RSS
środa, 21 maja 2008
Dwa wywiady Tomasa Pacesasa

Dyskusja o sędziowaniu trwa - potworna. Ja ciągle w podróżach, więc usiąde do płyty z meczu 1 chyba dopiero jutro, ale temat i tak nie umrze. Dziwne, bo dla mnie w tym finale naprawdę decyduje co innego. Pierwszy mecz - być może wygrany przez Prokom - tu niewiele by zmienił. Dla mnie wyniki w Sopocie będą miały największe znaczenie. No i zobaczymy wtedy, kto zrobi znaczący skok w swojej grze - Turów czy Prokom. Przecież po dwóch meczach półfinału ze Śląskiem w Zgorzelcu było 1:1, a potem nie było czego zbierać.

Miałem nie pisać przez kilka dni, ale nie sposób nie pisać. Dzieje się sporo ciekawego. Po pierwsze, czekam na to, aż ukażą się na stronie wideo.gazeta.pl (zakładka Sport) cztery filmy wczoraj przyprawione - Dogrywka, 20 punktów Logana i skróty dwóch meczów. Jakaś awaria znów utrudnia, ale mam nadzieję, że zaraz znów wszystko zadziała.

Po drugie, przeczytałem dwa wywiady z bohaterem - a może na razie przede wszystkim główną postacią - tego finału, trenerem Prokomu Tomasem Pacesasem.

Pierwszy w Sport.pl (dobra robota Łukasza), w którym rozmówca i rozmawiający szczerze i otwarcie analizują taktycznie grę Prokomu. Dla mnie to mały szok, bo takich rzeczy w połowie finału moim zdaniem się robić nie powinno! Odkrywanie sposobu myślenia jest skarbem dla rywali! Wyjścia są trzy - albo młody trener o tym zapomniał po prostu, albo myli pogoń (mówi nieszczerze), albo zaczyna szukać usprawiedliwień, już teraz przed kibicami i mediami tłumaczy swoje postępowanie, jakby bojąc się brutalnych ocen.

Wywiad ciekawy, Pacesas ma sporo racji i można zrozumieć jego tok myślenia w wielu sprawach. Moim zdaniem (jeśli wolno) marudzenie na sędziowanie powinien sobie darować (już o tym pisałem). Jego diagnoza boiskowych kłopotów Prokomu jest też inna od mojej. Zresztą - w tym jednym punkcie pozwolę sobie na szczegółowość - Tomas Pacesas sam sobie zaprzecza. W odpowiedzi na drugie pytanie (o meczu 2) mówi: 'nie funkcjonował nasz atak'. W odpowiedzi na pytanie przedostatnie (o Stanojevicia, lepszego w ataku niż Sow) mówi: 'My nie mamy problemu ze zdobywaniem punktów, my mamy problem w obronie'. Dla mnie to wypowiedzi sprzeczne.

I jeszcze jedno - pada też stwierdzenie, że Stanojević nie może grać, bo musiałby pilnować Witkę, podobnie jak w półfinale musiał pilnować Brkicia. Ja nie wiem, może chodzi o jakieś tajne koncepcje defensywne, które są powyżej mojej znajomości koszykówki, ale centrami Turowa są Drobnjak i Scekić, a w Polpaku na tej pozycji grają Hicks i Tica... 

Z drugiego wywiadu (dla Przeglądu Sportowego) znam tylko fragmenty stąd, a po całość niedługo udam się do kiosku. Jest jednak krwiście. Znów to wygląda jak zabezpieczanie sobie tyłów. Ale fragmenty o spisku Turowa, który przyszykował prowokację swoich rezerwowych wobec gwiazd Prokomu, to już prawdziwe kuriozum. Ja zgadzam się, że w awanturze przegiął przede wszystkim Marko Scekić (a nie Pape Sow), ale:

1. Czy gwiazdy Prokomu to dzieci specjalnej troski, które po przepychance 22 minuty przed meczem przez dwie godziny nie mogą dojść do siebie?

2. W czasie przepychanki nic się właściwie nie stało, ciosy nie padły, więc moim zdaniem - zakładając, że to Turów prowokował - 'prowokacja' (jeśli była) się po prostu NIE UDAŁA, więc o co chodzi?

3. Jeśli Saso Filipovski tak potrafi pokierować wydarzeniami, że jest w stanie 'rozrysować' awanturkę z udziałem piłki utraconej przez Prokom podczas rozgrzewki, jest dla mnie mistrzem świata. A tak interpretuję słowa o 'przemyślanej akcji'.

Z innych spraw, ciekawe jest przyzwolenie dla Kelatiego i Logana na rzucanie. Jeśli to ma być metoda, to uważam, że prowadzi prostą drogą do srebra (ale pachnie mi to ściemą). Za to skarżenie się, że Turów uprawia wrestling to już rzecz niegodna sportowca, który przez cała karierę był podziwiany za charakter, nieustępliwość i boiskową dumę. Taktyka finałowego podgrzewania atmosfery? Być może, ale może mi się nie podobać.

I jeszcze jedno - zagadka. Ile nieprawd jest w tych zdaniach? 'Logan i Kelati niech strzelają do woli! W ostatnim meczu zdobyli 46 oczek. Ale to nawet nie była połowa punktów Turowa'. :)

Nie chcę wchodzić w rolę krytyka Tomasa Pacesasa, którego szanuję za boiskowe osiągnięcia i uważam za dobry materiał na trenera. Ale czy staje się dobry trenerem, pokażą dwa najbliższe mecze. Nie ma bowiem możliwości, żeby uznać go za dobrego trenera, jeśli przegra ten finał. Nie z tym klubem i nie z tym składem, a nawet jeśli pozostałe mecze sędziować będzie trzech niewidomych sędziów. Ale na razie ocena wisi w powietrzu.

Natomiast nigdy nikt mnie nie przekona, że jest zasadne i taktowne wypowiadanie takich słów, jakie padają w tym wywiadzie w kierunku Polpaku. Smutne.

Jakże inaczej w tym kontekście patrzymy wszyscy (także ja) teraz na trenera Kijewskiego. Jego powstrzymywanie się od mówienia było dla dziennikarzy męczące (bo brak było materiału), ale w wielu przypadkach zrozumiałe i uzasadnione. Teraz łatwiej to zrozumieć. I co ciekawe, wielu obserwatorów zwraca uwagę, że ten charakter trenera pomagał też wygrywać Prokomowi, co wówczas wielu z nas odbierało jako 'koszykarze wygrywają sami'.

No ale ale - raz jeszcze powtórzę: cała ocena Prokomu (i Turowa też) nastąpi dopiero po finale. Jest w każdym razie bardzo ciekawie i bardzo gorąco.

 

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

13:36, adrom72
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 19 maja 2008
Finał historyczny? Może... za chwilę...
Uffff. Zmęczenie spore, były i stresy, i przejazdy, i wysiłek fizyczny, a także spore emocje. Fajny weekend, choć sprawa nieudanej 'nieżywej' sobotniej transmisji nieco go popsuła. Ale o tym już było wczoraj.

Główne myśli zebrałem w tekście coniedzielnym dla Sport.pl i 'GW'. Ale warto trochę dodać.

Może zacznę od przepychanki na boisku przed meczem. Opisałem to w linku powyżej, ale mogę tu dodać, że całe zdarzenie od początku widziałem na własne oczy. Marko Scekić MOIM ZDANIEM celowo próbował trafić piłką w Sowa, ale jest faktem, że zwracając ją sopocianom z odległości około 15 metrów miał prawo rzucić mocno. To, że Bośniak trafił z takiej odległości w Senegalczyka (w jego plecy), też było sztuką. Sytuacja absolutnie kuriozalna, takie koszykarskie dwa ognie. Sow aniołkiem nie jest, ale nie do końca się zgodzę z trenerem Saso Filipovskim (który zresztą przyznał, że w czasie awantury był jeszcze poza halą - podobnie jak sędziowie zresztą), że to zawodnik Prokomu sprowokował całą sytuację.

Trener Pacesas mówił, że ta sprawa miała wpływ na koncentrację i emocje jego zespołu i z tego wynikły głupie straty na początku meczu. Ciekawe. Szkoda zatem, że tych emocji kłębiących się w zespole, nikt nie potrafi wykorzystać na korzyść Prokomu. Zresztą awanturka wewnątrz zespołu z Sopotu podczas time-outu w sobotę (Gurović i Milicić w rolach głównych) świadczy o tym, że ten zespół nie jest skoncentrowany i zmobilizowany na celu, jakim jest mistrzostwo. I że role w drużynie nie są opisane, zdefiniowane i zaakceptowane.

Oczywiście, scysji wewnątrz drużyny nie można przeceniać - jak ktoś przegrywa, to się kłóci. Natomiast zawsze groźne jest, kiedy zespół się poddaje. A niedzielne zachowanie Donatasa Slaniny oraz Milana Gurovicia mogło na to wskazywać. Slanina wdał się w jakieś przepychanki z Witką, coś tam mu pokazywał, kłócił się z sędziami po faulu niesportowym, do którego odgwizdania arbitrzy na pewno mieli prawo i zakończył mecz z zerem na koncie. Gurović pokazał tylko nieskuteczność, rozmowy z sędziami oraz prośbę o zmianę, kiedy nic nie szło. O zmianę! A nie o 'dajcie mi piłkę, ja to załatwię!', czego spodziewałbym się po liderze i kapitanie.

Może jeszcze dodam w tematach pozaboiskowych jedną moją opinię, ciekawe, czy ją podzielacie. Moim zdaniem, jeśli dochodzi do przepychanki na boisku przed lub podczas meczu, to od trenerów i ich asystentów (zwłaszcza!) oczekuje się raczej tonowania nastroju niż napastliwości z szaleństwem w oczach i butelką w dłoni... A także z tego co wiem powszechnie przyjęta etykieta trenerska przewiduje, że w czasie meczu szkoleniowcy nie zajmują się zachowaniem rywali czy komentowaniem gry zawodników przeciwnika, ale wyłącznie prowadzeniem swojego zespołu. Np. nie wypada sugerować sędziom, że rywale - albo trener-rywal - powinni dostać faul techniczny. Ale może to jakieś staromodne zasady?

I kończąc już naprawdę temat przepychanek - na stronie Sport.pl (czy w 'GW' też?) czytam tekst, w którym jest mowa o tym, że Sow dostał piłką w głowę (!) i 'koszykarze walczyli na pięści'. Ojojojojojojojjjjj... A na PLK.pl czytam, że awanturę sprowokował Sow. Ojojojoj... Czy leci z nami rzetelność?

--

Ciekawa była wypowiedź trenera Tomasa Pacesasa po meczu drugim. Zaczął od... gratulacji dla swojego zespołu za walkę. Hmmm... Czekałem na gratulacje dla rywali (od których zaczął Filip Dylewicz) i na szczęście gdzieś tam pod koniec wypowiedzi były. Ale czy naprawdę sopocianom należały się gratulacje? A może Litwinowi chodziło o podziękowania (może kłopot językowy), ale czy naprawdę było za co choćby dziękować?

O taktyce, wspieraniu gwiazd i przygotowaniu do meczu, a także prowadzeniu zespołu w trakcie spotkania było już w tekście zalinkowanym powyżej. Ja tylko - jak swoją mantrę - powtórzę: młody trener Pacesas może zostać oceniony dopiero na koniec tego sezonu. Co z tego, że z mistrzami świata i Europy czy zawodnikami z NBA ma w play-off w tej chwili bilans 7-5? Liczyć się będzie to, co teraz nastąpi. Z czego Pacesas i jego zespół są zrobieni, jakie mają pomysły na grę. Po finale ocenimy.

Uwaga dodatkowa. Słuchać czy mówić o sędziach i ich błędach już chyba nikt w okolicy nie ma ochoty. Po półfinale z Polpakiem Prokom po prostu moim zdaniem powinien zaakceptować to, co przyniesie boisko. Sędziowaniem zajmiemy się my, dziennikarze, prezes ligi, szefowie arbitrów. Jeśli będzie tak słabe, jak w meczu numer 1, litości nie będzie. Mam nadzieję, że płyta z tym meczem jest właśnie dokładnie analizowana przez odpowiedzialnego za obsadę pana Marka Paszuchę. Ciekaw jestem, dlaczego w meczach finałowych do tej pory zabrakło na boisku sędziów euroligowych Bachańskiego i Ćmikiewicza oraz weterana, międzynarodowego arbitra Kudlickiego. Wszyscy trzej w finałach byli od lat i nie zawodzili. W tym tygodniu mieli wolne?? Nie wiem na dodatek, czemu prowadzą mecze arbitrzy, których występy były w czasie sezonu podawane jako przykład kiepskiej pracy nawet przez samych sędziów (mam na myśli choćby mecz Prokom - AZS z rundy zasadniczej). Jednak apeluję raz jeszcze, niech za sprawy sędziowskie w finale nie biorą się ludzie odpowiedzialni za budowanie boiskowej strategii drużyn.

--

Ciekawa sprawa z tą strategią Prokomu, polegającą na przekazywaniu krycia w obronie bez wahania, po których to przekazaniach Sow musiał kryć np. Logana, Slanina Drobnjaka itp. Można się bowiem zastanowić, co jest dla kontrpropozycją dla tej taktyki. Gonienie swoich graczy po zasłonach będzie oznaczać bowiem więcej pozycji do rzutów za trzy dla Logana i Kelatiego (bo zasłony Turów stawia naprawdę dobre). Trener Pacesas najwyraźniej doszedł do wniosku, że lepiej, aby Logan i Kelati próbowali mijać wysokich (tych stojących przed nimi po wymianach krycia) i aby pod koszem nadziewali się na dobrze pomagających sobie graczy z Sopotu. Nic z tego nie wyszło, bo po pierwsze Kelati i Logan i tak trafiali ponad wysokimi za trzy, a po drugie dość często mądrze odgrywali piłki do wysokich. A po trzecie, jak Logan mijał to i tak nic z pomocy nie wynikało (w decydującej czwartej kwarcie meczu pierwszego).

Co robić? A może coś zmieniać, a nie ciągle trzymać się jednego pomysłu - który jak widać nie działa. A może strefa? Jestem pewien, że pojawi się ona w meczu trzecim. Ale czy nie jest za późno?

--

Kolejna ciekawa sprawa to wykorzystanie minut dla poszczególnych zawodników i rozstawienie ich po pierwszej i drugiej piątce. Kto wie, czy tu nie są potrzebne przesunięcia, skoro Pacesas i tak gra dziesiątką graczy. Po pierwsze piątka z Miliciciem, Roszykiem, Serapinasem, Masiulisem i Stanojeviciem wygląda dość mizernie, a w niedzielę to ona miała za zadanie zmniejszać straty. Czym? Jak?

Po drugie, Jovo Stanojević. Padło pytanie o Serba na konferencji prasowej i Pacesas mówił o tym, że ma pod koszem trzech innych zawodników w dobrej formie i stara się nimi rotować. Poniekąd słusznie, ale skoro tak źle idzie w ataku (a Stanojević w ataku daje dużo - to nie opinia - to fakt!), to może warto Serba potrzymać na boisku. W obronie nie pomoże za wiele, ale czy nie spróbuje zatrzymać Drobnjaka czy Scekicia? Oczywiście, jeśli będzie taktyka zamieniania krycia, to jest nieprzydatny. Ale może warto taktykę dostosować do zawodników, a nie odwrotnie?

Liczby finałowe są w ocenie Stanojevicia dość wyraziste. W dwóch meczach łącznie 23 punkty przez zaledwie 28:35 min gry (to tak jakby jeden mecz), 8/13 z gry, 7/8 z wolnych, 10 zbiórek, 3 faule (!!!) i 3 straty. Ja bym chciał mieć takiego zawodnika na boisku dłużej.

Trochę wszedłem w rolę trenera Prokomu, ale taka intelektualna zabawa przecież jest solą kibicowania sportowi. Ciekawią mnie wasze opinie na ten temat, mam nadzieję, że MIMO WSZYSTKO obejrzeliście oba mecze w całości... :)

--

Niewiele piszę o Turowie, bo teraz tematem numer jeden musi być niemoc Prokomu. Ale fakt jest faktem - na naszych oczach tworzy się historia. Miałem takie wrażenie w 2003 roku, kiedy w półfinale Anwil wyeliminował Śląsk i wiadomo było, że finał z Prokomem będzie niesamowity. I był! Rok później wydawało się, że euro ligowy Śląsk z Greerem i Wójcikiem jest nie do ruszenia, ale Prokom zrobił rzecz wielką. To były niesłychane finały. Teraz mamy wielki zwrot, bo z 0:2 w walce do czterech wygranych jeszcze nikt w polskim finale nie wyszedł obronną ręką.

Turów gra swoje, ale to swoje jest pisane z meczu na mecz coraz większymi literami. Gwiazdy Kelatiego i Logana świecą jasno, a kto ma wątpliwość, że nie jest to banalnie proste, niech zapyta jutro o świecenie Slaninę i Gurovicia. Druga para błyskotek - Andres Rodriguez i Dragisa Drobnjak - także jest wysoko na firmamencie. Robert Witka gra powyżej swojej normy. Iwo Kitzinger wnosi sporo energii i nie robi błędów. Vjeko Petrović, Marko Scekić i Slobodan Ljubotina są wyrobnikami, ale zwłaszcza w Zgorzelcu to słowo ma dobre znaczenie.

Turów po prostu do tej pory jest perfekcyjny w ten najgorszy, nudny sposób. W pierwszym meczu miał kłopoty, ale czwarta kwarta - ta zgorzelecka czwarta kwarta - pokazała, że jest w budynku przy Maratońskiej co najmniej jeden człowiek, który umie ocenić to co dzieje się na boisku i pokierować swoim zespołem tak jak trzeba. Saso Filipovski to uczynił z ławki, a David Logan na boisku. A w niedzielę było walcowanie. Szacunek.

--

Jedna uwaga na boku - ktoś mi zwrócił uwagę, że nieładnie jest mówić na Przemka Zamojskiego, iż jest 'ręcznikiem rzuconym na boisko'. Mówiłem o ringu co prawda i nie nazwałem Przemka ręcznikiem, ale wprowadzenie go na boisko rzuceniem tegoż, ale jeśli to przesada, to przepraszam. Żadnej urazy, takie barwne - być może za bardzo niegrzeczne. Sory.

--

A między jednym a drugim meczem poważnych koszykarzy był inny mecz. Niestety, polegliśmy. Gratulacje dla zwycięzców. W innych składach spotkamy się w sobotę w Sopocie (są chętni do gry w Reszcie Świata? piszcie na adrom72@gazeta.pl, czekam!), a może uda się zagrać jeszcze raz w Zgorzelcu w następną środę? Zabawa jak zawsze świetna, od MPD w Zakopanem nie grałem w kosza, ale to jest jednak sport niesamowity - na boisku, czy tuż obok niego. Rowerowanie czy tenisowanie można uznać tylko za sporty uzupełniające. :)

--

W sobotę udało mi się też rzucić okiem na trzy ostatnie kwarty meczu w Brzegu Dolnym. Nie ma co tu wiele mówić o grze, choć ze spraw czysto sportowych warto podkreślić, że Śląsk całkiem nieźle (lepiej niż sądziłem) radził sobie w osłabieniu. Myślę, że miałby jednak kłopoty z wygraną, gdyby nie 'popis' trenera Mihailo Uvalina. Mam do niego wielki szacunek, ale przegiął. Zresztą nie pierwszy raz, ale w czasie sezonu sędziowie pozwalali mu na te tańce, jak i zresztą pozostałym trenerom w naszej lidze.

Sędzia Tomasz Kudlicki jednak dokonał przełomu, bo po tym, jak jego kolega udzielił Uvalinowi w czwartej kwarcie faulu technicznego (a trener Polpaku nadal skakał, biegał dookoła stolika i krzyczał coś nieprzystojnie), po prostu zgodnie ze sztuką sędziowską dał Uvalinowi drugi faul techniczny i wysłał go do szatni. Wreszcie! Pozwoliłem sobie nawet na mikrooklaski z trybun, bo choć nie mam nic przeciwko presji na sędziów, ale kto przesadza, musi być zauważony.

Przełom, bo z tego co pamiętam ostatnim wyrzuconym z meczu trenerem w naszej lidze był Mariusz Karol z czasów Wisły Kraków, który jednak opuścił halę przez pomyłkę. Sędziowie bowiem doskonale zapamiętują, który trener już dostał 'dacha' i drugiego - wiążącego się z wyrzuceniem z ławki - praktycznie nigdy nie dają. Z Karolem było ponoć tak, że sędzia odgwizdał techniczny, zapominając, że Karol już miał jeden z samego początku meczu. Ponoć było prawie przepraszanie. Na meczu nie byłem, opowieść znam z piątej ręki, ale wygląda wiarygodnie.

Czas z tym skończyć, bo zaczęło być nieprzyzwoicie. Pomijam już nawet fakt, że Uvalin dostał szału po jakiejś zupełnie niegroźnej, zwyczajnej sytuacji, w której - jak mi się zdawało - nie miał racji. Serb jest zbyt inteligentny, żeby po prostu - ot tak sobie - w szały wpadać. Jak słusznie zauważył jeden z obserwatorów, wyglądało tak, jakby tracił szanse na wygraną w meczu, więc postanowił szukać alibi - choćby wskazując przez swoje zachowanie swojemu prezesowi (obecnemu na meczu) 'niech Pan zobaczy, jak nas oszukują'. Dla mnie taniocha, bo prezes Stefan Medeński - choć porywczy i od niedawna w koszykówce - na takie numery jest zbyt mądry. Ale może Uvalinowi się to opłaca? A może chciał po prostu dać zespołowi ostatni, desperacki sygnał do szarży?

W każdym razie szok na ławce Polpaku trwał dobrą chwilę. Dwaj kandydaci na zastępcę Uvalina - asystent z Serbii Milenko Bogicević i Dariusz Litwin - zamarli na dobrą chwilę i wyglądało przez moment, jakby zespołem miał zacząć rządzić kierownik drużyny Arkadiusz Sondej. Bobby Dixon sam się wprowadził po chwili na boisko, ale po kilku minutach psychologiczny pojedynek o władzę wygrał Serb. Zanim jednak się wszyscy zorientowali, było już ponad 20 punktów przewagi Śląska. Polpak zszedł na siedem (bodaj), ale wygrać już nie mógł. A w pierwszej połowie przecież z -20 świecianie potrafili w kilka minut wyjść na prowadzenie.

Pointa do całej tej historii jest jak z filmu Barei (puścić go Uvalinowi!): 'Klient w krawacie jest mniej awanturujący się!'. Albowiem w sobotę w Brzegu Dolnym trener Polpaku wystąpił w t-shircie i spodniach od dresu. Ponoć była jakaś awaria ubioru. Krawata zabrakło, no i nie dotrwał do końca...

--

No to teraz kilka dni odpoczynku od finału, dowiemy się, kto zdobędzie brąz (we wtorek w Świeciu lub w piątek we Wrocławiu), a pasjonujący finał wróci w sobotę (w TV4 o 15) do Sopotu.

PS. Kibicom Turowa, jak zawsze pasjonatom, dziękuję za koszulkę, której jednak nie mogłem użyć w transmisji, bo kolorystycznie nie pasowała do krawata Jankesa. Zajmie poczesne miejsce w kolekcji obok koszulki mistrzowskiej z pierwszego tytułu dla Prokomu. Wrocławska zielona 'cała Polska w cieniu Śląska' dla mnie nie trafiła. :)

PS2. Typek na wtorkowy mecz Polpak - Śląsk +11. Sędziowaniem w sobotę zajmę się rzeczowo (a nie emocjonalnie) jak znajdę czas. :) 

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

01:25, adrom72
Link Komentarze (89) »
niedziela, 18 maja 2008
Nie było transmisji, jest retransmisja

Najnowsze wieści: właśnie kończy się pierwsza retransmisja z meczu 1 na Polsacie Sport Extra, druga będzie na tym samym kanale o godz. 13.10. Wszystkich chętnych zapraszam.

Wpis z nocy:

Dzień do niczego. Zapowiadało się naprawdę niezwykle - sportowo w obu meczach sobotnich było ciekawie - a tu taki klops. Transmisji w TV4 nie było.

Powód? Awaria takiego małego wozu, który towarzyszy dużemu, a który odpowiada za wysłanie sygnału na satelitę, dzięki czemu potem z Warszawy z siedziby Polsatu można go rozesłać po całym świecie. Nie da się tego małego wozu obejść ani zamienić, wiaderkiem się przekazu nie zaniesie. Natychmiastowa akcja ratunkowa wykazała, że najbliższy taki wóz na zmianę jest w Opolu. Dojechać mógł dopiero jakieś dwie godziny po meczu. Taka historia się zdarza może raz na 100 czy 200 transmisji. Nie powinna nigdy, ale cóż, pozostaje bezsilność i przykrość. Pamiętam, że kiedyś to samo zdarzyło się ekipie TVP w Słupsku i wtedy mecz poszedł z odtworzenia o północy.

My jako komentatorzy z Tomkiem zgodnie z regułami sztuki 'pojechaliśmy' na sucho. Cała transmisja została zrobiona, oprawiona i na wozie nagrana. Tyle, że nie było jej jak w świat wysłać. Od 15.00 normalnie pracowaliśmy (więc pisać na blogu, ani pilnować pasków na ekranie TV4 na pewno nie mogłem). Od 17.00 do 23.00 próbowałem się dowiedzieć, czy i kiedy będzie jakaś retransmisja. Do tej pory nie udało mi się tego dowiedzieć.

Mam nadzieję, że w niedzielę o 15 wszystko pójdzie już bez kłopotów. Bo mecz finałowy numer 1 pokazał, że jest co oglądać. Więcej o finale jutro - jeśli sił starczy.

PS1. Kibiców z Wrocławia obecnych w Brzegu Dolnym pozdrawiam i za okrzyki retoryczne dziękuję i gratuluję.

PS2. Użytkownik wiesiek - przegiąłeś, nie życzę sobie więcej Twoich komentarzy na moim blogu. Ban. Ostatni przekaz: nigdy nie wychwalałem ponad miarę Polsatu, ani nie atakowałem, czy nie poniżałem TVP. Bzdury.

00:34, adrom72
Link Komentarze (53) »
sobota, 17 maja 2008
Zapowiedź finału obszerna, nocna

Trochę to trwało - ale jest. Moja analiza tego, co może się zdarzyć. No to do zobaczenia w Zgorzelcu w sobotę! 

PGE Turów Zgorzelec (1) - Prokom Trefl Sopot (2)

W tegorocznym play-off: Turów - w ćwierćfinale wygrał z Kotwicą Kołobrzeg 3:0, w półfinale pokonał Asco Śląsk Wrocław 4:1, średnia ataku - 73,1, średnia obrony - 64,8; Prokom - w ćwierćfinale pokonał AZS Koszalin 3:1, w półfinale wyeliminował Polpak Świecie 4:2, średnia ataku - 82,6, średnia obrony - 75,9. Turów tylko raz rzucił w tym play-off więcej niż 80 punktów (w ostatnim meczu ze Śląskiem), ale też tylko dwa razy stracił więcej niż 70 punktów, a miał aż pięć meczów ze straconymi 62 lub mniej punktami. Liczby Prokomu nie kłamią - broni dużo słabiej, ale zdobywa też dużo więcej punktów. Trzy porażki w play-off sopocian jednak wiele mówią także o grze tego zespołu.

Mecze Turów - Prokom w 2007/08: 60:66 (1 grudnia w Sopocie) i 88:79 (5 marca w Zgorzelcu). W pierwszym meczu w Sopocie mistrzowie Polski prowadzili po pierwszej kwarcie 22:8 i tylko wysiłki Logana (20 punktów) sprawiły, że walka była w miarę (choć głównie pozornie) wyrównana. W rewanżu znów świetnie grał Logan (26 pkt.), ale włączyli się inni i wynik dla odmiany był rozstrzygnięty właściwie po trzech kwartach (17 punktów przewagi Turowa).

Spotkania Turów - Prokom w play-off: dwa razy - 1. w 2005 roku, kiedy w półfinale Prokom pokonał Turów 4:1; 2. rok temu, kiedy Prokom wygrał w finale z Turowem 4:1. Trzy lata temu ligowy nowicjusz ze Zgorzelca niewiele miał do powiedzenia w starciu z broniącymi pierwszy raz tytułu sopocianami. Podobnie było w sumie przed rokiem, choć w pierwszym meczu potrzebna była dogrywka (i decydowały słynne przestrzelone wolne Drobnjaka). Kluczowy był mecz trzeci w Zgorzelcu, który Prokom wygrał 69:66 dzięki fenomenalnemu meczowi Dylewicza (21 punktów, trafione wszystkie rzuty).

W historii finałów play-off o mistrzostwo (rozgrywany od 1985 roku): Turów - 1 występ, 1 przegrana; Prokom - 6 występów, 4 wygrane, 2 porażki. Sopocianie są w finale bez przerwy od 2002 roku, ale dwie pierwsze próby mieli nieudane (ze Śląskiem w 2002 roku i z Anwilem rok później). Historia jest przeciwko Turowowi: od 1990 roku tylko zespół z Pruszkowa wygrywał w swoim pierwszym lub drugim finale.

Pierwsze piątki. Turów: Andres Rodriguez (184 cm wzrostu), David Logan (184), Thomas Kelati (194), Robert Witka (205), Dragisa Drobnjak (200). Prokom: Mustafa Shakur (190), Donatas Slanina (193), Milan Gurović (207), Filip Dylewicz (202), Pape Sow (208). W zespole ze Zgorzelca nawet nie ma mowy o jakichś przetasowaniach. W Prokomie - jeśli wszyscy będą zdrowi - także ta piątka powinna być 'żelazna'. Aczkolwiek, kiedy Turów będzie prowadził 2:0 czy 3:1 jestem pewien, że trener Pacesas coś pomiesza.

Kluczowi rezerwowi. Turów: Slobodan Ljubotina (206), Marko Scekić (204), Vjeko Petrović (194), Iwo Kitzinger (188). Prokom: Jovo Stanojević (208), Tomas Masiulis (205), Krzysztof Roszyk (200), Simonas Serapinas (198), Igor Milicić (195). Czterech tylko w Turowie, bo skoro Robert Skibniewski i Harding Nana nie grali praktycznie w półfinale, to i w finale nie ma się co ich spodziewać. W Prokomie nie ma już ponoć Christosa Harissisa, a wszystkie braki Tima Kisnera obnażył Polpak. Prokom teoretycznie ma silniejszą ławkę, podobnie zresztą jak pierwszą piątkę, ale czy to będzie widać na boisku?

Trenerzy: Saso Filipovski - jeden start w play-off w polskiej ekstralidze, bilans zwycięstw i porażek 8-5; Tomas Pacesas - debiutant w play-off. Być może kluczowy pojedynek tego finału. Pacesas może zamknąć usta wszystkim krytykom grając w taktyczne szachy z Filipovskim jak równy z równym. Powiedzmy, że wystarczy, jak uda mu się wyeksponować indywidualne przewagi swoich zawodników.

Szanse Turowa: Wielki sprawdzian dla zespołu, który przez cały sezon budował sobie reputację zwycięzców. Coraz lepsza gra, postępy wielu zawodników, świetny bilans meczów i sukcesy w Pucharze ULEB - to wszystko nie będzie miało znaczenia, jeśli Turów przegra. Jak wygrać? Grać swoje i sprawić, żeby strzelcy (Logan i Kelati) zdobywali punkty. A to zależy nie tylko od nich. Każda eksplozja strzelecka innego zawodnika na poziomie 16-20 punktów (Drobnjak? Witka? Kitzinger? Scekić?) będzie właściwie oznaczała wygraną, więc taki także może być plan. Ale warunkiem podstawowym jest zatrzymanie gwiazd rywali zmasowaną i zespołową obroną.

Szanse Prokomu: Wręcz przeciwnie - gwiady (Slanina, Gurović, Stanojević, Dylewicz, także Shakur) muszą zdobywać punkty. Prokom rzadko w tym sezonie wygrywał obroną, więc trafianie do kosza może być podstawą. Kto wie, czy nie trzeba będzie poświęcić jednak produkcji ofensywnej Donatasa Slaniny, żeby nie dać poszaleć Loganowi (czy to za pomocą obrony samego Litwina, czy też wprowadzając na boisko Roszyka). Półfinał z Polpakiem pokazał, że eksperyment z grą bez rozgrywających można uznać za udany - i nigdy więcej w tym sezonie do niego nie wracać. Za to granie z dwoma centrami - warto przemyśleć, zwłaszcza przy świetnej obronie Pape Sowa także daleko od kosza.

Kluczowy pojedynek: Thomas Kelati kontra Milan Gurović. Kto rzuci więcej? Może nie do końca o to by miało chodzić, ale Kelati grał przeciętnie w półfinale, a na prawdziwego, równego Gurovicia też ciągle czekamy. Mecze około 25-30 punktów każdego z nich mogą przechylić szalę rywalizacji.

Zawodnik-zagadka (x-factor): David Logan, Turów. Do tej pory ciągle nie wiemy, czy to tylko zawodnik świetny w rundzie zasadniczej, czy też prawdziwy lider-wojownik. W ćwierćfinale nie zagrał, a w półfinale było bardzo źle dopóki Śląsk grał w pełnym składzie. Logan nie może przespać finału, jeśli jego zespół ma wygrać. Brakuje mu też 0,8 punktu do Donalda Copelanda, który nie grając w play-off wyprzedził zawodnika Turowa w klasyfikacji strzelców. Ogólnie - Logan ma wiele do pokazania w tej serii.

Zawodnik nie do zatrzymania (game-winner): Jovo Stanojević, Prokom. Dragisa Drobnjak to niesamowity zawodnik, ale czy ktoś wierzy w to, że będzie w stanie zatrzymać w grze 'jeden na jednego' niesamowitego króla sztuczek Jovo Stanojevicia? Śmiem twierdzić, że będzie to trudne nawet dla takiego cwaniaka jak słoweński góral. A skoro sam Drobnjak (i jego zmiennicy) nie są tak groźni w ataku, czemuż ten sam Stanojević nie miałby zajmować się nim w obronie z sukcesem? Dla 31-letniego Serba to może być znakomita seria, jeśli tylko zagra dłużej niż kilkanaście minut, które dostaje od trenera w play-off.

Komentarz i typ: Powtarzam z wpisu poniższego. W długiej serii finałowej - sześć, siedem meczów - Turów ma większe szanse, bo wtedy naprawdę dojdzie do głosu praca trenerska. Czy jednak zgorzelczanie są w stanie coś ugrać pod koszem? To pytanie kluczowe, bo z obwodu będą trafiali na pewno. Dla mnie jednak najważniejsza pozostaje gra w obronie, a w tym składzie i konfiguracji trenerskiej przewagę ma Turów. Dlatego typuję zmianę mistrza Polski. 4:2 dla Turowa.

(Rywalizacja poszczególnych formacji została przeze mnie opisana poniżej, czyli tutaj).

--

O trzecie miejsce

Asco Śląsk Wrocław (4) - Polpak Świecie (6)

Co tu dużo mówić - wielka szansa dla Polpaku. Śląsk okazał się zespołem skłóconym i sam sobie wyrwał dwa trzonowe zęby, zwalniając Rashida Atkinsa i Jareda Homana. Owszem, można będzie wiele posłuchać o chęci walki zawodników Śląska, ale czy przy niesamowitych rozgrywających Polpaku i z mądrym trenerem Mihailo Uvalinem wystarczy mieć chęci? Kłopot z rozgrywaniem może być spory (został tylko niezbyt zdrowy Dawan Robinson), więc stawiam na Polpak. I to w dwóch meczach.

--

Zapraszam więc na nasze weekendowe transmisje - tym razem w TV4 o godz. 15 - zarówno w sobotę, jak i w niedzielę.

No i na koniec typy na pierwsze mecze (sobota):

Turów - Prokom +9

Śląsk - Polpak -11

A Wasze?

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

piątek, 16 maja 2008
Finałowe porównanie na pozycjach

Pełna zapowiedź finałów pojawi się tutaj dopiero późnym wieczorem, ale już teraz proponuję to, co napisałem dla Sport.pl. Czyli porównanie na pozycjach i typ na finał. Wasze opinie?

Rozgrywający

Andres Rodriguez, Vjeko Petrović (Turów) kontra Mustafa Shakur, Igor Milicić, Tim Kisner (Prokom)

Dla rozgrywających Prokomu finał będzie prawdziwym testem. Shakur w play-off gra nieźle, ale zdarzały mu się też mecze bardzo słabe. Milicić też nie do końca się sprawdza, a Kisner po prostu na tym poziomie nie potrafi grać. Klasa Rodrigueza, którego oprócz Petrovicia sprytnie wspomagają też Kitzinger i Logan, jest już potwierdzona. Jeśli chodzi o dyktowanie tempa gry i kontrolę nad rozdziałem rzutów wśród kolegów Portorykańczyk nie ma sobie równych w Polsce. I to w finale może być decydujące. Werdykt: przewaga Turowa.

Obwodowi

David Logan, Thomas Kelati, Iwo Kitzinger (Turów) kontra Donatas Slanina, Milan Gurović, Krzysztof Roszyk, Simonas Serapinas (Prokom)

Gwiazdy przyszłości, a może gwiazdy wznoszące się, z Turowa (Logan i Kelati po 26 lat, Kitzinger 23) zagrają przeciwko uznanym gwiazdom na skalę światową - mistrzowi świata Guroviciowi (33 lata) i mistrzowi Europy Slaninie (31 lat). Ten pojedynek będzie w finale najsmaczniejszy i choć brzmi to jak herezja wydaje się być wyrównany. System gry Turowa pomaga zabłysnąć Loganowi i Kelatiemu nawet bardziej niż gra Prokomu pomaga Litwinowi i Serbowi. Dlatego ważne mogą też być umiejętności indywidualne gry w obronie, a te wyższe mają chyba zgorzelczanie. Werdykt: remis.

Podkoszowi

Robert Witka, Dragisa Drobnjak, Slobodan Ljubotina, Marko Scekić (Turów) kontra Filip Dylewicz, Pape Sow, Jovo Stanojević, Tomas Masiulis (Prokom)

Świetny półfinał Dragisy Drobnjaka nie może przyćmić faktu, że Sow i Masiulis (w obronie) oraz Stanojević i Dylewicz (w ataku) są zawodnikami lepszymi niż odpowiedni gracze Turowa. Jeśli produkcja punktów z obu stron będzie wyrównana w tej formacji, Turów ma szanse na wygraną. Werdykt: przewaga Prokomu.

Trenerzy

Saso Filipovski, Boban Mitev (Turów) kontra Tomas Pacesas, David Dedek (Prokom)

Wśród czterech wyżej wymienionych trenerów jest dwóch Słoweńców, jeden Macedończyk [poprawka, dzięki] i jeden Litwin, a najstarszy w tym gronie ma 37 lat! Dominet Bank Ekstraliga stała się areną walki młodej zagranicznej myśli szkoleniowej i trudno powiedzieć, czy to na pewno dobrze dla polskiej koszykówki. To jednak mniej ważne w analizie szans obu zespołów w finale, ale trudno nie przyznać pierwszeństwa parze trenerskiej Turowa. Filipovski był trenerem w Eurolidze i w Polsce od dwóch lat potwierdza klasę. Klasa Pacesasa jest w budowie - niewykluczone, że zostanie w pełni ujawniona w tym finale. Na razie jednak... Werdykt: przewaga Turowa.

Typ Adama Romańskiego: W długiej serii finałowej - sześć, siedem meczów - Turów ma większe szanse, bo wtedy naprawdę dojdzie do głosu praca trenerska. Czy jednak zgorzelczanie są w stanie coś ugrać pod koszem? To pytanie kluczowe, bo z obwodu będą trafiali na pewno. Dla mnie jednak najważniejsza pozostaje gra w obronie, a w tym składzie i konfiguracji trenerskiej przewagę ma Turów. Dlatego typuję zmianę mistrza Polski - 4:2 dla Turowa.

reklama

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

15:31, adrom72
Link Komentarze (15) »
czwartek, 15 maja 2008
Wideo liczne i ciekawe

Polecam owoce mojej wczorajszej pracy - pięć filmów wideo z serwisu Sport.pl (Gazeta.pl). Magazyn Dogrywka jak zwykle, a także - specjalnie z myślą o dyskusjach na tym blogu - cała akcja z meczu szóstego z linią (z wszystkimi powtórkami). A na okrasę także skróty, czyli najfajniejsze i najważniejsze akcje z meczów 5 i 6 w półfinałach. Chyba warto, bo TOP 10 z tych meczów raczej nie będzie (za mało materiału), a zagrania Sowa czy Zamojskiego (!!!) warte są obejrzenia.

Przy okazji - widać różnicę w atrakcyjności gry pary Prokom - Polpak w opozycji do pary Turów - Śląsk. Oczywiście - nie ma to nic wspólnego z poziomem gry, ale ten pierwszy półfinał po prostu się fajnie oglądało. (I proszę mi nic nie mówić o liczbie transmisji!). :)

I jeszcze na koniec specjalnie dla kieplinka - rzeczywiście ciekawa sprawa z tym dzieckiem za końcową linią w akcji decydującej. Tyle, że na filmie widać wyraźnie, że to jednak Shakur dotyka piłki (chwilę później masakrując juniora). Aczkolwiek młodzian ma wyraźnie chęć tę piłkę na boisko wrzucić, cwaniaczek. :)

Poniżej wideo do oglądania. Zapraszam. A w ciągu najbliższych 40 godzin pojawi się zapowiedź obszerna finału, w której też poproszę Was o typki.

PS. Rzadko zagłębiam się w tematy tego typu, ale tym razem muszę. Wiem, że to po angielsku, ale przeczytajcie ten tekst . To jest dziennikarstwo! Gość jest geniuszem i choć czasami ma słabsze tygodnie, po prostu jest nie do zabicia w skali światowej. :) Że też nigdy nie napisałem tekstu w tym stylu o jednym z polskich trenerów... No cóż, there's only one Bill Simmons!

reklama

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

07:53, adrom72
Link Komentarze (23) »
poniedziałek, 12 maja 2008
Po półfinałach - nie tylko jeden temat
Nie tylko temat sędziowania, a konkretnie błędu sędziego Marcina Kowalskiego. Więcej o tym napisałem już wczoraj. Z jednej strony mi żal człowieka, bo cały mecz oceniam jako sędziowany przez całą trójkę dobrze albo bardzo dobrze, ale z drugiej strony - i to jest kluczowe - w jego zawodzie za błędy się słono płaci. Zwłaszcza, że sytuacja była z rodzaju - był dobrze ustawiony, wszystko widział, a nie zobaczył (lub nie gwizdnął).

Gdybym ja był szefem sędziów (lub komisarzem PLK) sędzia Kowalski odpocząłby do końca sezonu, ale ponieważ odsunięcie od finału to mała kara, to 'spieszenie' obejmowałoby także pierwszy miesiąc sezonu 08/09. A także następny play-off, w którym powinni sędziować arbitrzy, którzy w kluczowym momencie kluczowego meczu widzą wszystko. Po prostu. Nie należy mu zamykać drogi do dalszego sędziowania, ale na razie musi odejść w cień, bo błąd był naprawdę ogromny. Mam też nadzieję, że szef sędziów Grzegorz Bachański i prezes ligi Janusz Wierzbowski szybko ogłoszą, jaka kara spotkała sędziego, który popełnił błąd.

Nie wierzę w żadne spiski czy celowość działania. Jak już wiele razy pisałem, sędziowie musieliby być mistrzami partactwa, gdyby z 'przewałem' (jeśli mieliby taki zamiar) czekali do ostatniej akcji. A sędziowanie w tym meczu było moim zdaniem bardzo dobre. W niczym to jednak nie zmienia oceny sędziego. On MUSIAŁ to zobaczyć, a ponieważ nie zobaczył, musi odpocząć.

Co do powtarzania meczów czy samej końcówki. Po pierwsze część informacyjna. W NBA - która zawsze pod względem koszykarskiego 'prawodawstwa' będzie dla mnie wzorem - powtórzono niedawno końcówkę meczu Miami - Atlanta, ale TYLKO I WYŁĄCZNIE z powodu błędu STOLIKA. Innymi słowy - z powodu błędu protokolarnego.

Moim zdaniem podobnie jest w Eurolidze. Czego były przykłady. (Choć tu nie mam pewności - ostatnio nie śledziłem dokładnie, napiszcie - jak to było...).

I taka powinna być zasada (która zresztą moim zdaniem obowiązuje): co dzieje się na boisku, jakie decyzje podejmują sędziowie, czy zaliczają punkty, czy gwiżdżą faul, aut, kroki czy też nie, czy dają technicznego, czy uznają, że rzut był w czasie - to wszystko jest niepodważalne i obowiązuje do końca świata. Jeśli sędziowie w tej swojej ocenie się pomylili - podlegają karaniu. Z wykluczeniem z zawodu włącznie.

I teraz: jeśli natomiast problem dotyczy spraw pozaboiskowych - czyli liczenia punktów, liczenia fauli, puszczenia (lub niepuszczenia zegara), dopuszczenia zawodnika, który nie powinien grać, występu bez Polaka na boisku i tak dalej - wszystko należy anulować, poprawiać (jeśli to możliwe) i powtarzać. Bo to nie dotyczy decyzji typu był faul (aut) czy nie. Bo - mówiąc filozoficznie - w przyrodzie wtedy istnieje jakiś wynik lub stan, który zostaje zafałszowany przez ludzi odpowiedzialnych tylko i wyłącznie za jego zapisanie lub zmierzenie.

Czyli - jeśli się okazuje, że w protokole piszący zaliczył dwa punkty zamiast trzech (a sędziowie pamiętają, że kazali z boiska zaliczyć trzy) - to poprawiamy. [Taki przypadek mieliśmy w DBE rok temu w meczach o trzecie miejsce]. Jeśli w końcówce Shaq mógł grać, bo miał 5 fauli w rzeczywistości boiskowej, a w protokole POMYŁKOWO było sześć - to anulujemy końcówkę i powtarzamy. [Taki przypadek miał miejsce w NBA w tym sezonie]. Jeśli sędzia stolikowy za późno puścił czas i rzut kończący mecz został dzięki temu oddany w czasie (przed syreną czy sygnałem świetlnym), a ewidentnie tego czasu powinno zabraknąć - moim zdaniem powtarzamy. Choć tu mam wątpliwości, bo nie wiem, czy to jednak nie jest tak, że sędziowie z boiska powinni sami na własną odpowiedzialność (bez udziału syreny) ocenić, czy czas był wystarczający do wykonania danej akcji. To kwestia wyczucia, ile to jest 1,77 sekundy, albo 0,4 sekundy. [Taki przypadek, mowa o 0,4 sekundy, był w lidze rosyjskiej niedawno i anulowano mecz, ukarano boleśnie sędziów, komisarza i mierzącego czas. Moim zdaniem zwłaszcza kara dla sędziów boiskowych jest dziwna. Albo uznajemy, że błąd był na stoliku - wtedy powtarzamy i karzemy stolik; albo uznajemy, że błąd był na boisku - wtedy uznajemy wynik i karzemy sędziów z boiska].

Dlaczego przy tej okazji pisałem o 1,77 sekundy? Bo była taka akcja we Włocławku na koniec drugiej kwarty. No i patrząc na nią klatka po klatce w relacji Polsatu Sport (gdzie jest zegar na ekranie) widać ewidentnie, że jest taki moment (jedna klatka!), w którym piłka jest w rękach Chrisa Garnera i na zegarze jest już 00:00. Czyli po czasie - ale JEDNA KLATKA - czyli jakieś 0,01 sekundy. Sędziowie zaliczają, choć nie powinni. I co teraz?

Co więcej - w meczu wrocławskim numer 4 między Śląskiem a Turowem były dwie sytuacje związane z zegarem 24 sekund. Najpierw Torrell Martin rzucił z powietrza za trzy obracając się w górze (ależ akcja!), a w drugiej połowie Dragisa Drobnjak trafił z półobrotu po podaniu z autu (na zegarze było 1 sekunda do końca akcji). Oba rzuty zostały zaliczone i na pierwszy rzut oka słusznie. A jednak - klatka po klatce - i znów jest to samo co z Garnerem. Jest taka JEDNA KLATKA, gdy piłka jest w rękach, a na zegarze 24 sekund wielkie 0. I co?

Mogłyby być protesty, ale moim zdaniem to sytuacja boiskowa, decyzja sędziów i należy ją utrzymać w mocy. A sędziów ewentualnie wysłać na szkolenie, choć moim zdaniem taka różnica 0,01 sekundy (zresztą nie wiem dokładnie ile to) jest nie do wyczucia ludzkim okiem. I w sumie chyba dobrze, że zaliczają, bo przy takim rzucie Garnera lepiej zaliczyć i się pomylić o 0,01 sekundy niż nie zaliczyć i też pomylić się o taką samą mikroilość.

I jeszcze jedno - z tym związane. Często są co do tego złe informacje. W NBA i Eurolidze powtórki wideo dla sędziów są tylko i wyłącznie w sprawie czy rzut (faul) był w czasie czy nie. I to tylko na koniec meczu. Nie ma możliwości sprawdzania, czy był aut, czy był faul itp, a już na pewno nie powinni tego równolegle z sędziami oglądać kibice na telebimach. To jest moim zdaniem słuszne, bo nawet na obrazie wideo z dwóch czy trzech kamer nie widać często, czy faul lub aut był na pewno (vide mecz Polpharmy we Włocławku - dla mnie faul, dla innych niefaul itp.). Dlatego śmieszy mnie pomysł polskiej ligi siatkówki, żeby w oparciu o materiał wideo z telewizji (!) decydować, czy był aut czy nie. Po pierwsze moim zdaniem nic nie widać (możliwość taką daje tylko postawienie nieruchomej kamery na KAŻDEJ linii - jak w tenisie), po drugie każda taka sytuacja to przerwa na 2-3 minuty, na co nikogo nie stać i co burzy wszystko. Ale to tylko na marginesie.

Wracając do naszej sprawy, dla mnie jest ewidentne, że nie można ruszyć wyniku meczu. Gdyby taki precedens się zdarzył, liga miałaby kłopot. Skoro uznajemy, że zdarzenie 5 sekund przed końcem jest decydujące dla wyniku meczu, to gdzie jest granica? Czy minutę przed końcem też jest decydujące? Czy dwie minuty? A może w czwartej kwarcie? I co? Przy każdym błędzie sędziów w tych minutach powtarzać?

I jeszcze jedno przy okazji tej sprawy. Pamiętamy w tym sezonie mecz AZS Koszalin - Czarni Słupsk. Wtedy AZS mocno protestował. Były oficjalne pisma i - upublicznione, więc mogę o tym dyskutować - odpowiedzi PLK. Odrzucając protest dotyczący decyzji sędziów na boisku szef PLK napisał, że 'decyzje te nie miały bezpośredniego wpływu na wynik meczu'. Taką też sytuację zatwierdziła Komisja Odwoławcza PZKosz. Moim zdaniem takie zdanie nie powinno nigdy paść, bo liga sama sobie kręci bat tego typu sformułowaniami. Bo nie ma znaczenia, czy decyzje miały wpływ czy nie na wynik meczu. Ważne, że decyzje sędziów na boisku są niepodważalne i obowiązują. To podstawa sportu!

Więc na koniec - żeby była jasność, bo często jestem uważany za 'adwokata sędziów'. Udowodniony gruby błąd sędziego Marcina Kowalskiego musi skutkować grubą dyskwalifikacją i 'ostatnią szansą' w karierze arbitra - bo więcej takich klopsów już po prostu popełniać nie może (gdyby mu się zdarzyło znów patrzeć i nie widzieć czegoś tak grubego to powinien zrezygnować - lub zostać zrezygnowany - z tego zawodu, takie są reguły). Wynik meczu - nie do ruszenia. Koniec sprawy.

Aha - są tu i ówdzie opinie, że sędziowie są bezkarni. To nieprawda. W tym sezonie PLK bodaj trzech czy czterech było pomijanych w obsadach na miesiąc. Takich werdyktów się nie upublicznia, moim zdaniem słusznie, tak samo jak nie upublicznia się odsunięcia sędziów w sądach od spraw z powodów dyscyplinarnych (bo zabierałoby to autorytet do uprawiania tego zawodu). Ale z drugiej strony nie było tak drastycznych przykładów jak ten w niedzielę w tym sezonie.

Proszę więc nie interpretować słów prezesa PLK Janusza Wierzbowskiego ('błędy sędziów są elementem gry') jako wyrazu pobłażania dla błądzących sędziów. Chodziło mu tylko o to, że nie można zmieniać wyniku meczu. Znam prezesa doskonale i wiem, że w tej sprawie jest mocno wyczulony. Żaden sędzia nie zostaje bezkarny, tyle, że dzieje się to w sposób dyskretny, co - chyba możecie przyznać - ma swoje uzasadnienie. Jednak w przypadku tego grubego błędu moim zdaniem tak być nie powinno. Jak mówił Ryszard Kulesza - cała Polska widziała, więc cała Polska powinna zobaczyć karę.

--

A sportowo? Mecz szósty był fascynujący. Świetnie Polpak wrócił do gry ze stanu -15 w trzeciej kwarcie. W ostatniej akcji czwartej kwarty Chris Garner jednak nie trafił, ale główna zasługa w tym wypadku przypada Mustafie Shakurowi, który dzięki świetnej obronie nie dopuścił do podania do Bobby'ego Dixona, przez co zniweczył zagrywkę Polpaku. Właśnie Shakur, którego sposób gry chyba wreszcie został zrozumiany i zaakceptowany w obozie sopockim, oraz Pape Sow byli 'game winnerami' w tej serii. Sow sam zatrzymał cały zespół Polpaku pod koszem, grając świetnie w obronie. Dwie akcje, w których w sytuacji 1x1 zatrzymał Dixona daleko od kosza to bonus, poezja i jednocześnie ostrzeżenie dla Turowa, który na takie właśnie akcje liczy. Shakur też dobrze grał w obronie (wspomożony przez Krzysztofa Roszyka), a w ataku wykorzystywał przewagę wzrostu i to wcale nie stając blisko kosza tyłem do niego. Niesamowicie, znakomicie i skutecznie zagrał znów Filip Dylewicz.

Swoje zrobili też Slanina i Gurović, bo choć byli w cieniu wymienionych powyżej, to bez ich trudnych akcji i pewnych punktów byłoby Prokomowi bardzo cieżko. Co ciekawe, swoje robi też Jovo Stanojević, choć rzeczywiście i oczywiście jest słabszy w obronie od Sowa. W tej serii ważniejsza była obrona Senegalczyka niż atak Serba. Ale Stanojević pokazał, że warto mu dawać minuty i piłkę pod kosz. W serii z Turowem może to być jeszcze bardziej ważne, bo przy atomowej obronie Turowa Prokomowi będą potrzebne punkty. A specjalnie nie widać zawodnika, którego Sow musiałby zatrzymać pod koszem. Hmmm. Znów mi wychodzą dywagacje finałowe, a miało być o półfinale... :)

W Polpaku każdy zrobił swoje i dla mnie świecianie są zdecydowanym faworytem w starciu ze Śląskiem Wrocław. Wrocławianie (choć rozbici) mieli sporo czasu na poukładanie się na nowo po fatalnym zakończeniu serii z Turowem, ale w obecnym składzie chyba po prostu nie dadzą rady. Polpak pokazał, że nawet z pokonanym w starciu 1x1 Erikiem Hicksem potrafi zrobić wiele i to właśnie świadczy o tym zespole. No i Paweł Kikowski. Te akcje w końcówce, ta trójka, cztery asysty... Jest oczywiste, że Paweł robi jeszcze sporo błędów, że ma kłopoty w obronie (ale przeciwko wielkim gwiazdom!), ale to zawodnik, który zrobił wielki skok w tym sezonie. Zapewne nie ostatni w karierze, ale od niego tylko zależy, czy pójdzie dalej. Na razie gratulacje.

O finale więcej w tym tygodniu, tradycyjnie postaram się o szeroką zapowiedź. Mecze w sobotę i niedzielę w Zgorzelcu zapowiadają się fantastycznie!

--

PS1. Przypomniało mi się jeszcze jedno. Nie ma sensu obarczanie sędziów Calika i Kudlickiego tym błedem, bo oni nie mieli prawa patrzeć na tę linię i tego zawodnika. To tak pro forma.

PS2. Myślę, że dobra wiadomość dla wszystkich - na 100 procent pierwsze dwa mecze i na 90 procent mecze 3 i 4 w finale będą do zobaczenia w TV4 o godz. 15. (W Zgorzelcu w najbliższą sobotę i niedzielę, w Sopocie dokładnie tydzień później). Dla tych co za kanałem, albo tych co się gubią, TV4 to stacja dostępna 'z powietrza' bodaj na 60 proc. powierzchni Polski. No to - Panie i Panowie - PIŁUJEMY OGLĄDALNOŚĆ!!! 

13:50, adrom72
Link Komentarze (38) »
niedziela, 11 maja 2008
Tylko typ
No i nie zdążyłem. Miałem opisać choćby w kilku zdaniach, co widziałem w Sopocie, co widziałem na filmie ze Świecia z meczu 4, co się stało w Zgorzelcu, ale teraz - 25 minut przed meczem w Świeciu - meczem numer 6 - mogę tylko dać typ:

Polpak - Prokom -4

Wydaje mi się bowiem, że ta seria się dzisiaj skończy. W Sopocie widziałem bowiem Prokom już ogarnięty i gotowy do gry. Zdecydowanie lepszy w obronie, mający filar defensywny pod koszem (z elementami ataku) w Pape Sowie i mający więcej spokoju od trenera i zaufania dla kluczowego rozgrywającego Mustafy Shakura od trenera Tomasa Pacesasa. To powinno dzisiaj zostać powtórzone i dać czwartą wygraną.

A Polpak? Jeśli znów da się wyprowadzić z równowagi sędziom (wszystko jedno czy po słusznych czy niesłusznych decyzjach), zwłaszcza jeśli będzie to dotyczyło nie tylko trener Mihailo Uvalina ale i patrzących na niego zawodników (Bobby Dixon zawalił w czwartek), to nie da rady. Zobaczymy. Zapraszam do TV4 od godz. 15.

PS. Help! Od dwóch dni nagle (łączę się przez iplus) przestałem widzieć strony plk.pl, pzkosz.pl i plkk.pl (to jeden serwer). Nie ładują się! Wszystko inne działa, a to nie. Wszystko jedno czy w IE, czy w Mozilli czy w Operze. O co chodzi? Pomóżcie!

14:51, adrom72
Link Komentarze (31) »
wtorek, 06 maja 2008
Po czterech półfinałach, czyli kilka słów o systemach
3:1 prowadzi Turów ze Śląskiem, a w półfinale Prokom - Polpak jest 2:2. Ciekawe półfinały? Ciekawe. A na pewno pouczające.

Najpierw o Turowie, bo tu prościej. Typowałem dwa zwycięstwa zgorzelczan we Wrocławiu i scenariusz powtórkowy z poprzedniego sezonu się zadziwiająco sprawdza. Czy już jest po serii? Moim zdaniem tak, a głównymi argumentami są dla mnie nie tylko obserwacje boiskowe, ale bardzo ciekawe wywiady z trenerem Rimasem Kurtinaitisem i rozgrywającym Rashidem Atkinsem . Ciekawe, bo przerażające. Jeśli ktoś jest kibicem Śląska to musi być załamany, bo widać wyraźnie, że w tym zespole dzieje się źle. W obliczu kryzysu, jakim jest porażka, wszystko się rozsypało jak domek z kart i jeden na drugiego patrzy wilkiem. Jakże inaczej na taką sytuację zareagował Turów - co wiele mówi o klasie trenera Saso Filipovskiego i jego 'systemie' - o czym jeszcze więcej niżej.

Cieszę się jak wszyscy z tego, że Paweł Mróz w tej serii okazał się być po prostu koszykarzem, a nie tylko zagubionym we wszechświecie meteorem. Dla mnie to tylko inspiracja do myślenia, ilu takich jak on jeszcze krąży po naszej galaktyce...

Ale to temat naprawdę poboczny. Z istotnych: dobry koszykarz - ciężko pracujący, dobrze prowadzony i ustawiany przez trenera (wspomożonego świetnym skautingiem asystentów), z pomocą partnerów z zespołu - zawsze udowodni swoją wyższość nad grającym bez pomysłu i bez wsparcia 'talentem'. Tak, tak, mówię o rywalizacji Dragisy Drobnjaka z Jaredem Homanem. Aż trudno uwierzyć, co Słoweniec robi z Amerykaninem w tej serii. Aż korci, żeby zastanowić się, czy Homan inaczej wyglądałby w koszulce Turowa? Jak wtedy by grał? A jak grałby Drobnjak w Śląsku?

Dla mnie w tej serii jest już po wszystkim. W piątym meczu Turów powinien wygrać wysoko. Ale oczywiście - może zdarzyć się cud, choć patrząc na miny koszykarzy Śląska ('Ja chcę do domu!') trudno w to uwierzyć. To byłaby dopiero heca, gdyby wygrali. Może przekona ich to, że nawet jak przegrają i tak będą musieli grać o trzecie miejsce... :)

--

W Świeciu doszło mimo wszystko do niespodzianki, bo każda wygrana Polpaku taką jest. Kilka razy mówiłem (w różnych miejscach) i pisałem o tym, że w tych półfinałach grają zespoły systemowe z zespołami 'poszukującymi'. W Turowie i Polpaku rządzi system (narzucony przez trenerów Filipovskiego i Uvalina), który - jak się okazało przy kontuzji Logana - działa całkiem nieźle nawet wtedy, kiedy wypada z niego jakieś ogniwo. W rywalizacji Turowa ze Śląskiem łatwo było moim zdaniem dojść do tego, jak to się skończy, bo w tym przypadku zespół lepszy (bo droższy, albo odwrotnie - droższy bo lepszy, jak kto woli) ma lepszego trenera i ten system, o którym mowa.

W przypadku Polpaku i Prokomu sprawa jest bardziej skomplikowana. Uvalin ma system, zespół gra za każdym razem tak samo, są ustalone zadania i hierarchia. Tymczasem w Prokomie trwa chaos, zmienne zadania, zmienne rotacje, różne koncepcje. Także kontuzje komplikują sprawę, ale jak to przy braku systemu - czasami kompletnie rozwalają zespół.

Nie mówię, że trener Tomas Pacesas jest słabszy od Mihajlo Uvalina. To będzie można z całą pewnością ocenić dopiero po tej serii, a może nawet po sezonie. W półfinale na pewno jednak widać wyraźnie brak doświadczenia Litwina. Widać też frustracje w kontaktach z zawodnikami. Widać, że Pacesas chce być bardzo 'anty-Kijewskim', ale widać też wyraźnie, jakie zalety miał Kijewski. Na przykład taką, że w kluczowych momentach walki w play-off stawiał po prostu na najlepszych pięciu, ewentualnie sześciu zawodników. Niewiele z nimi rozmawiał, nie krzyczał na nich, po prostu ufał. I oni zapewniali mu mistrzostwo Polski, w końcu to wielkie, sowicie opłacane gwiazdy. Tymczasem Pacesas (anty-Kijewski) ściąga ich i wciąga na boisko i z boiska, często opieprza (wybaczcie, nie da się tego inaczej nazwać), ciągle kombinuje, szuka dobrej koncepcji, zmieniając te koncepcje dość często. Słowem - nie ma systemu, a raczej jego systemem jest szukanie pomysłów na bieżąco.

Czy to się okaże skuteczne? Nie jest to wykluczone, ale z meczu na mecz - tak jak w rywalizacji z Anwilem a także z Czarnymi - koszykarze Polpaku będą coraz pewniejsi siebie i coraz mocniejsi. Tak to już jest z systemowymi zespołami. Na pewno w czwartek będzie w Sopocie świetny mecz, który wiele powie o tym, z czego jest zrobiony Prokom w tym sezonie. I odpowie - być może pozytywnie - na wiele pytań krążących wokół Tomasa Pacesasa jako trenera.

A dla Polpaku - wielkie brawa. Prezes Stefan Medeński jeszcze w sobotę kręcił z niedowierzaniem głową myśląc o szansach swojego zespołu, ale chyba teraz nabrał wiary. Fascynująca jest ta podróż świecian i naprawdę powinna być inspiracją dla kilku innych klubów. Pod hasłem - jak to robić i z kim robić.

I na koniec jeszcze jedna refleksja. Jak Prokom broniąc tytułu, czyli będąc euroligową potęgą, spisywał się w play-off.

2005 - Polpharma 3:0, Turów 4:1, Anwil 4:2 - łącznie 3 porażki

2006 - Polpharma 3:0, Czarni 3:0, Anwil 4:1 - łącznie 1 porażka

2007 - Polpharma 3:1, Anwil 4:3, Turów 4:1 - łacznie 5 porażek

2008 - tuż za połową półfinału już 3 porażki w pozycji bardzo mocnego faworyta i perspektywa gry z faworytem-Turowem...

I to właśnie na potwierdzenie tezy o wyjątkowej 'śmiertelności' Prokomu w tym sezonie, w opozycji do Prokomu-nie-do-pobicia (bo mającego Wójcika, wielkiego centra i superrozgrywającego) w poprzednich latach.

--

Z przyjemnością rozliczę się z typów z dwóch dni, bo udało mi się przewidzieć wszystkich czterech zwycięzców w meczach od piątku do poniedziałku. Łącznie zdobyłem pięć punktów, a w typach z dwóch topików znalazłem wielu zawodników z dużo gorszymi wynikami. Ale tez kilku niezłych - cycki3 5 punktów za mecze trzecie, pawel 5 punktów za mecze czwarte, a AZS Fans sześć punktów za wszystkie cztery. Gratulacje.

No to teraz się sprawdźmy na meczach piątych.

Moje typki:

Środa: Turów - Śląsk +27

Czwartek: Prokom - Polpak -5

Komentarz? Pierwszy typ to kalka - tyle dokładnie było rok temu w meczu numer 5 w półfinale Turów - Śląsk... :) A co!

A w Sopocie? Długo się zastanawiałem. Moja nieodparta, odwieczna i chyba zrozumiała chęć na niespodziankę jest jednak silniejsza niż myślenie rozsądkowe. Widziałem dwa mecze w tej serii tylko, oba przegrane przez Polpak, ale i w nich świecianie grali dobrze. Jak pisałem wyżej, ich system może dać sukces w Sopocie. Dlatego nieco przekornie stawiam na Polpak, ale jeśli on wygra, to na pewno w meczu 6 stawiam na Prokom. Taki absurd, ale oby ta ciekawa seria trwała jak najdłużej.

Aczkolwiek wynik typu +25 dla Prokomu w ogóle mnie w czwartek nie zdziwi. To tylko będzie znaczyło, że mistrzowie wreszcie doszli do normy. Właśnie - przypomniało mi się, Igor Milicić w czasie telewizyjnego wywiadu po meczu 2 dwa razy powiedział głośno i wyraźnie, że Prokom ma sporo kłopotów w zespole. Ciekawe, co miał na myśli? Bo w wielu sprawach w tym wywiadzie miał rację - na przykład w tym, żeby z oceną organizacji gry (czyli pracy rozgrywających, a także trenera) poczekać do końcowych rezultatów.

No to do zobaczenia w Sopocie. Wasze typy? Czekam!

--

Najbliższa transmisja telewizyjna z meczu DBE - w niedzielę w TV4 (!) o godz. 15 z szóstego meczu Polpak - Prokom. Dlaczego nie ma wcześniej transmisji z meczu numer 5 ze Zgorzelca lub Sopotu? Nie wiem, taka decyzja szefów stacji. Miałem wcześniej informację z Polsatu, że mamy się szykować na wyjazd w środę lub czwartek, ale niestety nic z tego nie wyszło. Nic więcej na ten temat nie mam do powiedzenia, możecie się znęcać do woli.

Ktoś również mi dołożył, że nie znęcam się nad Śląskiem Wrocław, kiedy torpeduje kolejne 'dni transmisyjne' (np. ostatnią niedzielę). W Śląsku twierdzą, że nie mają hali w te dni (także w najbliższą sobotę) i to jest lepszy nieco argument niż 'potrzebujemy trzech dni wolnego przed Euroligą' albo 'nie możemy grać w niedzielę bo tak i już'. Zresztą Prokom swoje winy zmył po części godząc się na rozegranie czterech meczów ćwierćfinałów w pięć dni, właśnie pod telewizję. A to wrocławianie byli na początku sezonu autorami największych wpadek we współpracy z mediami (w tym słynne 'gramy w piątki bo tak'), więc swoje już zebrali także ode mnie.

Ale tak w ogóle to już nie mam siły na wchodzenie w te przepychanki. Polsat ma swoją politykę, liga swoją, związek swoją, każdy klub swoją, a po co ja wkładam swoje paluszki w te zawiasy to naprawdę czasami nie wiem. Bo przecież żadnej z tych instytucji nie reprezentuję swoim głosem, dla niektórych pracuje jako szeregowy, pełen pokory pracownik i tyle. Czasami tu na blogu mi się wydawało, że warto dać głos w sprawie, którą nazywam 'dobrem polskiej koszykówki'... Ale czasami czuję się jak wołający na puszczy. Zresztą - może właśnie pojadę sobie na rowerze na jakąś puszczę i powołam? Na pewno będzie przyjemniej. :)

--

PS. Kieplinku drogi - mój adres mailowy zawsze ten sam, wynika choćby z nicka tu na blogu - adrom72@gazeta.pl.

PS2. Niedługo po wpisaniu tego co powyżej przyszedł news - Atkins i Homan poza Śląskiem, wyrzuceni. Cóż - to trochę objaw bezradności klubu z Wrocławia. Dziwi mnie ta nagonka na Amerykanów, dziwi mnie to, że bezradny na boisku zespół jest oskarżany o sabotaż i lekceważenie obowiązków. Ja miałem wrażenie, że zespołowi zabrakło wsparcia i zareagował na to naturalnie - próbą gry w stylu 'to ja sam to załatwię' i kiedy to spotkało się ze zrozumiałą klęską - wzruszeniem ramion. Nie wierzę, że osłabiony znacząco Śląsk dzisiaj nagle wyrwie zębami wygraną w Zgorzelcu. Braku umiejętności sportowych raczej się nie zatuszuje. Ale zobaczymy...

PS3. Kolega Stinger tu i ówdzie naśmiewa się, że wieszczyłem koniec szkoły bałkańskiej w koszykówce, a teraz gloryfikuję Uvalina i Filipovskiego. To są dobrzy trenerzy ze szkoły bałkańskiej, to prawda, ale z innych szkół trenerskich jakoś niestety nie zobaczyliśmy nawet średniaków do tej pory w Polsce. Chciałbym czegoś takiego doczekać. 

15:27, adrom72
Link Komentarze (49) »
niedziela, 04 maja 2008
Przed poniedziałkiem

Dzisiaj przedruk z napisanego właśnie teksty do Gazety Sport. A także specjalnie na bloga - typki na poniedziałek:

Śląsk - Turów -9

Polpak - Prokom +4

Wasze? 

 

Sztuka podgryzania

Po dwóch meczach było 1:1. Po trzech meczach - i wygranych na wyjazdach - faworyci półfinałów Dominet Bank Ekstraligi prowadzą znów - teraz 2:1. Ale czy mogą być pewni swego?

Piątkowo-sobotnie mecze półfinałowe numer trzy pokazały, że teoretycznie wszystko wraca do normy. Podział w tych półfinałach rysuje się bowiem w sposób jasny - w każdej parze jest faworyt (odpowiednio Turów i Prokom) i jest podgryzający go pretendent (Śląsk i Polpak). Dodałbym - podgryzający w tym sezonie w sposób bardzo efektowny.

Wrocławianie w pierwszej połowie piątkowego meczu dali popis twardej obrony i sprytu w ataku, więc zasłużenie prowadzili 13 punktami. W drugiej części nie potrafili jednak zatrzymać Turowa, który dokonał odpowiednich retuszy w sposobie gry i dość łatwo wygrał. Kłopot Śląska to nierówność (lub zawód) największych gwiazd. Słabo gra Jared Homan, środkowy z ambicjami sięgającymi NBA, który na razie nie radzi sobie z Dragisą Drobnjakiem. Kapryśna - nawet w trakcie jednego meczu - jest forma rozgrywających Rashida Atkinsa i Dawana Robinsona. A Torrell Martin po kontuzji błyszczy tylko w pojedynczych akcjach. Dlatego jadący równo i z sensem zgorzelecki czołg w tej rywalizacji dla mnie jest wyraźnym faworytem.

W Świeciu wszyscy głośno mówią, że na ich warunki i możliwości Polpak zdobył już w tym sezonie mistrzostwo świata. Pokonanie Anwilu w ćwierćfinale i jedno zwycięstwo nad Prokomem w Sopocie w półfinale rzeczywiście można tak odebrać, ale patrząc na boisko w sobotę wcale nie było widać zadowolenia z osiągniętych celów. Także rzucając okiem poza parkiet, gdzie trener Mihailo Uvalin szalał bez ustanku, w upalnej atmosferze tracąc kolejne litry wody. Oj, on nie wygląda na kogoś, kto nie widzi szans na pokonanie mistrzów Polski, co zresztą podkreślał po meczu na konferencji prasowej.

Oczywiście, Polpak w sobotę przegrał, bo Prokom miał lepszych (bo droższych) zawodników, którzy w kluczowych akcjach wykorzystali swoje doświadczenie. Miał wprowadzającego spokój Igora Milicicia, miał twarde łokcie Jovo Stanojevicia pod koszem, miał niesamowicie opanowanego Donatasa Slaninę na obwodzie. Tego dnia nie mógł co prawda liczyć na Milana Gurovicia, ale punkty Serba okazały się niepotrzebne. Jednak Polpak cztery razy miał już w tym meczu ponad 10 punktów straty i za każdym razem doganiał sopocian. Za każdym razem coś wymyślił, za każdym razem coś wyrwał. Imponujące.

Zawodnicy Polpaku nie zawodzą, do żadnego z nich nie można mieć pretensji, każdy robi swoje. A ponieważ granie "swojego" w długiej serii play-off ma znaczenie, to zespół ze Świecia wydaje mi się być bliżej kolejnej wygranej nad mistrzami, która mogłaby doprowadzić do meczu numer 6, a potem może do meczu 7. A przy zagęszczeniu meczów półfinałowych (w tej parze kolejne zaplanowano na poniedziałek, czwartek, niedzielę i na koniec środę) może to dać zadziwiające efekty. Ale czy podgryzanie świeckie może dać sensację i awans do finału? Na razie wątpię, ale w tę edycję Polpaku wątpić nie należy.

12:06, adrom72
Link Komentarze (29) »