RSS
niedziela, 22 czerwca 2008
W kilkunastu zdaniach na koniec o każdym (cz. 1)
Pogodnie się zrobiło, więc i ja również - pogodny. I w tym tonie podsumuję po raz ostatni zakończony przed 18 dniami sezon. Jakże fajny i jakże obfity w ciekawe rzeczy. A więc w rozbiciu na kluby:

Prokom Trefl Sopot

Trudny sezon, ale sopocianie wyszli z niego obronną ręką. Potencjał na mistrzostwo był i został wykorzystany. Ciekawe, jak skończy się walka o władzę w klubie. Czy wygra stronnictwo prezesa Kaziemierza Wierzbickiego (w ostatnim sezonie będącego w cieniu), który ma teraz nowe wyzwanie: świetnie zorganizowany i bogaty klub siatkarski Trefl Gdańsk. Czy też decydujący głos należeć będzie do ludzi Tomasa Pacesasa i on sam zostanie trenerem? Z tego co słyszę, w klubie nie będzie już Prokomu, za to głośno będzie o Asseco. Wszystko to bardzo ciekawe, ale czy może być jeszcze ciekawiej niż było w poprzednim roku?

Plan ligowy wykonany na:

100 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Pape Sowem - gdzie jest przyszłość dla najlepszego obrońcy [SORY ZA :) POMYŁKĘ] ligi?

Igorem Miliciciem - fajny zawodnik, ale chyba na trochę niższy poziom

Jovo Stanojeviciem - znajdzie dla siebie jeszcze klub na poziomie Euroligi?

Tomasem Masiulisem - koniec legendy w Sopocie? nie wierzę...

Milanem Guroviciem - nigdzie chyba nie dostanie takiej kasy, a więc zostaje?

Mustafą Shakurem - coś czuje, że ma przed sobą wielki sezon w dobrej europejskiej lidze

Przemysławem Zamojskim, Adamem Łapetą i Adamem Waczyńskim - jeśli mają być poza dziesiątką, to powinni dla dobra wszystkich zostać wypożyczeni

-

PGE Turów Zgorzelec

Zabrakło jednego meczu. A może błysku geniuszu, taki jaki pokazał w ostatnim spotkaniu sezonu Milan Gurović? Wielki sezon Turowa - pokazali się w pucharach, wylansowali (miałem w tym niewielki udział) słowo 'system' i Davida Logana na supergwiazdę. Okazało się, że Iwo Kitzinger może, Robert Skibniewski nie za bardzo, a Mateusz Jarmakowicz w ogóle. Ważne, że Saso Filipovski zostaje - bo będzie miał okazję pokazać nielicznym niedowiarkom, że naprawdę jest człowiekiem kluczowym w tym klubie. No i trenerem, który potrafi powalczyć o mistrzostwo. Czy je zdobyć? Zobaczymy. Chętnych będzie wyjątkowo wielu...

Plan ligowy wykonany na:

75 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Davidem Loganem i Thomasem Kelatim - wiadomo, 26 lat i przyszłość przed nimi

Iwo Kitzingerem - zostać i walczyć dalej, czy pograć sobie gdzie indziej?

Dragisą Drobnjakiem - prawdziwy kapitan zostaje na statku?

-

Asco Śląsk Wrocław

Powtórzenie sukcesu sprzed roku, jakim na pewno jest brązowy medal, nie do końca chyba wszystkich zadowoliło. Ale wejść do finału w tym sezonie chyba nie było dla Śląska możliwe. Gwiazdy zawiodły - przynajmniej w opinii działaczy. Homan i Atkins zostali wysłani do domu, a Martin po kontuzji nie był tym samym Torrellem. Tego zabrakło, bo z pogodą ducha trenera Kurtinaitisa można było chociaż powalczyć w półfinale o dłuższą serię. Śląsk ma przed sobą sporo pytań, które czekają na odpowiedź i wielu zawodników, którzy są znakiem zapytania. Choćby nowy nabytek - Tony Weeden. Lepszy od Dawana Robinsona?

Plan ligowy wykonany na:

70 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Bartoszem Diduszką - pora na jakiś skok, dzieciństwo oficjalnie można uznać za zakończone

Radosławem Hyżym i Dominikiem Tomczykiem - stać ich jeszcze na walkę o finał?

Torrellem Martinem - to dobry kandydat na długoletnią gwiazdę Wrocławia, ale czy jest na to w ogóle szansa?

Rashidem Atkinsem - czy to już koniec?

-

Polpak Świecie

To był sezon, który w Świeciu zapamiętają - pełen emocji i wiary. Z walki o pozostanie w czołówce zrobił się niespodziewanie OMC finał (O Mało Co), a brak gwizdka sędziego Kowalskiego będzie na pewno latami wspominany. Świetna seria z Anwilem, niesamowita rywalizacja z Prokomem... Ale w rywalizacji o brąz ze Śląskiem już nic nie było jak wcześniej i trener Uvalin z uwagi na tę porażkę nie mógł być w tym sezonie trenerem roku. No i zawodnicy, którzy przynieśli sporo emocji, fajni po prostu - Dixon, Garner, Lepojević, Hicks, Kikowski. Dobry początek, żeby coś zdziałać.

Plan ligowy wykonany na:

85 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Bobbym Dixonem - czy ukraińskie Małpy z Czerkas poza górą pieniędzy przyniosą sławę?

Chrisem Garnerem - jaki to zawodnik? będzie gdzieś pierwszą jedynką?

Eric Hicks - gdzie wypłynie świecki monster?

-

Anwil Włocławek

Pełna katastrofa po odejściu Gerroda Hendersona. Nie powstrzymali jej prezesi i dyrektorzy, a zupełnie nic nie zdziałał Ales Pipan. Sezon do zapomnienia, piąte miejsce, słabizna. Wychodzi na to, że nawet nie ma chęci we Włocławku, żeby w pucharach grać - to dopiero rzadkość, ale dobrze może - skorzystają na tym inni. Anwil ma najlepszą kolonię polską w lidze, ale pora, żeby poza Koszarkiem i Plutą bardzo poważne role w ekstralidze ogrywali także Wołoszyn i Piechowicz, a mniej ważne Gabiński i Michalski. Na co tu czekać? Świetnie, że będzie tym nadzorował trener-twardziel Zmago Sagadin. Wiele się dowiemy o polskich talentach po jego pracy we Włocławku.

Plan ligowy wykonany na:

0 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Piechowiczem, Wołoszynem, Gabińskim i Michalskim - jak wyżej

Alanem Danielsem - ja go lubię, chyba nie został w Anwilu do końca wykorzystany

Alexem Dunnem - jaki kierunek teraz?

-

Atlas Stal Ostrów

Miał być postęp - to i był. Ale tylko o jedno miejsce. Przyjście Eda Coty dało wiele - świetną akcję z Johnem Odenem (a właściwie niejedną taką), szum w lidze, wygraną z Prokomem. Ale w decydujących meczach sezonu Stal była dużo słabsza od Śląska. Co dalej? Wszystko zależy od tego, co zrobi firma Atlas. Zanosi się na to, że niewiele się zmieni. Andrzej Kowalczyk i Wojciech Szawarski zostają na miejscu. Ale czy to źle? Wcale nie.

Plan ligowy wykonany na:

50 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Dawidem Przybyszewskim - kto się zdecyduje na zatrudnienie tego gracza, który może być świetny, ale bywa średni

Edem Cotą - czy to już koniec?

Johnem Odenem - ktoś da się skusić na SAMĄ skoczność?

Tommym Adamsem - ten z końca sezonu jest wart wiele, ale co było wcześniej?

Rubenem Boykinem - pod koniec sezonu zniknął, ale to fajny zawodnik

-

ciąg dalszy nastąpi

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

01:53, adrom72
Link Komentarze (13) »
środa, 18 czerwca 2008
Sagadin najlepszy w historii?
Nowym trenerem Anwilu Włocławek został Zmago Sagadin. Świetny trener, z wieloma sukcesami, wychowawca niesamowitej liczby świetnych zawodników, a także większości trenerów słoweńskich, którzy pracowali w Polsce. Pod koniec lat 80., przez całe lata 90. i na początku XXI wieku to był symbol Olimpii Lublana, która przebijała się na szczyty europejskiej koszykówki. Dobry ruch, niezłe ryzyko, duża szansa na sukces i wypromowanie nowych zawodników w Anwilu.

Sagadin od kilku lat ma jednak słabszą passę i w ostatnich miejscach pracy zastępowali go dość szybko asystenci (a dokładnie Aleksandar Trifunović). Czy to znaczy, że jego czas minął i nadeszła era młodszych? Nie sądzę, ale zapewne dowiemy się już niedługo. Mam tylko nadzieję, że wielu młodych polskich trenerów będzie mogło podpatrywać i uczyć się od tego szkoleniowca.

Jak zawsze przy takich okazjach padły wielkie słowa. Prezes Zbigniew Polatowski mówił, że 'szkoleniowca takiej klasy w Polsce jeszcze nie było'. Mnie - jak zawsze - takie słowa prowokują do sprawdzenia faktów. :) Tym bardziej, że w oficjalnych materiałach włocławian są takie kwiatki, jak 'zdobycie Pucharu Koracza w 2004 roku', choć ta impreza (w sensie trzeciego co do ważności europejskiego pucharu) już wtedy nie była rozgrywana. Wiadomo jednak, że 'Puchar Koracza' to po prostu Puchar Serbii w ostatnich latach. :)

Sagadin to jednak sukcesy niewątpliwe, choć czasami odległe.

- Puchar Europy 1994 z Olimpiją - w finale zespół ze Słowenii pokonał ekipę z Vitorii - to był wtedy drugi co do ważności puchar europejski, później zwany Pucharem Saporty

- trzecie miejsce w Eurolidze w 1997 roku - wielkie nazwiska zawodników i spory sukces, nikt tego nie powtórzył w słoweńskim klubie

- mistrz ligi adriatyckiej 2002, czyli jakby mistrz dawnej Jugosławii, a konkurencja spora - też nikt w Olimpii tego nie powtórzył

- reprezentacja Słowenii 1995 - 12. miejsce w mistrzostwach Europy, epizod reprezentacyjny jest niezbyt udany dla Sagadina, później Słoweńcy grali nieco lepiej

W Crvenej Zveździe w latach 2003-2004 (w kolejnym sezonie nie popracował) sukcesów nie było. W lidze było trzecie i drugie miejsce oraz wygrana w Pucharze Serbii.

W Lietuvos Rytas Sagadin wytrwał ledwie kilka miesięcy.

I teraz porównanie z innymi, co to w Polsce pracowali (dla ułatwienia - zagranicznymi). Z reprezentacjami narodowymi wielu więcej osiągnęło, nie ma nawet o czym mówić. W Eurolidze zespoły prowadzili Muli Katzurin (także Maccabi przecież), Jasmin Repesa (grał w finale 2004 ze Skipperem Bolonia), Aleksandar Petrović (a z kadrą Chorwacji miał nawet medal - brąz ME 1995), Michalis Kiritsis i Tomo Mahorić - zwycięzca Pucharu ULEB z Lietuvos Rytas. Ale przede wszystkim Zvi Sherf - trzykrotny wicemistrz Euroligi z Maccabi i zwycięzca Pucharu Saporty z Arisem. I to chyba jest najbardziej utytułowany trener, który pracował w Polsce (jeśli klasę mierzyć tytułami. Tyle tylko, że Sherf wytrwał w Polsce dwa miesiące (sześć meczów ligowych), a Repesa jeszcze krócej.

Oby z Sagadinem było inaczej. Trenerze - powodzenia w Anwilu - przez lata!

PS. Niestety - na temat finału NBA nic nie wiem. Nie dane mi było nawet oglądać w tym roku, zmiany, zmiany, zmiany. :) Radosne... Ale może ktoś opowie? (Coś tam się nagrało, więc później rzucę okiem).

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

12:57, adrom72
Link Komentarze (43) »
niedziela, 08 czerwca 2008
Nagrody za sezon 2007/2008

Euro 2008 wszystkich już zajmuję, ale ja uparcie dalej o koszykówce. Czas podsumowań, więc wypada swoje zapodać. Tym bardziej, że to już po raz dziesiąty - od 1999 roku 'daję' swoje nagrody w kilku kategoriach. Ależ człowiek jest stary...

Przy okazji podsumowałem, ilu zawodników najczęściej było w moich posezonowych trzech najlepszych piątkach. Sześciokrotnie znalazł się w nich Adam Wójcik (trzy razy w pierwszej), a nie było go tylko w poprzednim sezonie. Cztery razy wyróżniałem Gorana Jagodnika (zawsze w pierwszej, nie było go tylko przed rokiem), Wojciecha Szawarskiego (raz tylko w drugiej, trzy razy w trzeciej), Joe McNaulla (trzy razy w pierwszej) i Andrzeja Plutę (raz w pierwszej, gdy był mistrzem z Anwilem). To byłaby piątka ostatniej dekady. :)

A jeszcze zanim przejdę do nagród chciałem odpowiedzieć komuś z komentarzy do ostatnich wideo - jeśli w świetnym meczu finału przy najlepszych superakcjach udało mi się kilka razy (trzy? cztery?) powiedzieć 'Ależ cośtam' to chyba nie świadczy o ubóstwie mojego języka. :) Ale może raczej o jakości tego meczu... Dodam, że pewnie z 1000 razy powiedziałem Prokom, a z 20000 razy punkty. I zaręczam, że nie użyłem ani razu zamiennika 'oczko'. Ciekawe, prawda? :P

Aha - i za dni parę postaram się zamieścić jeszcze podsumowanie sezonu zespół po zespole. Coś ciekawego - mam nadzieję - o każdym. A co potem? :) Zobaczymy...

A czy to Dogrywka ostatnia była? Ostatnia! Jeśli magazyn wideo w Sport.pl powróci w przyszłym sezonie to na 99 procent nie ze mną w roli prowadzącego. Może w roli gościa? Któż to wie...

--

Nagrody 2008

Już po raz dziesiąty w imieniu najpierw „Gazety Wyborczej", a później Sport.pl (a także niniejszego bloga) przyznaję na koniec sezonu nagrody dla wyróżniających się koszykarzy i trenerów. Najbardziej wartościowym zawodnikiem sezonu Dominet Bank Ekstraligi był moim zdaniem Milan Gurović z mistrzowskiego zespołu z Sopotu. Dlaczego? Proszę czytać. :)

-

Najbardziej wartościowy gracz: Milan Gurović, Sopot

Decydował jeden, ostatni mecz. To prawda, ale to wcale nie argument przeciwko Guroviciowi. Był najbardziej wartościowy, bo ta wartość wyszła właśnie w najważniejszym meczu sezonu. Oczywiście, David Logan był graczem w tym sezonie lepszym niż Serb, ale to nie klasyfikacja na najlepszego zawodnika sezonu.

Przy rozważaniu w tej kategorii odrzucam w ogóle zawodników, którzy mieli świetny sezon, ale swojego zespołu nie byli w stanie do niczego doprowadzić. Mowa oczywiście o J.J. Montgomerym i Donaldzie Copelandzie. Poczekam, aż sprawdzą się w lepszych zespołach.

Tuż za zwycięzcą: David Logan, Zgorzelec; Filip Dylewicz, Sopot; Dragisa Drobnjak, Zgorzelec; Bobby Dixon, Świecie; Chris Daniels, Kołobrzeg; D.J. Thompson, Koszalin.

Poprzedni zwycięzcy: 2007 Christian Dalmau, Sopot; 2006 Goran Jagodnik, Sopot; 2005 Adam Wójcik, Sopot; 2004 Tomas Pacesas, Sopot; 2003 Damir Krupalija, Włocławek; 2002 Michael Wright, Wrocław; 2001 Adam Wójcik, Wrocław; 2000 Joe McNaull, Wrocław; 1999 Raimonds Miglinieks, Wrocław.

-

Najlepszy w obronie: Pape Sow, Sopot

Defensywa w wykonaniu tego zawodnika często nie była widzialna w statystykach, ale jego wpływ na wyniki mistrzów Polski był spory. W półfinale z Polpakiem jego powrót odmienił sytuację w meczach 5 i 6. W finale Sow sprawił, że podwojenia wobec Kelatiego i Logana były bardzo skuteczne. Świetny obrońca, który odcisnął piętno na wynikach tego sezonu.

Tuż za zwycięzcą: Krzysztof Roszyk, Sopot; Dragisa Drobnjak, Zgorzelec; Oliver Stević, Wrocław; Chris Garner, Świecie; Eric Hicks, Świecie; Rashid Atkins, Wrocław; Chris Daniels, Kołobrzeg.

Poprzedni zwycięzcy: 2007 Andres Rodriguez, Zgorzelec; 2006 Rashid Atkins, Sopot; 2005 Gatis Jahovics, Włocławek; 2004 Tomas Masiulis, Sopot; 2003 Tomas Pacesas, Włocławek; 2002 Jerry Hester, Ostrów; 2001 Dainius Adomaitis, Wrocław; 2000 Jeff Stern, Pruszków; 1999 Paweł Szcześniak, Bytom.

-

Najlepszy rezerwowy: Dawan Robinson, Wrocław

Wrocławianie zajęli trzecie miejsce, ale indywidualnie trudno ich wyróżniać, skoro najbardziej "widzialni" zawodnicy (Atkins i Homan) zostali wyrzuceni z zespołu przed końcem rozgrywek. Tym bardziej warto wyróżnić Robinsona, który był typowym zmiennikiem idealnym: może grać na różnych pozycjach, a także daje zespołowi energię i szybkie punkty z ławki. Sukces Śląska w meczach o brąz sprawił, że jego wyższość nad Garnerem jest oczywista.

Tuż za zwycięzcą: Krzysztof Roszyk, Sopot; Marko Scekić, Zgorzelec; Chris Garner, Świecie; Marcin Sroka, Ostrów; Christian Burns, Koszalin.

Poprzedni zwycięzcy: 2007 Zbigniew Białek, Włocławek; 2006 Tarmo Kikerpill, Słupsk; 2005 Joe Crispin, Włocławek; 2004 Mark Miller, Sopot; 2003 Dragan Marković, Sopot; 2002 Dominik Tomczyk, Wrocław; 2001 Joe McNaull, Wrocław; 2000 Charles O'Bannon, Wrocław; 1999 Bartłomiej Tomaszewski, Włocławek.

-

Najlepszy debiutant: Piotr Dąbrowski, Kwidzyn

Mieliśmy w tym sezonie dwa nowe zespoły w ekstralidze, ale tylko dwóch zawodników z Górnika i Basketu było debiutantami, którzy stale uczestniczyli w istotnych rolach w grze drużyny. Lepszym był bez wątpienia Dąbrowski, który w Kwidzynie często grał w pierwszej piątce i to w roli głównego obrońcy na obwodzie. Jego kariera to przykład dla całej masy zawodników z niższych lig. Jeszcze dwa lata temu praktycznie nie grał, a teraz, jako 23-latek, powinien iść tylko w górę.

Debiutowało w tym sezonie w ekstralidze 23 zawodników, najstarsi to 28-letni gracze Górnika Michał Saran i Bartłomiej Józefowicz, najmłodszy zaś - 18-letni Patryk Przyborowski ze Słupska. Poza wymienionymi powyżej i wyróżnionymi poniżej debiutowali także: Bochno i Jarmakowicz (Zgorzelec), Prostak (Wrocław), Kostrzewski (Sopot), Mielnik i Barycz (Świecie), Płóciennik (Ostrów), Bręk, Fabiańczyk, Sz. Rduch (Kołobrzeg), Stolarek (Koszalin), W. Pisarczyk i Gruszecki (Warszawa), Kowalewski (Kwidzyn), Kowalski, Dymarski, Pieloch (Wałbrzych). Żaden z nich nie był poważnie brany pod uwagę w rotacji swojego zespołu.

EDIT: Przeoczyłem wcześniej jednego debiutanta - Bartosza Bochno. Dodaję.

Tuż za zwycięzcą: Marek Piechowicz, Włocławek; Rafał Glapiński, Wałbrzych.

Poprzedni zwycięzcy: 2007 Marcin Stefański, Wrocław; 2006 Dawid Witos, Koszalin; 2005 Grzegorz Kukiełka, Starogard; 2004 Michał Ignerski, Wrocław; 2003 Michał Marciniak, Lublin; 2002 Grzegorz Arabas, Ruda Śl.; 2001 Łukasz Żytko, Toruń; 2000 Rafał Bigus, Stargard; 1999 Wojciech Szawarski, Lublin.

-

Najlepszy młody gracz (20 lat i młodsi): Marek Piechowicz, Włocławek

Kandydatków praktycznie nie było. Znów zresztą. Kamil Łączyński zagrał tylko w czterech meczach i znów odniósł kontuzję, ale to jedyny obok Piechowicza młody zawodnik, który tak naprawdę uczestniczył w grze swojego zespołu. O Waczyńskim czy Mielniku tego się nie da powiedzieć. Urodzony w 1988 roku Marek Piechowicz miał kilka momentów chwały w tym sezonie, swoim debiutanckim w ekstralidze. Zdobył 11 punktów w meczu z Turowem i 9 w spotkaniu z Kotwicą, a także zagrał w pierwszej piątce Anwilu w meczu w Sopocie, wystawiony do gry przeciwko Milanowi Guroviciowi.

Tuż za zwycięzcą: Adam Waczyński, Sopot; Krzysztof Mielnik, Świecie;

Poprzedni zwycięzcy: 2007 Kamil Łączyński, Warszawa; 2006 Michał Chyliński, Bydgoszcz; 2005 Rinalds Sirsnins, Włocławek; 2004 Gatis Jahovics, Włocławek; 2003 Armands Skele, Włocławek; 2002 Łukasz Seweryn, Tarnów; 2001 Łukasz Żytko, Toruń; 2000 Szymon Szewczyk, Szczecin; 1999 Łukasz Kwiatkowski, Tarnów.

-

Najlepszy trener: Saso Filipovski, Zgorzelec

Długie wahanie przy tej kategorii. Tomas Pacesas pokonał Filipovskiego w finale, ale jednak wyróżniam Słoweńca, choć Pacesas też zasłużył na uznanie. Za to, że potrafił zadziwić w tym sezonie wypromowaniem Davida Logana; za to, że bogatszy o ponad dwa razy zespół z Sopotu nagiął aż do ostatniej kwarty siódmego meczu; za to, że potrafił stworzyć prawdziwy system i oddzielić zawodników przydatnych od tych, którzy mogą nie grać - czasami wbrew "głosowi ludu". Przegrał mistrzostwo nie potrafiąc przełamać świetnej obrony Prokomu w kilku momentach finału, ale wydaje się, że to akurat zależało w wielkiej mierze od klasy graczy, a nie trenera.

Tuż za zwycięzcą: Dariusz Szczubiał, Koszalin; Mihailo Uvalin, Świecie; Tomas Pacesas, Sopot.

Poprzedni zwycięzcy: 2007 Saso Filipovski, Zgorzelec; 2006 Eugeniusz Kijewski, Sopot; 2005 Kijewski; 2004 Kijewski; 2003 Andrej Urlep, Włocławek; 2002 Urlep, Wrocław; 2001 Michalis Kiritsis, Pruszków; 2000 Muli Katzurin, Wrocław; 1999 Urlep, Wrocław.

-

Najlepsze piątki sezonu

Co do pierwszej piątki, chyba nie ma wątpliwości. W kolejnych na pewno brakuje zawodników brązowego Śląska - ale doprawdy trudno wyróżnić kogoś indywidualnie, a raczej Robinson czy Martin nie byli lepsi niż gracze wyróżnieni poniżej na swoich pozycjach. Kogo brakuje? Eric Hicks jest spektakularny, ale raczej nie lepszy od Drobnjaka, Stevicia czy Dunna? Normana Richardsona wyklucza fatalny wynik zespołu, podobnie jak kilku innych zawodników (choćby ze Słupska)? Andres Rodriguez zawiódł w sześciu na siedem meczach finału, a Pape Sow jednak był zbyt jednostronny.

Pierwsza: Dixon (Świecie), Logan (Zgorzelec), Gurović (Sopot), Dylewicz (Sopot), Drobnjak (Zgorzelec)

Druga: Thompson (Koszalin), Slanina (Sopot), Kelati (Zgorzelec), Daniels (Kołobrzeg), Dunn (Włocławek)

Trzecia: Copeland (Starogard), Montgomery (Wałbrzych), Szawarski (Ostrów), Reese (Koszalin), Stević (Wrocław)

Pierwsze piątki z poprzednich lat:

2007 Dalmau, Slanina, Kelati, Okafor, Hill;

2006 Johnson, Dalmau, Jagodnik, Ignerski, Thomas;

2005 Pacesas, Crispin, Jagodnik, Ansley, Wójcik;

2004 Pacesas, Greer, Jagodnik, Masiulis, Wójcik;

2003 Elliott, Pluta, Jagodnik, Krupalija, McNaull;

2002 Hawkins, Austin, Vranković, E. O'Bannon, Wright;

2001 Miglinieks, Krstić, Vranković, Zieliński, Wójcik;

2000 Miglinieks, Hester, Adomaitis, Ch. O'Bannon, McNaull;

1999 Miglinieks, Bagatskis, Zieliński, Nicholas, McNaull.

-

Najlepsi w statystyce

Punkty: 19,5 - Copeland (Starogard), 19,3 - Montgomery (Wałbrzych), 18,8 - Logan (Zgorzelec), 16,6 - Dixon (Świecie), 16,0 - Gurović (Sopot).

Punkty (Polacy): 13,3 - Szawarski (Ostrów), 12,6 - Pluta (Włocławek), 11,0 - Bigus (Kołobrzeg), 10,4 - Dylewicz (Sopot), 10,2 - Wichniarz (Wałbrzych).

Zbiórki: 9,4 - Daniels (Kołobrzeg), 9,0 - Hall (Starogard), 8,9 - Bigus (Kołobrzeg), 7,5 - Hicks (Świecie), 7,3 - Barlett (Słupsk).

Asysty: 5,1 - Dixon (Świecie), 4,6 - Copeland (Starogard), 4,5 - Rodriguez (Zgorzelec), 4,5 - Eldridge (Kwidzyn), 4,4 - Carr (Wałbrzych).

Straty: 3,29 - Robinson (Wrocław), 3,10 - Dixon (Świecie), 3,00 - Copeland (Starogard).

Przechwyty: 2,56 - Atkins (Wrocław), 2,50 - Daniels (Kołobrzeg), 2,23 - Eldridge (Kwidzyn).

Bloki: 1,98 - Hicks (Świecie), 1,11 - Miller (Warszawa), 1,11 - Homan (Wrocław).

Rzuty z gry: 68,3 proc. - Oden (Ostrów), 63,2 - Bigus (Kołobrzeg), 62,8 - Leończyk (Starogard).

Rzuty za trzy: 50,0 proc. - Dylewicz (Sopot), 48,3 - Serapinas (Sopot), 47,0 - Kelati (Zgorzelec).

Rzuty wolne: 90,1 proc. - Slanina (Sopot), 89,1 - Giedraitis (Wrocław), 87,5 - Pluta (Włocławek).

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

03:51, adrom72
Link Komentarze (29) »
piątek, 06 czerwca 2008
Wideo po finale finałów

W biegu jestem - pisać nie ma czasu. Ale nadrobię przed meczem z Niemcami, obiecuję. :)

Dzisiaj jednak szybkie i gładkie wideo, całkiem świeże. Pożegnalne... :(

 

 

16:51, adrom72
Link Komentarze (13) »
wtorek, 03 czerwca 2008
Wideo już gotowe, a Wy - jak typujecie?

Dzisiaj przyspieszyliśmy - wideo jest już gotowe. Do Magazynu Dogrywka udało się zaprosić Wojciecha Kamińskiego, trenera Polonii Warszawa, który ciekawie zanalizował, to co się działo. Jak typował on, jak typowaliśmy my, z Łukaszem Ceglińskim? Zapraszam do obejrzenia. Także do zobaczenia skrótów meczów 5 i 6 - warto sobie to przypomnieć.

Jak Wasze typy na mecz 7? Ja swój utajniam i wysyłam do Wojczyna. Ujawnimy go po meczu. :)

Transmisja? W środę od godz. 18.00 do 20.30 mamy miejsce na antenie Polsatu Sport i miejmy nadzieję, że to miejsce dobrze wykorzystamy.

No to zapraszam do wideo.

Magazyn Dogrywka: Jak typować mecz 7?

Jak PGE Turów pokonał Prokom Trefl w szóstym meczu?
Prokom ogrywa Turów w Zgorzelcu w piątym spotkaniu
01:07, adrom72
Link Komentarze (73) »
niedziela, 01 czerwca 2008
Ależ finał - gramy dalej!

Niedziela - czas lekkiego odpoczynku. Dlatego na razie tylko kilka słów z tekstu, który 'idzie' do GW na poniedziałek. Może więcej dzisiaj, a może jutro. Ależ finał!!!

Tydzień w lidze koszykarzy

Opowieść o prawdziwych liderach

Słuchanie po szokującym meczu szóstym finału DBE na konferencji prasowej środkowego Turowa Dragisy Drobnjaka to była prawdziwa przyjemność. Nie, żeby to było jakieś zaskoczenie, bo Drobnjaka słuchać możemy od dwóch sezonów, ale zawsze jest to przeżycie. Dawno nie było w polskiej koszykówce gracza tak celnie odpowiadającego na pytania, a także czującego problemy swojego zespołu. Na przykład kiedy wobec sztampowego pytania o presję potrafi mówić frapująco przez kilka minut ("Uwielbiam presję! Bez walki z presją nie można niczego osiągnąć, ani w sporcie, ani w życiu). Albo, kiedy mówił szczerze o swoich uczuciach po meczu 5 ("Nigdy wcześniej nie byłem tak rozczarowany swoim zespołem"). A także, kiedy opowiadał, jak pracował nad swoimi kolegami przez kilka poprzednich dni.

31-letni Drobnjak, były zawodnik Euroligi, czterokrotny mistrz Słowenii, w przegranym przez Turów meczu piątym nie grał w końcówce. W tle był wtedy także Andres Rodriguez. W sobotę dwaj liderzy zespołu ze Zgorzelca dostali zielone światło od trenera Saso Filipovskiego i zrobili swoje. Zagrali znakomicie i nie tylko słowem poza boiskiem, ale także przykładem na parkiecie pokazali swoim kolegom, jak się zdobywa tytuł.

I tu właśnie widzę sporą różnicę między zespołami, która wypłynęła akurat w tym momencie - podczas niebywale emocjonalnego meczu numer 6. Ciekawa zresztą jest sama konstrukcja zespołu ze Zgorzelca. Liderami są zawodnicy, którzy wykonują zadania specjalne - czyli właśnie Rodriguez i Drobnjak. Punkty zaś zdobywają młodsi i korzystający ze wsparcia (boiskowego i pozaboiskowego) Logan i Kelati.

W Prokomie - mam wrażenie - zbyt często na pozycji lidera jest wakat, albo próbuje ją wypełniać boiskowy lider sprzed lat, czyli trener Tomas Pacesas. Jednak krzyki na wszystkich (poza Milanem Guroviciem) chyba coraz rzadziej działają. A jak na boisku wypadli liderzy Prokomu? Blado. Donatas Slanina w całym finale nie jest sobą, a Gurović (po bójce nadal kapitan sopocian) - no cóż, poza jednym meczem po prostu nie istnieje, nie pomaga, a wręcz szkodzi. Co ciekawe, trener Pacesas przyznał, że w szóstym meczu celowo postawił na Serba, uznając, że jest (po dyskwalifikacji) "wypoczęty fizycznie i psychicznie". Ten pomysł się okazał samobójczy, tym bardziej, że w szóstym meczu samoistnie nie wykreowali się żadni inni punktujący.

Stawianie prognoz na środowy, siódmy, ostatecznie decydujący mecz jest wróżeniem z kształtu chmur. Gdyby starać się myśleć racjonalnie, to Turów ma w swoich atutach własną halę, przejście przez największe z możliwych kłopoty, wykreowanie nowych pomysłów i ciągła aktualność starych oraz trenera, który - być może - mając spore doświadczenie w tego typu sytuacjach wie, na co teraz może sobie pozwolić. Prokom? Ma zawodników, którzy ciągle mogą w pojedynczym meczu zagrać coś poza zasięgiem rywali - Gurovicia, Slaninę czy Dylewicza. Mają też - moim zdaniem - najlepszą zespołową obronę w Polsce, do której jednak na boisku muszą być odpowiedni zawodnicy. A także którą można rozmontować, sprowadzając grę do akcji "jeden na jednego" czy "dwóch na dwóch".

Szkoda, że ten finał w środę się skończy, bo z meczu na mecz jest ciekawszy. Gdyby - tak jak napisał jeden z portali - grało się do siedmiu wygranych - mielibyśmy przed sobą jeszcze wiele dni fascynującej koszykówki. Ale i tak - obok finału 1998 (Pekaes - Śląsk 3:4), finału 1999 (Śląsk - Nobiles 4:3) i finału 2003 (Prokom - Anwil 2:4) przechodzi do klasyki.

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

12:11, adrom72
Link Komentarze (28) »
czwartek, 29 maja 2008
Jak gra Mama Filipovskiego czyli Prokom V Wielki?
Wielki - bo styl, w jakim wygrał piekielnie trudne i ważne spotkanie numer 5, był naprawdę wielki. Piąty - bo to może być piąty tytuł Prokomu, a nawet powinien być.

Wygrana 66:59 w Zgorzelcu jest nie do przecenienia. Oczywiście, nie wierzę w żadną decydującą moc historycznych statystyk (a te mówią, że kto wygrał w Polsce spotkanie 5, ten wygrywał serię do czterech wygranych), bo zawsze musi być ten pierwszy raz. Ale emocjonalny i taktyczny 'switch' w tej rywalizacji jest oczywisty.

Prokom mocno nadwerężył (ciągle nie mogę uwierzyć, że tak się poprawnie pisze to słowo) wszystko, co ważne w Turowie już w drugiej połowie meczu 4. Mówię o pewności siebie, wierze w system i trenera, a także we własną skuteczność, zwłaszcza liderów Logana i Kelatiego. Obrona sopocian to wszystko przełamała, a w środę dzieło zostało dokończone. Panowie L&K nie pograli sobie (ten pierwszy jeszcze momentami coś wykreował, ale też z ogromnym wysiłkiem; drugi nic), a trener Saso Filipovski w obliczu kryzysu przestał być sobą (o tym za chwilę). I nie było w tym żadnych cudów z pogranicza parapsychologii. Sprawiły to pomysł, taktyka, wykonanie i (gdzieś w dalszej kolejności) koncentracja oraz determinacja Prokomu.

Wykonawcy? Niesamowici. Nie-do-przecenienia świetni w obronie w pomocy (help-defenders) Pape Sow i Tomas Masiulis. Nadążający za swoimi graczami przy zasłonach Simonas Serapinas, Donatas Slanina i Krzysztof Roszyk. Ten ostatni - pewny i odważny jak nigdy w ataku. Rozgrywający nie robiący zbyt wielu błędów i powstrzymujący się od niepotrzebnych rzutów w czwartej kwarcie. No i król polowania Filip Dylewicz, który po meczu powinien od obecnego w hali Adama Wójcika dostać jakąś palmę pierwszeństwa, berło z plecaka wyjęte albo choć wyświechtaną koronę zapomnianą na półce gdyńskiej rezydencji. Gość, który przeszedł daleką drogę, żeby w takim meczu, w takiej sytuacji, zagrać jak prawdziwy lider.

Rok temu w meczu numer 3 ten sam Dylewicz w tej samej hali rozstrzygnął losy finału. Teraz mogło się stać to samo, ale styl był mocniejszy. Bo tamto to był jednak wyskok. A ten sezon od pewnego momentu to pasmo solidnej lub świetnej gry Dylewicza. Jak sprawdziłem w notatkach - ostatni tak dobry punktowo występ Polaka w finale to 29 punktów Adama Wójcika w 3 meczu finału 2001 Śląsk - Anwil. Dawno. I dlatego tak bardzo cieszy.

Po meczu pytałem Filipa, czy był dzisiaj zastępczym kapitanem Prokomu w miejsce niesławnego Milana G. Mówił, że się do takiej funkcji nie nadaje (kapitanem był Slanina). Ale być może niedługo na tę opaskę zasłuży. W środę bardzo chciał, to było widać, i co ciekawsze umiał. Jego akcje w ataku były nie do zatrzymania. I przy okazji - sprawdził się pomysł, żeby Dylewicza wstawiać do gry po kilku minutach każdej połowy. To też nie było bez znaczenia.

--

A Turów? O Kelatim i Loganie już było. Iwo Kitzinger w tym meczu, podobnie jak kilku zagranicznych kolegów (SL, MS, VP), po prostu nie dał rady przełamać obrony mistrzów. Jeszcze nie teraz. Pracy ma przed sobą sporo, tym bardziej, że wygląda na to, iż na poważnie i stale zmienił pozycję na boisku na PG. Słusznie, niech pracuje nad tym dalej w ten sposób, nic na tym nie straci, a w razie czego - jak Andrzej Pluta - może później kiedyś wrócić na SG.

Andres Rodriguez był bardzo mądrze pilnowany i choć zagrał swoje, to brak jego dwóch trójek celnych (były w meczu 1 i 2) bardzo zabolał Turów (0/6 z gry). To taki zawodnik, wyżej nie podskoczy. Dragisa Drobnjak bronił co mógł, rzucił co mógł, ale - dla mnie to ciekawe - w końcówce czwartej kwarty nie grał. Czy naprawdę więcej wniósł Scekić? No i Robert Witka - który gra naprawdę bardzo dobrze - ale porównania z Filipem Dylewiczem jednak nie wytrzymuje. W czwartej części jego akcje były złe, ale tak samo źle grał cały Turów. Pod presją zgorzelczanie padli jak mucha, rzucali przez ręce, grali niecierpliwie, potem przestali ze zniecierpliwienia bronić, nie kontrowali, denerwowali się. Nie ma co na Witkę narzekać, bo znikąd pomocy nie dostał. Tak czy owak w meczach w Zgorzelcu spisał się po prostu dobrze, a może więcej.

Miałem takie wrażenie, że Turów jest po prostu zmęczony? (Czy to w ogóle możliwe?) Na ogół to właśnie zmęczeni gracze podejmują złe decyzje, a niektóre rzuty z czwartej kwarty były oddane po prostu w sposób bezsensowny. Czy to kilometry zrobione w poszukiwaniu wolnych pozycji przez Logana i Kelatiego oraz ciężkie minuty dla graczy pierwszej piątki miały znaczenie? W końcu był to trzeci mecz przy naprawdę wielkim poziomie intensywności w pięć dni. (Dla Prokomu też, ale oni szersi).

Ciekawa była wypowiedź na konferencji Thomasa Kelatiego. Ten człowiek był po prostu przybity. Wyglądał na takiego, który nie dał rady po prostu. Mówił o wielkim rozczarowaniu swoją grą (nie zespołu!), mówił o tym, że każdy musi spojrzeć w głąb siebie i sięgnąć po najgłębsze pokłady charakteru. Prawda. Choć dla mnie te poszukiwania wewnątrz siebie muszą być poparte pomocą taktyczną, jakimiś nowymi pomysłami na Sopot. (Choć może powrót Gurovicia i jego słabsza obrona przeciwko komuś z dwójki Kelati/Logan będzie jakimś impulsem dla zgorzelczan).

I tu przechodzimy do najciekawszej dla mnie obserwacji dnia. Trener Saso Filipovski. Po pierwsze w czasie meczu - trzy czasy w drugiej połowie nie przyniosły mu żadnej widocznej zmiany taktycznej i żadnego skutku w postaci wyczekiwanych długo punktów. Wyglądało mi na to, że Filipovski proponował kolejne zagrywki swoim zawodnikom, ale to nie dawało skutku. Wyglądało, jakby się coraz bardziej irytował, że Prokom jednak broni za dobrze na jego pomysły.

Po drugie, ta właśnie irytacja, choć pokazana w sposób kulturalny, widoczna była po meczu na konferencji. Może za rzadko byłem w Zgorzelcu, ale nie spodziewałem się po tym trenerze wypowiedzi typu: 'Moja mama by rzuciła więcej punktów' (o 9 minutach z 2 punktami w czwartej kwarcie) lub 'Jeśli Drobnjak daje więcej trójek niż Logan i Kelati, to nie jest dobrze'. Nie były to miłe słowa dla ludzi, którzy dali Filipovskiemu wiele w tym sezonie. Nie były to wypowiedzi z cyklu 'wygrywamy i przegrywamy razem, jako zespół'. Wyglądało to trochę jak wskazanie winnych porażki. Może tak Filipovski właśnie reaguje na wymknięcie się z rąk naprawdę wielkiej szansy.

W kontrze do tego - podczas tej samej konferencji Pacesas po raz pierwszy od wieeeeelu tygodni (bo znak zapytania nad jego głową wisiał od serii porażek w marcu, jeśli nie wcześniej) był wyluzowanym i żartującym gościem. Po wyjątkowo długim spiczu Filipa Dylewicza poklepał go po plecach i mówił, że ma dla niego pracę w Pi-aRze (co na to Mirosław Alojzy???). Śmiał się i dowcipkował. Ulga była widoczna wyraźnie. Zasłużona. Ciekawy i dobry moment w karierze Pacesasa, trenera-debiutanta.

--

Kiedy Tomas Pacesas wychodził z konferencji, pozwoliłem sobie na oddzielne gratulacje dla trenera Prokomu. Choć jestem tylko jedną z wielu twarzy w tłumie, to jednak w tym momencie uznałem, że gratulacje mu się szczególnie należały. Po pierwsze dlatego, że wielokrotnie stawiałem tezy przeciwne do stawianych przez trenera Pacesasa. Na przykład, że samą obroną nie da się wygrać tego finału, co bez przerwy podkreśla (mecz 5 pokazał, że da się, a nawet więcej - że nie dałoby się inaczej). Że Jovo Stanojević jest konieczny do wygrywania (grał 5 minut w meczu 5). Że bez Milana Gurovicia zabraknie punktów w ataku (jakoś nie zabrakło). Część tych tez stawiali też kibice Prokomu. Ale to Pacesas, jak dotąd, miał racje w swoich decyzjach, bo wygrywa w tym finale. I to mu powiedziałem - wygląda na to, że to on miał rację, a nie krytycy, tacy jak ja.

Ale nie mogę sobie w tym momencie odmówić, żeby przypomnieć, jakie były powszechne - także internetowe, także sopockich kibiców - oceny pracy Pacesasa po meczach 1 i 2. Wtedy dawałem znaki zapytania po większości tez, krytycznie oceniałem wypowiedzi Litwina w prasie, ale przypominałem, że najwięcej zależeć będzie od tego, jak ten finał się skończy, a nie jak się zaczął. Pacesas ma prawo do błędów (był nim choćby system obrony w meczach 1 i 2), ale jeśli nadal w dobrym stylu będzie je naprawiał, tak jak w tym finale, ocena będzie bardzo wysoka. Nawet jeśli ktoś (ja na przykład) nadal będzie uważał, że krzyku w tym wszystkim jest za dużo. Cóż, po 8 latach z trenerem Eugeniuszem Kijewskim (jakże fajnie, że poprowadzi zespół z Poznania w ekstralidze!) przy ławce Prokomu leżało sporo niewykorzystanych krzyków do zagospodarowania. Jakoś to znieść trzeba.

Ale - jak zawsze podkreślam - ocena Pacesasa pozostaje jeszcze w zawieszeniu. Jakaż by była, gdyby teraz, w tych okolicznościach, Prokom przegrał finał? Wiadomo... Ale jaka będzie, jeśli Prokom wygra mistrzostwo, nie mając w finale przewagi własnego boiska i przegrywając po dwóch meczach 0:2? Też wiadomo...

--

Co dalej? Prokom ma już autostradę do mistrzostwa otwartą, choć każdy, kto pamięta mecze 3 i 4 nie może być pewnym niczego. Jak podziała na wszystkich (głównie na obronę Prokomu na pozycjach 2 i 3) powrót Milana Gurovicia? Czy Saso Filipovski rzeczywiście przestał wierzyć w swoich i spróbuje sięgnąć po Mamę Filipovski? Czy Kelati lub Logan rzuci ponad 30 punktów? To mogłoby zmienić tę serię, po raz któryś tam. Ale obronna forma najlepiej - dla mnie bez wątpienia - broniącego zespołu w Polsce - Prokomu, żeby nie było wątpliwości - nie zwiastuje meczu 7.

Typ na sobotę - przypominam, że to o godz. 15 w TV4: Prokom - Turów +5.

--

A propos typów - mój typ na finał się już nie sprawdzi... (Było, że będzie 4:2 dla Turowa). Zobaczymy, co będzie dalej, ale w każdym razie dokładnie już nie będzie. Wydawało mi się po meczu w Zgorzelcu, że gdzieś w tle szumu fal, jaki miałem w uszach po zwielokrotnionym przez nasze mikrofony huku trąb, słyszałem skandowanie mojego nazwiska. Rozumiem, że to był bezpośredni przeskok z 'Milan Gurović!' z meczu 4. Czyli wypunktowanie żałosnego luzera, którego należy głośno pożegnać, bez żalu? :)

Jeśli się nie przesłyszałem, skandujących pozdrawiam. To już bodaj czwarty przypadek w DBE w tym sezonie, jak na skromnego gryzipiórka sporo... I gratuluję przy okazji udanych typów (bo przecież na pewno wszyscy z Was typowali na Prokom), niesamowitych pozytywnych emocji, jakie musieli przeżywać, a także świetnego zespołu, jaki się urodził. Na pewno świetnie jest być teraz kibicem PTS.

Czasami w takich momentach żałuję, że gdzieś od 1991 roku nie jestem już kibicem niczyim. Że takie emocje są dla mnie niedostępne. Ale tylko czasami. :) Wybaczcie osobisty wtręt.

Do zobaczenia w Sopocie. Jutro - jeśli nic tfutfu nie stanie na przeszkodzie - pojadę zobaczyć, co słychać u najlepszych polskich juniorów rocznika 1990 i młodszych. Warto?

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

03:19, adrom72
Link Komentarze (53) »
poniedziałek, 26 maja 2008
Z Milanem lub bez niego
Ależ się działo! Finał 2008 zrobił się pasjonujący i wielowątkowy, co tylko może cieszyć. Paradoksalnie, w dzisiejszym brutalnym świecie mediów zbrukowcowanych (spójrzcie na tytuły linków w Gazeta.pl, na głównej stronie), taka sytuacja jak w meczu 4 może tylko pomóc w popularności koszykówki. Dody co prawda nie mieliśmy na meczu gwiazd, ale za to od czego mamy Milana G...

Oczywiście, nie cieszę się, ale skoro od miesięcy jestem w depresji, że dobra koszykówka, fajne mecze, ciekawa liga, być może także fajne transmisje - to wszystko nie pomaga w promocji koszykówki, to może pomoże brud i bagno? Niech pomoże cokolwiek, bylebyśmy tego na siłę nie kreowali. Wszyscy wiemy, że koszykówka jest warta największej popularności.

Ale do rzeczy, najpierw link - bo tam już coś o sprawie pisałem.

A teraz o samej bójce. Na podstawie filmu z youtube głównie, ale i własnego doświadczenia i refleksji.

Po pierwsze, oglądając sprawę na zwolnionych powtórkach wydawało mi się, że Thomas Kelati jakiejś prowokacji jednak dokonał. Jednak na normalnych obrotach widać, że on się po prostu odwrócił w stronę Gurovicia, który wykonał bardzo mocny faul. I od razu dostał w czambuł.

To pierwszy atak Gurovicia. Drugi nastąpił po pchnięciu w plecy przez Iwo Kitzingera, ale widać wyraźnie, że Gurović nie był bynajmniej uspokojony. On czekał (!) na odpowiedni moment, żeby zaatakować Kelatiego jeszcze raz. Wykorzystał więc zbliżenie rywala spowodowane przez pchnięcie Iwo Kitzingera w plecy, i walnął po raz drugi. Potem mija kilkanaście sekund i Gurović - moim zdaniem - nadal czeka, aż będzie moment na atak. I kiedy wszyscy są już spokojni, wyrywa się Ljubotinie i atakuje trzeci raz. Chyba Kelatiego, ale co najmniej dwa razy wyprowadza ciosy w kierunku Kelatiego i później innego zawodnika Turowa.

(Publiczność w tym momencie skanduje 'Milan Gurović' - w czasie transmisji komentował to Tomek Jankowski, nie ja - co z moją wrażliwością uważam za spory skandal, ale jak wiadomo z wielu naszych dyskusji na blogu i gdzie indziej, nie mam wrażliwości kibola. Gdybym był kibicem Prokomu w tym momencie Gurović rujnowałby moje szanse na mistrzostwo, a nie walczył o nie, a chyba o to w tej całej zabawie chodzi, a nie o to, żeby przy okazji meczów dowalić z pięści złym przeciwnikom).

Przechodząc do konkretów, moim zdaniem (podkreślam) nie ma porównania tej sytuacji z akcją Daniels - Sulović sprzed pół roku (obaj pauzowali po meczu). Tam MOCNO SPROWOKOWANY Daniels uderzył rywala raz. I sprawa się skończyła. Tu NIESPROWOKOWANY (a nawet prowokujący Kelatiego jakimś dziwnym machaniem rękami przed nosem) Gurović atakuje dwa razy w amoku i trzeci raz z premedytacją.

Zmierzam oczywiście do wymiaru kary. Pieniądze grają drugorzędną rolę, i tak najprawdopodobniej kary indywidualne zapłaci klub. Ważne są mecze dyskwalifikacji. Prezes Janusz Wierzbowski wymierzy swoją karę (może to już się stało, ten wpis powstaje wyjątkowo długo), ale ja za każdy atak dałbym jeden mecz kary. Łącznie trzy. To były oddzielne ataki, oddzielne ciosy. No dobrze, ewentualnie mógłbym się zgodzić z argumentem, że to były dwie sekwencje - dwa mecze dyskwalifikacji. I tak samo - za atak Kitzingera na Gurovicia - także jeden mecz kary - za agresję i atak na rywala w momencie bójki, czyli właśnie wtedy, kiedy od koszykarzy oczekujemy braku agresji.

Dodatkowy argument za mocną karą Gurovicia - pełna premedytacja. On mówi coś o prowokacji ze strony Kelatiego, ale nikt tego nie widział. Jeśli coś takiego zobaczę na filmie, zmienię zdanie. Ale jest jeszcze jeden argument - były ostrzeżenia po meczu 2. Po przepychance przed meczem była mowa o tym, że kary finansowe są wysokie, żeby ostrzec, żeby więcej nie było niesportowych zachowań. I co? To teraz pustosłowie?

I jeszcze o porównaniach kar. Kiedyś Michael Hawkins za sprowokowane uderzenie rywala dostał cztery mecze dyskwalifikacji. W tym kontekście Gurović powinien 'wisieć' z 10 meczów. Ale - od tamtego czasu zmieniono przepisy regulaminu. Wtedy 4 mecze to było minimum przy naruszeniu nietykalności cielesnej. Teraz to minimum to jeden mecz. Dla mnie jednak to nie była akcja na minimum.

Kiedy Brandun Hughes bił po meczu Dawida Witosa, dostał pół roku dyskwalifikacji (dobrze pamiętam?). To była podobna sytuacja, bo z premedytacją, poza grą, po 'ostudzeniu'. Dla mnie kara dla Gurovicia powinna iść w tę stronę.

Co powie prezes? Zobaczymy. W każdym razie dobitnie chciałem podkreślić, że kara o grubej dyskwalifikacji nie będzie wpływaniem na wynik finału przy zielonym stoliku. To Gurović wpłynął na wynik, a nie prezes, który ma tylko wyjąć regulamin, przymierzyć zachowanie zawodnika to paragrafów i porównać z innymi tego typu przypadkami, ocenić stopień premedytacji i liczbę ataków, a potem wydać wyrok.

---

Warto też pochwalić sędziów. Poza dyskusyjną kwestią zastosowania przepisu o wejściu z ławki podczas bójki zachowali się perfekcyjnie. Widać na filmie, jak jeden z nich rozdziela bijących się, drugi obserwuje sytuację, a trzeci dba o to, żeby na boisko nie wchodzili żadni kolejni zawodnicy z ławki. Kary po naradzie też były adekwatne, z wyjątkiem Kitzingera, którego zachowania mogli nie zauważyć, a także z wyjątkiem tych ławek (o czym poniżej). Dyskwalifikacja z meczu dla Gurovicia ewidentna, techniczny dla aktywnego Kelatiego również, techniczne dla ławek także (są przewidziane także w wypadku dyskwalifikacji za wbiegnięcie z ławki zawodników, o czym niżej). Brawo dla panów Marka Ćmikiewicza, Jakuba Zamojskiego i Andrzeja Zalewskiego.

Za cały mecz również, bo choć mnie osobiście akcja 'zero tolerancji dla dotyku' nie odpowiada, wolę trochę gry przy nieistotnych zetknięciach, albo przy czapie Sowa na Witce, ale panowie taką linię obrali i konsekwentnie trzymali się jej przez cały mecz. I mieli do tego prawo.

--

O sprawie wbiegnięcia na boisko z ławki podczas bójki słów kilka. Przepis jest jasny: kto opuszcza strefę ławki w czasie bójki MUSI być zdyskwalifikowany (jest nawet takie podkreślenie w tekście przepisów!). Dodam od razu, bo to może być źle zrozumiane, chodzi o usunięcie zawodnika z tego meczu, a nie z jakichś następnych (tak dzieje się w NBA, w FIBA nie ma takiego przepisu). Nie było więc mowy o zakończeniu finału czy walkowerze w meczu 4, nawet gdyby zdyskwalifikować całe ławki (o tym za chwilę), bo i tak było w grze wystarczająco dużo zawodników (jak wiadomo, do kontynuowania meczu wystarczy dwóch z jednego zespołu).

Przepis jest jasny i ma na celu zminimalizowanie ryzyka bójki totalnej, czyli takiej, w której uczestniczą wszyscy zawodnicy. Jeśli nawet wybuchnie bój na pięści 5x5, to jest to do opanowania dla trzech sędziów i dwóch trenerów (oni mają prawo wejść na parkiet, żeby rozdzielać, tylko oni!). 12x12 już nie za bardzo.

W Sopocie bez wątpienia wszyscy, którzy wbiegli, nie chcieli lać, ale rozdzielać. Widać to wyraźnie po zachowaniu Jovo Stanojevicia i Tomasa Masiulisa oraz Roberta Witki. A jednak to nie ma większego znaczenia, bo to nie oni są od tego (mówią o tym WYRAŹNIE przepisy).

Była taka - bardzo słynna w USA - historia w latach 70., w której brali udział koszykarze Los Angeles Lakers (Kermit Washington) i Houston Rockets (Rudy Tomjanovich). Washington wdał się w bójkę z jakimś innym zawodnikiem Rockets, a Tomjanovich biegł z ławki, żeby ich rozdzielać. Nie dobiegł, bo kątem oka zobaczył go Washington i myśląc, że Tomjanovich atakuje, z półobrotu potężnym ciosem potężną pięścią przywalił mu prosto w twarz. Tomjanovich stracił przytomność, przez wiele tygodni był w śpiączce, z trudem przeżył, do dzisiaj jest pokancerowany na twarzy.

Nie wiem, czy właśnie ta sprawa nie była przypadkiem inspiracją do wprowadzenia tego przepisu o ławce i bójce. Łatwo sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby Gurović zobaczył dobiegających z ławki siedmiu turowiaków z podniesionymi pięściami. Oni (oraz prokomiacy) MUSIELI zostać na ławce.

I teraz - biorąc pod uwagę literę i DUCHA przepisów - fakty. Obejrzałem dokładnie film na youtube.com z naszej transmisji (jutro postaram się, żeby pojawił się film lepszej jakości na Sport.pl) i zobaczyłem co następuje. W momencie pierwszych ciosów Gurovicia i pchnięcia Kitzingera ze strony Turowa na boisko wchodzi bez wątpienia Robert Witka, który pojawia się z ławki w samym centrum zamieszania i choć jest bierny, to bez wątpienia jest. Krok na boisko robi też Dragisa Drobnjak, ale - I TO WAŻNE - tylko po to, żeby szeroko rozłożyć ręce i pokazać kolegom z ławki, żeby nie wchodzili na boisko. Widać to wyraźnie w pierwszej części filmu, bez powtórek. Jest wyraźna intencja Drobnjaka i wyraźna przerwa między nim a ogniskiem bójki. To samo dotyczy Rodrigueza, który idzie szeroko, więc nie trafia w ręce Drobnjaka, ale po chwili przypomina sobie o sprawie i cofa się. Drobnjak - prawdziwy kapitan, zaprawiony w bałkańskich bojach, wie, co grozi zespołowi, gdy ławka rusza na boisko.

Poza Witką na boisko wchodzi także rezerwowy (spoza składu) Maciej Strzelecki, który łapie w pół Kelatiego. Reszta zawodników Turowa pojawia się na boisku dużo później, kiedy już jest spokojnie, a który to spokój przerywa jeszcze raz Gurović ponownym atakiem. Wtedy widać na parkiecie kilku kolejnych zawodników Turowa, ale moim zdaniem w tym przepisie chodzi o ten pierwszy moment bójki, o to, żeby nie wchodzili oni (jak Witka) w ogień walki. Dlatego ich zachowanie - bo pozostali na ławce w pierwszym momencie - można potraktować inaczej.

Teraz Prokom. Od razu (!) w momencie bójki biegiem ruszają z ławki w stronę zamieszania Pape Sow, Donatas Slanina i Jovo Stanojević, którzy docierają do bijących się. Ewidentna sprawa. Kilka kroków na boisko robią też Simonas Serapinas i Przemysław Zamojski, ale oni zawracają - sprawa podobna jak z Rodriguezem, nie ma tu łączności z bójką, choć obaj poszli trochę za daleko - ale bądźmy ludźmi. Tymczasem jedynym, który zachował się jak koszykarz, był w Prokomie Tim Kisner. Zapewne ogląda non stop NBA i wiedział, o co chodzi. Został na miejscu. Kiedy spojrzałem na ławkę Prokomu tuż po awanturze nie było tam nikogo poza Kisnerem i jego nieodłącznym ręcznikiem. Też ciekawe, różnica znacząca - NIKT w sztabie mistrzów Polski nie zainteresował się tym, żeby zadbać (jak Drobnjak), żeby ławka została na ławce. Spóźniona nieco była tylko reakcja Romana Tymańskiego, który próbował ściągać z parkietu zawodników po ich wejściu. Nie mógł zatrzymywać kolegów na pewno kapitan, bo właśnie młócił kogo popadło, ale na pewno takie osoby powinny się w sztabie Prokomu znaleźć. To samo pisałem o zachowaniu asystenta trenera Turowa podczas awantury przed meczem 2 - on powinien gasić, a nie wodą atakować.

Dlatego według mnie zgodnie z przepisem do dyskwalifikacji nadawali się: Witka oraz Sow, Slanina i Stanojević. Także Strzelecki, ale on nie był w protokole, więc to sprawa porządkowa, a nie sportowa. Ewidentnie pogwałcili przepis. Pozostali nie wkroczyli w ogień bójki. Jeden czy dwa kroki w stronę boiska to naturalna reakcja, gdy biją kolegę, a nie dramat. Moim zdaniem to byłoby sprawiedliwe i zgodne z przepisem oraz rzeczywistością, choć oczywiście jest jasne, że sędziom było bardzo trudno wyłowić nazwiska w całym zamieszaniu (Witkę i Stanojevicia najłatwiej, bo pierwszy stał w samym środku, a drugi popchnął sędziego). Wideo by pomogło - o tak! - i dlatego absolutnie do listy momentów w meczu, kiedy wideo można używać dopisuję - obok ostatniej sekundy meczu - także bójkę. Ona by wyłowiła Kitzingera i wbiegających, co wiele by dało.

Rozmawiałem z sędziami o tym i mówią o tym, że ten przepis jest kontrowersyjny. Że jest zalecenie, żeby tych, którzy odciągają bijących się, a nie biją, oszczędzić. Ale ten przepis jest i w kontekście sprawy Washington-Tomjanovich ma wielki sens! Argument, że nie byłoby kim grać meczu, jest dla mnie równie bzdurny, jak argument, że lejącego na odlew Gurovicia nie można na długo zdyskwalifikować, bo to by rozstrzygało o wyniku przy zielonym stoliku. To nie jest zielony stolik i decyzja prezesa, to Gurović i wbiegający na boisko zdecydowali o swoim losie i losie zespołów! A ich trzeba (było) tylko ukarać zgodnie z zasadami gry i regulaminem PLK. (Per analogiam, to klub Prokom zdecydował o swoim losie, zatrudniając Gurovicia, a nie prezes ligi, go dyskwalifikując zgodnie z zasadami i rachunkiem krzywd).

Jeszcze raz podkreślam - tym czterem graczom należało się usunięcie z meczu 4, ale na pewno nie żadna dyskwalifikacja na kolejne mecze. Ot, to taka sama sytuacja, jak z pięcioma faulami. Po prostu, przepis mówi, że nie mogą dalej grać i koniec.

--

A o sporcie? Też warto, mimo że bójka zdominowała (słusznie) dyskusje. Bo mimo wszystko (czyli mimo wyników) Turów w tej parze meczów stracił dwie wielkie szanse na wygranie na wyjeździe i właściwie zakończenie rywalizacji. Przy 3:1 (nie mówiąc o 4:0) nie byłoby o czym mówić już chyba. I teraz kwestia - czy Turów te sytuacje na wygranie meczu sam sobie stwarza w każdym spotkaniu i czasami je wykorzystuje, bo po prostu jest dobrym zespołem, na mistrzowskim poziomie? Czy też moc Prokomu jest jednak wielka, że nawet przy kłopotach, dają sobie radę, wygrywając mecze dzięki takim zawodnikom jak dziesiąty w rotacji Simonas Serapinas, który też jest gwiazdą?

To pytanie ciekawe, na które nie znam odpowiedzi. Ale sądzę również, że udzielenie tej odpowiedzi niewiele da nam w próbie oceny szans zespołów w kolejnych meczach. Każde spotkanie to inna historia, inni bohaterowie (w Prokomie), lub - jak w przypadku Logana i Kelatiego - bohaterowie, którzy dostosowują się do systemu obrony rywala, wznoszą na wysoki poziom niedostępny dla niemal żadnego zawodnika w tej lidze.

Dlatego w żadnym z nadchodzących trzech meczów nie można moim zdaniem przewidzieć, co się zdarzy. Wszystko zależy od spokoju zespołów, ustawienia piątek na boisku, proporcji minut, skuteczności trafiania z czystych lub półczystych pozycji, trafień spod kosza Drobnjaka czy Stanojevicia oraz czy Andres Rodriguez trafi swoje dwie trójki czy żadnej. Żadne szczęście czy psychika czy presja (zwłaszcza nie wierzę w nią w Turowie) nie będą miały znaczenia decydującego, ewentualnie pomocnicze.

Przy tym jestem zdania, że bez Milana Gurovicia Prokomowi będzie bardzo, bardzo trudno wygrywać. Pokazały to po części mecze 1 i 2, a to co stało się w drugiej połowie meczu 4 zostanie dogłębnie zanalizowane w sztabie Turowa i na pewno się nie powtórzy. Bez Gurovicia mecz(e) Turów - Prokom - zwłaszcza w Zgorzelcu - będą w mojej opinii wyglądały tak, jak ostatni mecz Turów - Śląsk bez Atkinsa i Homana. Piękna walka, równe spotkanie, a na koniec 10-15 punktów wygranej zgorzelczan. Dlaczego? Bo Gurović to jedyny zawodnik Prokomu, na którego nie było dla Turowa odpowiedzi ani indywidualnej, ani ze strony 'systemu'. Pozostali w mniejszym lub większym stopniu są do zatrzymania.

Ale z Milanem czy bez niego, to będzie dalej fascynujący finał, w którym na pewno Prokom nie powiedział ostatniego słowa. A Turów nie przestanie zadziwiać, robiąc akcje niezwykłe i całkiem zwykłe. Warto oglądać!

Dlatego zakładając, że Gurović w meczu 5 nie zagra, typuję już dzisiaj: Turów - Prokom +13.

PS. Z ostatniej chwili. Mecz 5 pokazujemy w Polsacie Sport w środę od godz. 17.50, a może nawet od 17.30, jeśli uda się zrobić przedmeczowe studio specjalne. Mecz 6 w TV4 w sobotę o godz. 15. :)

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

sobota, 24 maja 2008
Krótko między finałami

A dokładnie między meczami 3 a 4. Było dzisiaj co oglądać, jak zawsze w tym finale. Ale wypada trochę odpocząć, więc tylko w skrócie dzisiaj w reakcji na reakcje.

Dla krytykujących mnie jako krytyka sędziów: tak zostały rozdane role. Sędziowie sędziują, a ja jestem komentatorem (może czasami samozwańczym), który ocenia. Można z tymi moimi ocenami dyskutować i w sumie żałuję, że nikt merytorycznie się ze mną nie kłóci (długi weekend?). :)

Ja i sędziowanie na boisku? To już było. Być może byłem słaby (może i więcej niż może), może za gruby, może nie miałem czasu, a może mi się nie udało. Fajnie było, ale poszedłem dalej, zaliczając jeden mecz w II lidze kobiet (kiedy miała jeszcze znaczenie). I nigdy nie twierdziłem, że byłbym lepszy niż sędzia W. czy sędzia K. Ja uważam, że oni dają radę. Ale zdarzają im się słabe mecze, a ja występuje w roli, w której to oceniam. Na dodatek mam oczywistą przewagę nad sędziami, bo mam czas i powtórki, a także brak odpowiedzialności. Wiadomo! To jest oczywiste! Ale ja nie aspiruje do ich roli, nie uważam, że jestem mądrzejszy. Oceniam tak jak umiem. Być może niesłusznie, ale na pewno w zgodzie z własnym sumieniem. Dyskutujcie! Mówcie - tam był faul, a ty piszesz, że nie. To rozumiem. Inwektywy nie.

Z drugiej strony nie może być zgody na to, że sędziów nie można oceniać. Można oceniać koszykarzy, trenerów, dziennikarzy (a proszę bardzo, niech ktoś zrobi taką analizę mojego komentowania, jeśli komuś to potrzebne), więc można i sędziów.

W tekście na polskikosz.pl sędzia Jakub Zamojski słusznie (tak!) wypowiada się w sprawach związanych z powtórkami wideo dla arbitrów. Pełna zgoda! W końcówce tekstu, broniąc pośrednio swoich kolegów (i siebie chyba też) przed dyskwalifikacjami, porównuje błąd sędziego do nietrafionego karnego Johna Terry'ego w ostatnim finale Ligi Mistrzów. O nie! Na taką analogię moim zdaniem pozwolenia być nie może. Sportowiec MOŻE grać bezbłędnie, a sędzia MUSI grać bezbłędnie. Istotą istnienia arbitra sportowego jest bezbłędność. Nie może być pozwolenia na popełnianie błędów, zwłaszcza z założenia! A już zwłaszcza nie błędów w końcówce dyktujących wynik lub błędów w liczbie masowej.

Nie jestem za tym, żeby sędziemu błądzącemu (jak sędzia Kowalski) zabierać prawo do sędziowania. Jestem za tym, żeby akcja wywoływała reakcję. Żeby sędziowali dobrzy, a słabsi odpoczywali. A - jak mówi sportowe powiedzenie - jesteś tak dobry jak Twój ostatni mecz. I dotyczy to tak sędziów, jak i komentatorów.

Bo gdybym ja dał 'wielbłąda' w transmisji, to naprawdę także zasłużyłbym na 'spieszenie' (jak mówią na wyścigach konnych) na jakiś czas. To zdrowe.

I jeszcze jedno - jakąś bzdurą jest, że piąty faul musi być mocny. Piąty faul jest taki sam jak każdy. Tak jak 'sędzia', który wpisał się z tym komentarzem, twierdzą sędziowie, których ja uważam za słabych. Którzy liczą w pamięci kto ile miał fauli, pilnują, żeby nie zrzucić gwiazdy zespołu, czasami coś gwizdną, czego nie widzą 'na czuja'. Sztuka cierpi! Tego właśnie w sędziowaniu nie lubię. To jest rzemiosło i nigdy w nim nie można robić niczego na skróty.

Dlatego przypadek sędziego Włodkowskiego mnie zasmucił. Bo on zagrał w tej 'słynnej' akcji tak, jakby był za tym, żeby Rodriguez pozostał w grze. I na dodatek chciał wpłynąć na decyzję innego sędziego, czego mu robić nie wolno. Wyglądało na to, że jest tu jakaś intryga, przecież kibice to widzieli. I choć jestem niemal pewien, że nie można tu mówić o żadnej nieuczciwości czy o celowym działaniu (moja analiza błędów na to wskazuje wyraźnie), to niesmak pozostaje. I ciekawe dla mnie jest, czy tylko mnie to obchodzi? Czy obchodzi choć trochę szefów klubów, czyli właścicieli PLK S.A.? Czy obchodzi choć trochę szefa sędziów?

I jeszcze: jest mi obojętne kiedy i kto zrobił film z błędami sędziów. Jakie to ma znaczenie? Ważne, co tam widać, przecież nikt tego nie zmanipulował. Każdy film zawsze przyjmę z dobrodziejstwem inwentarza.

W innej odpowiedzi na komentarze: ja w pracy w Turowie... Ciekawa opcja, ale to wybitnie kalumnia, która ma pozbawić mnie bezstronności. Mogę powiedzieć tak - od 4 czerwca będę zapewne bez zajęcia, czyli do wzięcia, czyli na rynku. Myślę, że o tym kilka osób wie, nie jest to żadna tajemnica. Ja mam kilka pomysłów na siebie w nowych sezonach, ale czy ktoś ma pomysł, żeby mnie zatrudnić? Na razie nic o tym nie wiem. Rozmów o zatrudnieniu w Zgorzelcu oczywiście nie prowadziłem. Zamieniłem kilka zdań z prezesem Waśniewskim w hali przed meczem w Zgorzelcu na tematy ogólne i tyle. Z drugiej strony - czy ktokolwiek mógłby przejść obojętnie obok jakiejkolwiek propozycji z takiego klubu, podobnie jak z Prokomu, Anwilu, Śląska, Polpaku, Stali, Czarnych (i tak dalej) oraz Polsatu, TVP, Nsportu, TVN24 (i tak dalej)? :) GDYBY coś takiego padło, pewnie bym chętnie porozmawiał. :) Zobaczymy, co czas przyniesie, sam nie wiem... A może będzie status quo? :)

Ale czy jestem obiektywny? Proszę o dowody nieobiektywności. I nie przyjmę, jak co roku, argumentu, że o pół tonu wyżej mówię o Turowie niż o Prokomie. :)

Już nie mówiąc o tym, że zabawne jest, jak 'nieobiektywny' jestem wobec Prokomu, gdy właśnie spędziłem całą dobę na pisaniu analizy sędziowania, z której wynika, że sopocianie 'mieli pecha' (delikatnie mówiąc) do gwizdków w meczu 1. Zaiste, moja nienawiść do sopockiego klubu jest wielka.

A finał? Mecz 3 był niesamowity. Czapki z głów przed Prokomem i jego trenerami, którzy dobrze zareagowali po zgorzeleckiej zapaści i grali z pomysłem, mądrze i konsekwentnie. Dali się zaskoczyć w czwartej kwarcie i praktycznie powinni ten mecz przegrać. Jak mówił słusznie po meczu Saso Filipovski, w jego sytuacji po trzech kwartach potrzebny był dżoker (czyli fuks po prostu) i był nim Harding Nana. I gdyby Kameruńczyka wolnego i samotnego wielce pod koszem zobaczył w ostatniej akcji David Logan (a nie podawał do Iwo Kitzingera na trójkę), to zapewne byłby 3:0. Ale jest 2:1 i mecz 4 zapowiada się smacznie.

Milan Gurović był rzeczywiście niesamowity i wreszcie pomagali mu wszyscy dookoła. Jeden z młodych portali nazwał jego 34 punkty rekordem finału. Rekordy to mogą być od 1998 roku w zbiórkach czy asystach, ale punkty są dostępne od początku rozgrywania play-off, czyli od 1985 roku. A więc mała ściągawka ode mnie z pozdrowieniami. Ci faceci rzucaliw finale więcej niż niesamowity Milan w sobotę:

45 - Zelig (Śląsk), 1991, mecz 3
40 - Williams (Śląsk), 1994, mecz 3
39 - Zelig (Śląsk), 1987, mecz 3
36 - Zelig (Śląsk), 1987, mecz 2
36 - Walker (Mazowszanka), 1995, mecz 3
35 - Williams (Mazowszanka), 1995, mecz 4
35 - Kijewski (Lech), 1985, mecz 2
35 - Szczubiał (Zagłębie), 1985, mecz 1
35 - Bargiel (Śląsk), 1989, mecz 3

Zapraszam na transmisję w niedzielę o 15 do TV4. A typ? Prokom - Turów -7.

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

23:44, adrom72
Link Komentarze (99) »
piątek, 23 maja 2008
Sędziowanie w meczu 1, czyli samozwańczy kwalifikator w akcji (cz. 1)
Obiecałem, więc zrobiłem. Obejrzałem dokładnie - klatka po klatce, kiedy było trzeba - cały mecz pierwszy finału Turów - Prokom i zabawiłem się przy tej okazji w sędziowskiego kwalifikatora. Oceniłem po prostu akcję po akcji, jak moim zdaniem to wyglądało - czy decyzja dobra, czy zła. Oczywiście, czynni sędziowie, bieglejsi w przepisach czy interpretacjach, być może mnie poprawią w paru kwestiach, a także - rzecz jasna - każdy niebiegły kibic też może mieć swoje zdanie (choć polecałbym słuchanie mądrzejszych, co staram się zawsze czynić). Więc zastrzegam raz jeszcze - to tylko moja ocena, na pewno obiektywna u źródeł, bo żadnego interesu w bronieniu czy atakowaniu sędziów, albo w staniu po stronie Prokomu lub Turowa nie mam.

(A na koniec będzie także parę uwag o sporcie, nie sędziach, które mi się nasunęły przy oglądaniu).

Jeszcze jedno w ramach wstępu - ocena zdarzeń (a właściwiej zderzeń) boiskowych musi się zmieniać w zależności czy zawodnik ataku jest z piłką czy bez, a kiedy jest z piłką - czy jest w ruchu czy nie. Tak mnie uczono jako sędziego. Dlatego też to samo 'bampowanie' i spychanie rywala w wykonaniu Dragisy Drobnjaka w momencie walki o pozycje bez piłki może być zagraniem dozwolonym, a dokładnie ten sam ruch wobec zawodnika z piłką jest już faulem. Kładzenie ręki zgiętej w łokciu na rywalu będącym tyłem do kosza w bezruchu jest zagraniem legalnym, ale ta sama ręka napierająca na przeciwnika w ruchu, to już może być faul. Takie niuanse czasami są mało znane, ale ważne.

No to teraz opis tego, co zobaczyłem. Według klucza: czas boiskowy - sędzia odpowiedzialny (sędziowali Janusz Calik, Tomasz Trawicki, Dariusz Włodkowski) - opis sytuacji - werdykt mój, samozwańczego kwalifikatora.

I kwarta

8.28 do końca - Włodkowski - faul Rodrigueza na Shakurze przy linii bocznej, moim zdaniem Portorykańczyk czysto wybił piłkę - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Prokomu)

5.43 - Włodkowski - wchodzący pod kosz Shakur jest faulowany (?) przez Rodrigueza, trafia, akcja 2+1, moim zdaniem znów Portorykańczyk trafia tylko w piłkę; ja mam szczęście, kamera jest dobrze ustawiona, sędzia Włodkowski nie ma prawa tego widzieć, bo zasłania mu ciało Rodrigueza; jednak i tak gwiżdże, nie dając szansy na ocenę sytuacji koledze, który widzi wszystko jak na dłoni - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Prokomu)

0.46 - Calik - Stanojević wjeżdża pod kosz z narożnika, roluje się na rywalu, ale jest faul Ljubotiny; na wolnych obrotach widać, jak pierwszy kontakt inicjuje Ljubotina, wkładając rękę w tor biegu Stanojevicia - DOBRA DECYZJA

0.22 - Trawicki - podwójny, oczywisty błąd sędziego - Kitzinger tuż przed końcem 24 sekund robi najpierw kroki ruszając w kozioł (szybki jest, ale kroki są), a potem rzuca po syrenie 24 sekund; klatka po klatce wykazuje, że 0 na zegarze 24 s jest w momencie, gdy na zegarze głównym jest 0.22,8, a Kitzinger wypuszcza piłkę gdy jest 0.22,5. Taka różnica (0,3 sek) to sporo - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

II kwarta

9.15 - Włodkowski - Stanojević gra tyłem do kosza, podwajają go Drobnjak i Ljubotina, są blisko rywala, ale moim zdaniem można grę puścić, tak jak to czynią sędziowie.

8.48 - Włodkowski - Stanojević znów gra tyłem do kosza, tym razem 1x1 z Ljubotiną; sporo jest w tej sekwencji zetknięć, ale obaj zachowują się zgodnie z regułami, aż na koniec Stanojević wysuwa łokieć uderza nim w tors Ljubotinę (średnio mocno), a sędzia gwiżdże faul obrońcy... moim zdaniem żadnego faulu obrońcy tu nie ma, ale i ofensa też nie widzę za bardzo - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Prokomu)

8.07 - Calik - wjazd Petrovicia pod kosz, straszliwie pokraczny odwrócony dwutakt - Petrović łapie piłkę nie w tempo, stojąc nogą na parkiecie, ale wbrew opisom w necie nie robi trzech kroków, tylko jakby dwutakt z miejsca (choć jest w ruchu), dwa i pół kroku; moim zdaniem jest to jednak akcja do puszczenia, bo ruch płynny, po prostu zaczął nie tak jak trzeba; można by to gwizdnąć, ale moim zdaniem nie trzeba było; dla zwolenników spisku - dokładnie, ale to dokładnie, taką samą akcję robi w III kwarcie Slanina (4.30 do końca), i też jest to puszczone i też moim zdaniem słusznie.

6.06 - Calik - gwiżdże faul w obronie Stanojevicia przy ślamazarnej próbie minięcia, zakończonej odegraniem na obwód, w wykonaniu Scekicia; obrona wygląda na czystą (Stanojević bierze rywala na tors), sędzia pokazuje, że Serb uderzył Bośniaka w łokieć - jeśli tak, to z przeciwnej strony niż była kamera i na pewno nie miało to żadnego znaczenia dla akcji - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

3.35 - Włodkowski - przy zbiórce Serapinas zbija piłkę niczyją cztery metry od kosza i trafia w głowę Rodrigueza, sędzia gwiżdże faul Litwina, sprawa ewidentna, po prostu kpina moim zdaniem - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

3.17 - Calik - po faulu Logana na Stanojeviciu pod koszem Kelati blokuje piłkę, Prokom dopomina się uznania punktów; niesłusznie, bo piłka na pewno wznosząca się - DOBRA DECYZJA

1.24 - Włodkowski - Slanina mija pod kosz i trafia na Drobnjaka, Litwin wychodząc w górę nie idzie do przodu i dlatego, mimo że jest kontakt z Drobnjakiem, zgodzę się z sędzią - do puszczenia.

0.36 - Trawicki - Sow gra 1x1 z Drobnjakiem i przy próbie mijania Drobnjak robi ten swój słynny 'bamp'; to jest ewidentny faul, tyle, że Sow nie idzie na rzut, tylko oddaje na obwód do Roszyka, który trafia za trzy; sędzia postępuje więc zgodnie z zasadą 'korzyść-niekorzyść' - odgwizdanie faulu dałoby w tym momencie niekorzyść Prokomowi, bo straciłby punkty - błąd, ale nie-błąd, taka dziwna konstrukcja, ale w kontekście sytuacji DOBRA DECYZJA :)

PODSUMOWANIE I POŁOWY

Błędy sędziów takie, jakie się zdarzają w każdym meczu, choć dwa grube: 24 sekundy po krokach i Serapinas. Nic wielkiego się nie dzieje. Łącznie sześć błędów, trzy na korzyść Turowa, trzy na korzyść Prokomu. Sędziowie: Włodkowski 4 błędy (!), Trawicki 1, Calik 1.

[ciąg dalszy poniżej w cz. 2]

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

03:18, adrom72
Link Komentarze (8) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30