaron Johnson dał z siebie 150 procent normy. W tej konfrontacji czas wypoczynku dla Energi Czarnych będzie miał decydujące znaczenie dla końcowego efektu.

Typ Tomasza Jankowskiego: 2:1

Dwie wyczerpane drużyny. Dwie gorące hale, które przy ogłuszającym dopingu potrafią bardzo pomagać swoim. Wydaje się, że świeże wspomnienie niedawnych emocji może pomóc ostrowianom. Chyba że „Master of puppets" i jego wypoczęta kamanda jest jeszcze raz w stanie wszystkich zaskoczyć.

Typ Rafała Jucia: 2:1

W mojej opinii obie drużyny zasłużyły na medal w tym sezonie. Stal walczyła przez pięć meczów jak równy z równym z głównym faworytem, a Energa Czarni przeszli do historii jako pierwsza drużyna, która ograła mistrza sezonu zasadniczego już w ćwierćfinale play-off. Więcej atutów - niesamowity Aaron Johnson, głębszy skład, siła pod koszem - ma Stal, ale pytanie czy trenerowi Emilowi Rajkoviciowi uda się wycisnąć jeszcze więcej ze swoich koszykarzy. Zwłaszcza biorąc pod uwagę problemy zdrowotne (Shawn King, Łukasz Majewski, Marc Carter) oraz aż pięć dni mniej na odpoczynek niż Czarni. Nie mogę doczekać się pojedynku rozgrywających Johnson - Chavaughn Lewis!

Typ Adama Romańskiego: 2:0

Moim zdaniem ostrowianie - nawet przy kontuzjach, które ich trapią - mają zespół o lepszej jakości niż Energa Czarni. Większy głód medali powinien w tej rywalizacji triumfować nad rozczarowaniem i zmęczeniem przeniesionym z półfinału ze Stelmetem. Jestem bardzo ciekawy, jak będą wyglądały starcia maleńkiego Aarona Johnsona z wyższym o prawie ćwierć metra rozgrywającym słupszczan Chavaughnem Lewisem.

-

TELEWIZYJNY TERMINARZ FINAŁÓW PLK:

Stelmet BC - Polski Cukier, mecz 1 w dniu 1 czerwca (czwartek), godz. 17.20 (studio), 17.45 (mecz), Polsat Sport
Stelmet BC - Polski Cukier, mecz 2 w dniu 3 czerwca (sobota), godz. 17.20 (studio), 17.45 (mecz), Polsat Sport Extra
Polski Cukier - Stelmet BC, mecz 3 w dniu 6 czerwca (wtorek), godz. 17.20 (studio), 17.45 (mecz), Polsat Sport Extra
Polski Cukier - Stelmet BC, mecz 4 w dniu 8 czerwca (czwartek), godz. 17.20 (studio), 17.45 (mecz), Polsat Sport
Stelmet BC - Polski Cukier, mecz 5* w dniu 10 czerwca (sobota), godz. 11.30 (studio), 12.00 (mecz), Polsat Sport
Polski Cukier - Stelmet BC, mecz 6* w dniu 13 czerwca (wtorek), godz. 17.20 (studio), 17.45 (mecz), Polsat Sport
Stelmet BC - Polski Cukier, mecz 7* w dniu 15 czerwca (czwartek), godz. 17.20 (studio), 17.45 (mecz), Polsat Sport Extra

-

TELEWIZYJNY TERMINARZ MECZÓW O BRĄZ PLK:

BM Slam Stal - Energa Czarni, mecz 1 – 2 czerwca (piątek), godz. 19.50 – transmisja w serwisie Emocje.TV
Energa Czarni - BM Slam Stal, mecz 2 – 5 czerwca (poniedziałek), godz. 18.20 – transmisja w serwisie Emocje.TV
BM Slam Stal - Energa Czarni, mecz 3* – 7 czerwca (środa), godz. 18.50 – transmisja w serwisie Emocje.TV

*jeśli będzie konieczny

 

04:52, adrom72
Link Dodaj komentarz »