RSS
sobota, 30 września 2017
Przedsezonowy ranking PLK 2017 w 17 akapitach

Miało być dłużej, ale obowiązki różnorakie sprawiają, że ranking będzie w wersji skróconej. Po jednym akapicie o każdym klubie. Dzisiaj zaczęliśmy granie w PLK od godz. 16, zapraszam na emocje.tv i oczywiście do Polsatu Sport i Polsatu Sport Extra.

I jeszcze jedno - nieco inna była kolejność tego mojego prywatnego rankingu we wtorek, kiedy rozmawiałem z http://www.pulsbasketu.pl/na-troje-babka-wrozyla-sytuacja-ekstra/ to miałem nieco inną kolejność na dole. Po namyśle i z nowymi danymi poprawiłem.

 

  1. Stelmet BC Zielona Góra

Kontynuacja i Boris Savović powinny dostarczyć kolejne mistrzostwo. Skład polski się trochę starzeje, więc w żadnym wypadku nie będzie to złoto łatwo wywalczone.

 

  1. Polski Cukier Toruń

To może być za chwilę drugi Stelmet, Toruń zaczyna żyć koszykówką. Podobają mi się wszystkie pomysły, poza brakiem gry w pucharach.

 

  1. Rosa Radom

Zgrany trzon składu z obiecującymi nowymi elementami. Uważam, że układ z Danielem Szymkiewiczem wypali, a pod koszem nie będzie dziury.

 

  1. Anwil Włocławek

Chciałbym, że Anwil miał znów medal i to środowisko miało się czym cieszyć, ale obawiam się trochę powtórki z poprzedniego sezonu. Też szkoda, że bez pucharów, więcej meczów pomogłoby wdrożyć pomysły.

 

  1. BM Slam Stal Ostrów Wlkp.

Dla mnie najsłabszy w tym momencie z piątki potentatów, co nie znaczy, że słaby i może być dużo wyżej. Ciekaw jestem Adama Łapety.

 

  1. Trefl Sopot

Jest mocniejszy zespół, wielu zawodników pozostało, a trener Marcin Kloziński szedł niezłą ścieżką do posady trenera ligowego. Muszą być minuty i postępy braci Kolendów.

 

  1. MKS Dabrowa Górnicza

Trener Jacek Winnicki nie zwykł grać o takie miejsce jak siódme, ale ciągle nie jestem przekonany, że skład i organizacja są na poziomie medalowym.

 

  1. King Szczecin

Kingowi potrzeba wyników, żeby zapełnić halę i stać się poważnym graczem na rynku ligowym, na co w tym mieście są wielkie szanse. Idzie to w dobrą stronę, ale są mocniejsi.

 

  1. Asseco Gdynia

Ulubieńcy wszystkich za koncepcję klubu, także moi, choć poza mną chyba mało kto spodziewa się wyników. Będzie to trudny sezon dla trenera Przemysława Frasunkiewicza, weryfikujący plany i marzenia.

 

  1. TBV Start Lublin

Znaczny skok jakościowy w składzie, kilku zawodników, jakich w Starcie w ostatnich latach nie było. O play-off będzie jednak trudno.

 

  1. Polpharma Starogard Gdański

Może to być podobny zespół, jak w poprzednim sezonie. Sztuka z poprzednich rozgrywek nie zawsze jednak w takim klubie się uda.

 

  1. AZS Koszalin

Podoba mi się pomysł na tę drużynę, pytanie tylko, czy zawodnicy zagraniczni będą mieli odpowiednią klasę. Bo że trener Dariusz Szczubiał da im piłkę, jest pewne i wcale nie jest to zły pomysł.

 

  1. GTK Gliwice

Miałem ich niżej, ale po namyśle uważam, że w nowym miejscu może to być „prawie Krosno” (z poprzedniego sezonu). Kilku ciekawych zawodników, nie tylko z zagranicy.

 

  1. Miasto Szkła Krosno

Zaufanie do własnych sił, zasłużone po dobrej połowie poprzedniego sezonu, będzie weryfikowane znów, podobnie jak to było od marca 2017. Wyglądają na słabszy zespół.

 

  1. PGE Turów Zgorzelec

Przedziwna mieszanka elementów z najwyższej półki (sponsor, hala, trener) z kompletnie nie pasującymi do Zgorzelca (ich nie nazwę). Im dłużej analizuję, tym słabszy mi się wydaje. Niech mi ktoś zaprzeczy, proszę!

 

  1. Energa Czarni Słupsk

Tak wyszło, choć sam w to nie wierzę. Ogromny test dla trenera Marka Łukomskiego, take dlatego, że skład na razie nie wygląda. Podobnie jak większość drużyn z miejsc 11-17 nawet play-off jednak mnie nie zdziwi przy odpowiednim rozwoju sytuacji.

 

  1. Legia Warszawa

Bardzo kibicuję projektowi mocnego klubu w Warszawie, ale brak nowych zawodników polskich (zrozumiały) i bardzo oszczędne podejście do obcokrajowców (być może konieczne) oraz trener-debiutant, to za dużo, żeby dać pierwszeństwo nad kimkolwiek. Na pewno będą zmiany w trakcie sezonu, choć absolutnie nie nawołuję np. do wymiany trenera.

 

19:28, adrom72
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 września 2017
O młodych na EuroBaskecie

Zbieram materiał do większego tekstu o EuroBaskecie i przy tej okazji zainteresowałem się tezą o młodych gwiazdach na EuroBaskecie.

Mieliśmy w grupie Markkanena (ur. 1997) i Doncicia (ur. 1999) - wybitnych zawodników, w przyszłości największe gwiazdy NBA, i przy ich występach padały sformułowania typu „u nich może grać 18-latek (20-latek), a u nas nawet w lidze nie grają”.

Fakt jest taki, że w polskim zespole najmłodsi byli trzej zawodnicy z rocznika 1993.

A jak to wygląda w 24 drużynach EuroBasketu 2017? To łącznie 24 x 12 = 288 zawodników w turnieju.

Z rocznika 1996 (21 lat) był jeden.

Z rocznika 1997 (20 lat) było dziewięciu.

Z rocznika 1998 (19 lat) nikt.

Z rocznika 1999 (18 lat) trzech.

Czyli łącznie tych naprawdę młodych na EuroBaskecie jest zaledwie 13.

Z tego gwiazdami są Markkanen (97, Finlandia), Doncić (99, Słowenia) i Korkmaz (97, Turcja).

Ważnymi zawodnikami: Papagiannis (97, Grecja) i Bender (97, Chorwacja).

Zmiennikami: Hlinason (97, Islandia), Cancar (97, Słowenia), Kuti i Nicolescu (obaj 97, Rumunia).

Prawie lub w ogóle nie grali: Bitadze (99, Gruzja), Radoncić (99, Czarnogóra), Cate (97, Rumunia) i Akodo (96, Wielka Brytania).

Żeby dopełnić obrazu: z rocznika 1994 było 10 zawodników, a z rocznika 1995 - 16.

Czyli łącznie 39 zawodników mających 23 lata lub mniej na 24 drużyny (średnio 1,6 na zespół). Czyli 13 procent ogółu zawodników - mniej więcej co ósmy.

Każdy wnioski może wyciągnąć sam, ale wygląda na to, że młode gwiazdy na EuroBaskecie to wyjątki. Nie jest to turniej emanujący młodością. :)

 

15:53, adrom72
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 września 2017
Krótko po Finlandii (EuroBasket 2017)

To miał być przełom, jak zapowiadałem na Twitterze. To był mecz emocjonujący, przy pełnej widowni, otwierający w przypadku wygranej drogę nawet może do drugiego miejsca w grupie. Wyszła porażka i we mnie coś pękło.

Od lat wierzę w koszykówkę, w naszych, w to, że mimo relatywnie średniego poziomu jesteśmy w stanie.

W niedzielę 3 września 2017 roku przestałem wierzyć.

Nie wzięliśmy tego, co dał nam świat.

Wygrana z Finami w okolicach 8 punktów sprawiałaby, że otworzylibyśmy sobie duże drzwi. Nawet przegrywając później niewysoko z Francją (i pokonując Grecję) mogliśmy zająć drugie miejsce w grupie. Grać wysoko, o stawkę i wreszcie dorwać ten ćwierćfinał.

Zawaliliśmy to.

Mimo że to 8 punktów do przodu było jeszcze na minutę przed końcem.

Wszystko co najważniejsze można zobaczyć tutaj.

Wersja tekstowa z wyszczególnionymi błędami:

Ostatnia minuta IV kwarty. +8 dla Polski.

Strata przy aucie (Waczyński) (STRATA 1), a po drugiej stronie błąd w obronie na zasłonie (zła współpraca Waczyński-Kulig) i trójka Salina. +5 dla Polski.

Błąd 5 sekund (Gielo) przy pasywnym zachowaniu Slaughtera, który nie chce piłki. (STRATA 2)

Dobra obrona! Kulig jednak po przechwycie (!) podaje w wyskoku z autu w ciemno w stronę własnego kosza (NIGDY!) (STRATA 3), a potem Gielo zamiast przykleić się do Markkanena robi krok do pomocy pod kosz do nikogo i fauluje wracając spóźniony do Fina przy trójce. 3/3 wolne. +2 dla Polski.

Mamy piłkę i timeout. Finowie faulują celowo. 12,9 sekundy. Koszarek wybija z autu. Finowie odcinają dwa pierwsze podania, nikt nie jest wolny, biegamy nerwowo, nie z sensem. Podanie w stronę Gielo w poprzek boiska, niebezpieczne, przechwycone (STRATA 4), wsad Markkanena, remis.

8,9 sekundy do końca. Akcja na Ponitkę, cały środek boiska dla niego. Nie jest jednak w stanie minąć 1x1 Huffa i robi błąd kroków (STRATA 5). Koniec IV kwarty.

Złe decyzje. Panika. Nerwy. Pięć strat w minutę i dwa błędy w obronie. Jak to w koszykówce bywa, gdyby nie było choćby jednej z pierwszych czterech wymienionych powyżej strat, wygralibyśmy ten mecz.

Ale przegraliśmy. W słabym stylu. Rozczarowując poderwanych już w pozytywnych emocjach kibiców. Nie zasługując na wygraną i przekreślając cały dobry mecz, który po wygranej stałby się legendą. A może nawet impulsem takim jak ten mecz piłkarzy ręcznych z legendarną bramką Artura Siódmiaka. Bo czułem, że dzisiaj nadchodzi przełom, a przebieg meczu (-15 w pierwszej połowie i wyjście na +9) przerósł nawet moje oczekiwania.

Wszystko trafił szlag.

O ocenę polskiej koszykówki i jej pozycję kłócimy się w wielu miejscach od lat. Zawsze byłem niepoprawnym optymistą. Ale ta sekwencja powyżej, mimo późniejszych szans w dogrywkach, mój optymizm zabija. Podobnie jak zabiło go swego czasu pokolenie graczy urodzonych w latach 70., masakrując koszykarski entuzjazm w Polsce porażkami w meczach o punkty z Węgrami, Białorusią, Austrią, Macedonią itp., kolejnymi przegranymi eliminacjami do EuroBasketów 1999, 2001 i 2003.

Nie umiemy grać dobrze w koszykówkę. Mimo że ten niedzielny mecz był znakomity (dla postronnego widza), zostanie na lata zapamiętany nie tylko w Finlandii, mimo że byliśmy przygotowani, skuteczni i graliśmy 39 minut fajnego basketu, nic to nie znaczy. Przykro mi. Nic.

Nie umiem w sobie znaleźć ochoty i powodów do „jechania” z trenerem Mike Taylorem czy z zawodnikami, którzy byli na boisku w Helsinkach. Pomysły i rotacje Taylora uważam za dobre. Kluczowa idea z przekazywaniem krycia przy zasłonach była dobra. Wcale nie jest „dziwna” czy „dla dziewcząt” - jak ktoś napisał. Tak gra często wiele klubów Euroligi, zapraszam jesienią do Polsatu Sport na kolejny sezon. Dało nam to dużo korzyści i świetny fragment obrony w czwartej kwarcie. Dobrze był pilnowany świetny Markkanen, brawo tu dla Tomasza Gielo, ale pracowało na całą obronę wielu. Czy koszykarzom należy się łomot? Wyglądali na dobrze zmotywowanych, skoncentrowanych, walczyli, wrócili mimo słabego początku do dobrej gry. Teraz na pewno czują się podle, bo choć dali z siebie wiele, nie wystarczyło. Nie winię ich. Nie byli wystarczająco dobrzy.

W tym meczu jednak po prostu musiało być zwycięstwo. Błędy ostatniej minuty, które doprowadziły do porażki, niestety wynikały ze słabości polskich koszykarzy i polskiej koszykówki. W której dużo jest do poprawy. W której pomysły na „oszukanie” rzeczywistości, w której na EuroBasket pojechaliśmy z 1 zawodnikiem z Euroligi i z 0 zawodników z NBA, licząc mimo to na sukces w starciach z drużynami z zawodnikami znacznie bardziej doświadczonymi (nawet u Finów: Markkanen - NBA, Koponen - Barcelona), okazały się niewystarczające. Nie warto więc się do tych pomysłów przywiązywać…

I tu postawię trzy kropki. Ten tekst miał być o wiele dłuższy. Jednak nie będzie, przynajmniej na razie. Polska mimo klęski z Finami może jeszcze pokonać Francuzów we wtorek i Greków w środę, wejść dalej, powygrywać w fazie pucharowej. Wszystko może się zmienić, jeśli chodzi o wyniki, póki piłka w grze, itp. itd. Ja w to już niestety nie wierzę, choć chciałbym się mylić. Ale z publikowaniem moich obecnych wniosków i przemyśleń nt. polskiej koszykówki i jej potrzeb, poczekam, aż się dla naszych ten EuroBasket skończy. Jeśli ktoś będzie ciekaw oczywiście, co tam sobie myślę… to zapraszam za kilka dni. Oby za kilkanaście.

A naszym koszykarzom i trenerom dziękuję za ten mecz. To jest sport. Było warto poświęcić czas i emocje. Powalczcie w następnych meczach.

 

03:35, adrom72
Link Komentarze (3) »
sobota, 02 września 2017
Krótko po Islandii (EuroBasket 2017)

Dzisiaj polscy koszykarze rozgromili 91:61 punktami Islandię w drugim meczu EuroBasketu 2017 w Finlandii. Brawo.

Nie ma się nad tym meczem co więcej rozwodzić, bo celem było łatwe i wysokie zwycięstwo, co zostało wykonane. Na dodatek obyło się bez strat „w ludziach i sprzęcie”, a - co było numerem 1 w planie - Islandczykom nie pozwoliliśmy na rzucanie za trzy. Trafili w pierwszych trzech kwartach zaledwie 3 razy, rzucali też mało, wszystko świetnie. Lubię, jak po meczu w statystykach widzę to, o czym nasi trenerzy mówią przed meczem.

Niestety, z racji podróży pierwszej połowy nie oglądałem pierwszej połowy tego meczu. Skazany na opisy na twitterze poczułem się mocno zaniepokojony, bo wyczuwalna była atmosfera oczekiwania na kompromitację lub - nie wykluczam - po prostu nerwowej reakcji na słaby początek Polaków. Sprzed telewizora w drugiej połowie zobaczyłem już coś całkiem innego, ale może to moje szczęście. Powtórzę, dla mnie liczył się tego dnia jednak tylko wynik.

Wydaje mi się jednak, że przy naszym zespole, złożonym z ambitnych - w skali europejskiej - outsiderów (w znaczeniu amerykańskim, czyli będących poza głównym nurtem), momenty słabe, nudne, przykre, będą się powtarzać. Żeby coś zrobić w tym EuroBaskecie musimy być jak Grecja w piłkarskim Euro w Portugalii. Nudni, czasami nieporadni, ale świetni, gdy trzeba - nawet koślawo - strzelić jedyną bramkę w meczu. I wygrać.

Jutro (niedziela, od 18.50) moim zdaniem najważniejszy mecz. Nawet jeśli Finlandia w tym turnieju będzie goliła u siebie wszystkich - od Francji zaczęła, nie wiem jeszcze pisząc, co dzisiaj zrobi ze Słowenią - to właśnie ją musimy dopaść. Tu jest moment i szansa na zbudowanie czegoś wielkiego. Wobec kompletu widzów i przede wszystkim wobec siebie, przed ostatnimi dwoma meczami w Helsinkach we wtorek z Francją i w środę z Grecją. Wierzę w mądrość naszego trenera, jego sztabu i naszych zawodników, wierzę w ich doświadczenie z kilku turniejów i kwalifikacji. Usłyszałem w wywiadzie po meczu Mateusza Ponitkę, który mówił dokładnie o tym, że mecz z Finami to sprawdzian. To jest teraz moment prawdy dla naszego zespołu. Mimo że przeciwnik trudny, mający w składzie wielką gwiazdę najbliższych lat na poziomie NBA Lauriego Markkanena.

I niech to będzie brzydkie. Ale zwycięskie.

14:58, adrom72
Link Dodaj komentarz »