RSS
wtorek, 03 czerwca 2008
Wideo już gotowe, a Wy - jak typujecie?

Dzisiaj przyspieszyliśmy - wideo jest już gotowe. Do Magazynu Dogrywka udało się zaprosić Wojciecha Kamińskiego, trenera Polonii Warszawa, który ciekawie zanalizował, to co się działo. Jak typował on, jak typowaliśmy my, z Łukaszem Ceglińskim? Zapraszam do obejrzenia. Także do zobaczenia skrótów meczów 5 i 6 - warto sobie to przypomnieć.

Jak Wasze typy na mecz 7? Ja swój utajniam i wysyłam do Wojczyna. Ujawnimy go po meczu. :)

Transmisja? W środę od godz. 18.00 do 20.30 mamy miejsce na antenie Polsatu Sport i miejmy nadzieję, że to miejsce dobrze wykorzystamy.

No to zapraszam do wideo.

Magazyn Dogrywka: Jak typować mecz 7?

Jak PGE Turów pokonał Prokom Trefl w szóstym meczu?
Prokom ogrywa Turów w Zgorzelcu w piątym spotkaniu
 

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 
01:07, adrom72
Link Komentarze (73) »
niedziela, 01 czerwca 2008
Ależ finał - gramy dalej!

Niedziela - czas lekkiego odpoczynku. Dlatego na razie tylko kilka słów z tekstu, który 'idzie' do GW na poniedziałek. Może więcej dzisiaj, a może jutro. Ależ finał!!!

Tydzień w lidze koszykarzy

Opowieść o prawdziwych liderach

Słuchanie po szokującym meczu szóstym finału DBE na konferencji prasowej środkowego Turowa Dragisy Drobnjaka to była prawdziwa przyjemność. Nie, żeby to było jakieś zaskoczenie, bo Drobnjaka słuchać możemy od dwóch sezonów, ale zawsze jest to przeżycie. Dawno nie było w polskiej koszykówce gracza tak celnie odpowiadającego na pytania, a także czującego problemy swojego zespołu. Na przykład kiedy wobec sztampowego pytania o presję potrafi mówić frapująco przez kilka minut ("Uwielbiam presję! Bez walki z presją nie można niczego osiągnąć, ani w sporcie, ani w życiu). Albo, kiedy mówił szczerze o swoich uczuciach po meczu 5 ("Nigdy wcześniej nie byłem tak rozczarowany swoim zespołem"). A także, kiedy opowiadał, jak pracował nad swoimi kolegami przez kilka poprzednich dni.

31-letni Drobnjak, były zawodnik Euroligi, czterokrotny mistrz Słowenii, w przegranym przez Turów meczu piątym nie grał w końcówce. W tle był wtedy także Andres Rodriguez. W sobotę dwaj liderzy zespołu ze Zgorzelca dostali zielone światło od trenera Saso Filipovskiego i zrobili swoje. Zagrali znakomicie i nie tylko słowem poza boiskiem, ale także przykładem na parkiecie pokazali swoim kolegom, jak się zdobywa tytuł.

I tu właśnie widzę sporą różnicę między zespołami, która wypłynęła akurat w tym momencie - podczas niebywale emocjonalnego meczu numer 6. Ciekawa zresztą jest sama konstrukcja zespołu ze Zgorzelca. Liderami są zawodnicy, którzy wykonują zadania specjalne - czyli właśnie Rodriguez i Drobnjak. Punkty zaś zdobywają młodsi i korzystający ze wsparcia (boiskowego i pozaboiskowego) Logan i Kelati.

W Prokomie - mam wrażenie - zbyt często na pozycji lidera jest wakat, albo próbuje ją wypełniać boiskowy lider sprzed lat, czyli trener Tomas Pacesas. Jednak krzyki na wszystkich (poza Milanem Guroviciem) chyba coraz rzadziej działają. A jak na boisku wypadli liderzy Prokomu? Blado. Donatas Slanina w całym finale nie jest sobą, a Gurović (po bójce nadal kapitan sopocian) - no cóż, poza jednym meczem po prostu nie istnieje, nie pomaga, a wręcz szkodzi. Co ciekawe, trener Pacesas przyznał, że w szóstym meczu celowo postawił na Serba, uznając, że jest (po dyskwalifikacji) "wypoczęty fizycznie i psychicznie". Ten pomysł się okazał samobójczy, tym bardziej, że w szóstym meczu samoistnie nie wykreowali się żadni inni punktujący.

Stawianie prognoz na środowy, siódmy, ostatecznie decydujący mecz jest wróżeniem z kształtu chmur. Gdyby starać się myśleć racjonalnie, to Turów ma w swoich atutach własną halę, przejście przez największe z możliwych kłopoty, wykreowanie nowych pomysłów i ciągła aktualność starych oraz trenera, który - być może - mając spore doświadczenie w tego typu sytuacjach wie, na co teraz może sobie pozwolić. Prokom? Ma zawodników, którzy ciągle mogą w pojedynczym meczu zagrać coś poza zasięgiem rywali - Gurovicia, Slaninę czy Dylewicza. Mają też - moim zdaniem - najlepszą zespołową obronę w Polsce, do której jednak na boisku muszą być odpowiedni zawodnicy. A także którą można rozmontować, sprowadzając grę do akcji "jeden na jednego" czy "dwóch na dwóch".

Szkoda, że ten finał w środę się skończy, bo z meczu na mecz jest ciekawszy. Gdyby - tak jak napisał jeden z portali - grało się do siedmiu wygranych - mielibyśmy przed sobą jeszcze wiele dni fascynującej koszykówki. Ale i tak - obok finału 1998 (Pekaes - Śląsk 3:4), finału 1999 (Śląsk - Nobiles 4:3) i finału 2003 (Prokom - Anwil 2:4) przechodzi do klasyki.

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

12:11, adrom72
Link Komentarze (28) »
czwartek, 29 maja 2008
Jak gra Mama Filipovskiego czyli Prokom V Wielki?
Wielki - bo styl, w jakim wygrał piekielnie trudne i ważne spotkanie numer 5, był naprawdę wielki. Piąty - bo to może być piąty tytuł Prokomu, a nawet powinien być.

Wygrana 66:59 w Zgorzelcu jest nie do przecenienia. Oczywiście, nie wierzę w żadną decydującą moc historycznych statystyk (a te mówią, że kto wygrał w Polsce spotkanie 5, ten wygrywał serię do czterech wygranych), bo zawsze musi być ten pierwszy raz. Ale emocjonalny i taktyczny 'switch' w tej rywalizacji jest oczywisty.

Prokom mocno nadwerężył (ciągle nie mogę uwierzyć, że tak się poprawnie pisze to słowo) wszystko, co ważne w Turowie już w drugiej połowie meczu 4. Mówię o pewności siebie, wierze w system i trenera, a także we własną skuteczność, zwłaszcza liderów Logana i Kelatiego. Obrona sopocian to wszystko przełamała, a w środę dzieło zostało dokończone. Panowie L&K nie pograli sobie (ten pierwszy jeszcze momentami coś wykreował, ale też z ogromnym wysiłkiem; drugi nic), a trener Saso Filipovski w obliczu kryzysu przestał być sobą (o tym za chwilę). I nie było w tym żadnych cudów z pogranicza parapsychologii. Sprawiły to pomysł, taktyka, wykonanie i (gdzieś w dalszej kolejności) koncentracja oraz determinacja Prokomu.

Wykonawcy? Niesamowici. Nie-do-przecenienia świetni w obronie w pomocy (help-defenders) Pape Sow i Tomas Masiulis. Nadążający za swoimi graczami przy zasłonach Simonas Serapinas, Donatas Slanina i Krzysztof Roszyk. Ten ostatni - pewny i odważny jak nigdy w ataku. Rozgrywający nie robiący zbyt wielu błędów i powstrzymujący się od niepotrzebnych rzutów w czwartej kwarcie. No i król polowania Filip Dylewicz, który po meczu powinien od obecnego w hali Adama Wójcika dostać jakąś palmę pierwszeństwa, berło z plecaka wyjęte albo choć wyświechtaną koronę zapomnianą na półce gdyńskiej rezydencji. Gość, który przeszedł daleką drogę, żeby w takim meczu, w takiej sytuacji, zagrać jak prawdziwy lider.

Rok temu w meczu numer 3 ten sam Dylewicz w tej samej hali rozstrzygnął losy finału. Teraz mogło się stać to samo, ale styl był mocniejszy. Bo tamto to był jednak wyskok. A ten sezon od pewnego momentu to pasmo solidnej lub świetnej gry Dylewicza. Jak sprawdziłem w notatkach - ostatni tak dobry punktowo występ Polaka w finale to 29 punktów Adama Wójcika w 3 meczu finału 2001 Śląsk - Anwil. Dawno. I dlatego tak bardzo cieszy.

Po meczu pytałem Filipa, czy był dzisiaj zastępczym kapitanem Prokomu w miejsce niesławnego Milana G. Mówił, że się do takiej funkcji nie nadaje (kapitanem był Slanina). Ale być może niedługo na tę opaskę zasłuży. W środę bardzo chciał, to było widać, i co ciekawsze umiał. Jego akcje w ataku były nie do zatrzymania. I przy okazji - sprawdził się pomysł, żeby Dylewicza wstawiać do gry po kilku minutach każdej połowy. To też nie było bez znaczenia.

--

A Turów? O Kelatim i Loganie już było. Iwo Kitzinger w tym meczu, podobnie jak kilku zagranicznych kolegów (SL, MS, VP), po prostu nie dał rady przełamać obrony mistrzów. Jeszcze nie teraz. Pracy ma przed sobą sporo, tym bardziej, że wygląda na to, iż na poważnie i stale zmienił pozycję na boisku na PG. Słusznie, niech pracuje nad tym dalej w ten sposób, nic na tym nie straci, a w razie czego - jak Andrzej Pluta - może później kiedyś wrócić na SG.

Andres Rodriguez był bardzo mądrze pilnowany i choć zagrał swoje, to brak jego dwóch trójek celnych (były w meczu 1 i 2) bardzo zabolał Turów (0/6 z gry). To taki zawodnik, wyżej nie podskoczy. Dragisa Drobnjak bronił co mógł, rzucił co mógł, ale - dla mnie to ciekawe - w końcówce czwartej kwarty nie grał. Czy naprawdę więcej wniósł Scekić? No i Robert Witka - który gra naprawdę bardzo dobrze - ale porównania z Filipem Dylewiczem jednak nie wytrzymuje. W czwartej części jego akcje były złe, ale tak samo źle grał cały Turów. Pod presją zgorzelczanie padli jak mucha, rzucali przez ręce, grali niecierpliwie, potem przestali ze zniecierpliwienia bronić, nie kontrowali, denerwowali się. Nie ma co na Witkę narzekać, bo znikąd pomocy nie dostał. Tak czy owak w meczach w Zgorzelcu spisał się po prostu dobrze, a może więcej.

Miałem takie wrażenie, że Turów jest po prostu zmęczony? (Czy to w ogóle możliwe?) Na ogół to właśnie zmęczeni gracze podejmują złe decyzje, a niektóre rzuty z czwartej kwarty były oddane po prostu w sposób bezsensowny. Czy to kilometry zrobione w poszukiwaniu wolnych pozycji przez Logana i Kelatiego oraz ciężkie minuty dla graczy pierwszej piątki miały znaczenie? W końcu był to trzeci mecz przy naprawdę wielkim poziomie intensywności w pięć dni. (Dla Prokomu też, ale oni szersi).

Ciekawa była wypowiedź na konferencji Thomasa Kelatiego. Ten człowiek był po prostu przybity. Wyglądał na takiego, który nie dał rady po prostu. Mówił o wielkim rozczarowaniu swoją grą (nie zespołu!), mówił o tym, że każdy musi spojrzeć w głąb siebie i sięgnąć po najgłębsze pokłady charakteru. Prawda. Choć dla mnie te poszukiwania wewnątrz siebie muszą być poparte pomocą taktyczną, jakimiś nowymi pomysłami na Sopot. (Choć może powrót Gurovicia i jego słabsza obrona przeciwko komuś z dwójki Kelati/Logan będzie jakimś impulsem dla zgorzelczan).

I tu przechodzimy do najciekawszej dla mnie obserwacji dnia. Trener Saso Filipovski. Po pierwsze w czasie meczu - trzy czasy w drugiej połowie nie przyniosły mu żadnej widocznej zmiany taktycznej i żadnego skutku w postaci wyczekiwanych długo punktów. Wyglądało mi na to, że Filipovski proponował kolejne zagrywki swoim zawodnikom, ale to nie dawało skutku. Wyglądało, jakby się coraz bardziej irytował, że Prokom jednak broni za dobrze na jego pomysły.

Po drugie, ta właśnie irytacja, choć pokazana w sposób kulturalny, widoczna była po meczu na konferencji. Może za rzadko byłem w Zgorzelcu, ale nie spodziewałem się po tym trenerze wypowiedzi typu: 'Moja mama by rzuciła więcej punktów' (o 9 minutach z 2 punktami w czwartej kwarcie) lub 'Jeśli Drobnjak daje więcej trójek niż Logan i Kelati, to nie jest dobrze'. Nie były to miłe słowa dla ludzi, którzy dali Filipovskiemu wiele w tym sezonie. Nie były to wypowiedzi z cyklu 'wygrywamy i przegrywamy razem, jako zespół'. Wyglądało to trochę jak wskazanie winnych porażki. Może tak Filipovski właśnie reaguje na wymknięcie się z rąk naprawdę wielkiej szansy.

W kontrze do tego - podczas tej samej konferencji Pacesas po raz pierwszy od wieeeeelu tygodni (bo znak zapytania nad jego głową wisiał od serii porażek w marcu, jeśli nie wcześniej) był wyluzowanym i żartującym gościem. Po wyjątkowo długim spiczu Filipa Dylewicza poklepał go po plecach i mówił, że ma dla niego pracę w Pi-aRze (co na to Mirosław Alojzy???). Śmiał się i dowcipkował. Ulga była widoczna wyraźnie. Zasłużona. Ciekawy i dobry moment w karierze Pacesasa, trenera-debiutanta.

--

Kiedy Tomas Pacesas wychodził z konferencji, pozwoliłem sobie na oddzielne gratulacje dla trenera Prokomu. Choć jestem tylko jedną z wielu twarzy w tłumie, to jednak w tym momencie uznałem, że gratulacje mu się szczególnie należały. Po pierwsze dlatego, że wielokrotnie stawiałem tezy przeciwne do stawianych przez trenera Pacesasa. Na przykład, że samą obroną nie da się wygrać tego finału, co bez przerwy podkreśla (mecz 5 pokazał, że da się, a nawet więcej - że nie dałoby się inaczej). Że Jovo Stanojević jest konieczny do wygrywania (grał 5 minut w meczu 5). Że bez Milana Gurovicia zabraknie punktów w ataku (jakoś nie zabrakło). Część tych tez stawiali też kibice Prokomu. Ale to Pacesas, jak dotąd, miał racje w swoich decyzjach, bo wygrywa w tym finale. I to mu powiedziałem - wygląda na to, że to on miał rację, a nie krytycy, tacy jak ja.

Ale nie mogę sobie w tym momencie odmówić, żeby przypomnieć, jakie były powszechne - także internetowe, także sopockich kibiców - oceny pracy Pacesasa po meczach 1 i 2. Wtedy dawałem znaki zapytania po większości tez, krytycznie oceniałem wypowiedzi Litwina w prasie, ale przypominałem, że najwięcej zależeć będzie od tego, jak ten finał się skończy, a nie jak się zaczął. Pacesas ma prawo do błędów (był nim choćby system obrony w meczach 1 i 2), ale jeśli nadal w dobrym stylu będzie je naprawiał, tak jak w tym finale, ocena będzie bardzo wysoka. Nawet jeśli ktoś (ja na przykład) nadal będzie uważał, że krzyku w tym wszystkim jest za dużo. Cóż, po 8 latach z trenerem Eugeniuszem Kijewskim (jakże fajnie, że poprowadzi zespół z Poznania w ekstralidze!) przy ławce Prokomu leżało sporo niewykorzystanych krzyków do zagospodarowania. Jakoś to znieść trzeba.

Ale - jak zawsze podkreślam - ocena Pacesasa pozostaje jeszcze w zawieszeniu. Jakaż by była, gdyby teraz, w tych okolicznościach, Prokom przegrał finał? Wiadomo... Ale jaka będzie, jeśli Prokom wygra mistrzostwo, nie mając w finale przewagi własnego boiska i przegrywając po dwóch meczach 0:2? Też wiadomo...

--

Co dalej? Prokom ma już autostradę do mistrzostwa otwartą, choć każdy, kto pamięta mecze 3 i 4 nie może być pewnym niczego. Jak podziała na wszystkich (głównie na obronę Prokomu na pozycjach 2 i 3) powrót Milana Gurovicia? Czy Saso Filipovski rzeczywiście przestał wierzyć w swoich i spróbuje sięgnąć po Mamę Filipovski? Czy Kelati lub Logan rzuci ponad 30 punktów? To mogłoby zmienić tę serię, po raz któryś tam. Ale obronna forma najlepiej - dla mnie bez wątpienia - broniącego zespołu w Polsce - Prokomu, żeby nie było wątpliwości - nie zwiastuje meczu 7.

Typ na sobotę - przypominam, że to o godz. 15 w TV4: Prokom - Turów +5.

--

A propos typów - mój typ na finał się już nie sprawdzi... (Było, że będzie 4:2 dla Turowa). Zobaczymy, co będzie dalej, ale w każdym razie dokładnie już nie będzie. Wydawało mi się po meczu w Zgorzelcu, że gdzieś w tle szumu fal, jaki miałem w uszach po zwielokrotnionym przez nasze mikrofony huku trąb, słyszałem skandowanie mojego nazwiska. Rozumiem, że to był bezpośredni przeskok z 'Milan Gurović!' z meczu 4. Czyli wypunktowanie żałosnego luzera, którego należy głośno pożegnać, bez żalu? :)

Jeśli się nie przesłyszałem, skandujących pozdrawiam. To już bodaj czwarty przypadek w DBE w tym sezonie, jak na skromnego gryzipiórka sporo... I gratuluję przy okazji udanych typów (bo przecież na pewno wszyscy z Was typowali na Prokom), niesamowitych pozytywnych emocji, jakie musieli przeżywać, a także świetnego zespołu, jaki się urodził. Na pewno świetnie jest być teraz kibicem PTS.

Czasami w takich momentach żałuję, że gdzieś od 1991 roku nie jestem już kibicem niczyim. Że takie emocje są dla mnie niedostępne. Ale tylko czasami. :) Wybaczcie osobisty wtręt.

Do zobaczenia w Sopocie. Jutro - jeśli nic tfutfu nie stanie na przeszkodzie - pojadę zobaczyć, co słychać u najlepszych polskich juniorów rocznika 1990 i młodszych. Warto?

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

03:19, adrom72
Link Komentarze (53) »
poniedziałek, 26 maja 2008
Z Milanem lub bez niego
Ależ się działo! Finał 2008 zrobił się pasjonujący i wielowątkowy, co tylko może cieszyć. Paradoksalnie, w dzisiejszym brutalnym świecie mediów zbrukowcowanych (spójrzcie na tytuły linków w Gazeta.pl, na głównej stronie), taka sytuacja jak w meczu 4 może tylko pomóc w popularności koszykówki. Dody co prawda nie mieliśmy na meczu gwiazd, ale za to od czego mamy Milana G...

Oczywiście, nie cieszę się, ale skoro od miesięcy jestem w depresji, że dobra koszykówka, fajne mecze, ciekawa liga, być może także fajne transmisje - to wszystko nie pomaga w promocji koszykówki, to może pomoże brud i bagno? Niech pomoże cokolwiek, bylebyśmy tego na siłę nie kreowali. Wszyscy wiemy, że koszykówka jest warta największej popularności.

Ale do rzeczy, najpierw link - bo tam już coś o sprawie pisałem.

A teraz o samej bójce. Na podstawie filmu z youtube głównie, ale i własnego doświadczenia i refleksji.

Po pierwsze, oglądając sprawę na zwolnionych powtórkach wydawało mi się, że Thomas Kelati jakiejś prowokacji jednak dokonał. Jednak na normalnych obrotach widać, że on się po prostu odwrócił w stronę Gurovicia, który wykonał bardzo mocny faul. I od razu dostał w czambuł.

To pierwszy atak Gurovicia. Drugi nastąpił po pchnięciu w plecy przez Iwo Kitzingera, ale widać wyraźnie, że Gurović nie był bynajmniej uspokojony. On czekał (!) na odpowiedni moment, żeby zaatakować Kelatiego jeszcze raz. Wykorzystał więc zbliżenie rywala spowodowane przez pchnięcie Iwo Kitzingera w plecy, i walnął po raz drugi. Potem mija kilkanaście sekund i Gurović - moim zdaniem - nadal czeka, aż będzie moment na atak. I kiedy wszyscy są już spokojni, wyrywa się Ljubotinie i atakuje trzeci raz. Chyba Kelatiego, ale co najmniej dwa razy wyprowadza ciosy w kierunku Kelatiego i później innego zawodnika Turowa.

(Publiczność w tym momencie skanduje 'Milan Gurović' - w czasie transmisji komentował to Tomek Jankowski, nie ja - co z moją wrażliwością uważam za spory skandal, ale jak wiadomo z wielu naszych dyskusji na blogu i gdzie indziej, nie mam wrażliwości kibola. Gdybym był kibicem Prokomu w tym momencie Gurović rujnowałby moje szanse na mistrzostwo, a nie walczył o nie, a chyba o to w tej całej zabawie chodzi, a nie o to, żeby przy okazji meczów dowalić z pięści złym przeciwnikom).

Przechodząc do konkretów, moim zdaniem (podkreślam) nie ma porównania tej sytuacji z akcją Daniels - Sulović sprzed pół roku (obaj pauzowali po meczu). Tam MOCNO SPROWOKOWANY Daniels uderzył rywala raz. I sprawa się skończyła. Tu NIESPROWOKOWANY (a nawet prowokujący Kelatiego jakimś dziwnym machaniem rękami przed nosem) Gurović atakuje dwa razy w amoku i trzeci raz z premedytacją.

Zmierzam oczywiście do wymiaru kary. Pieniądze grają drugorzędną rolę, i tak najprawdopodobniej kary indywidualne zapłaci klub. Ważne są mecze dyskwalifikacji. Prezes Janusz Wierzbowski wymierzy swoją karę (może to już się stało, ten wpis powstaje wyjątkowo długo), ale ja za każdy atak dałbym jeden mecz kary. Łącznie trzy. To były oddzielne ataki, oddzielne ciosy. No dobrze, ewentualnie mógłbym się zgodzić z argumentem, że to były dwie sekwencje - dwa mecze dyskwalifikacji. I tak samo - za atak Kitzingera na Gurovicia - także jeden mecz kary - za agresję i atak na rywala w momencie bójki, czyli właśnie wtedy, kiedy od koszykarzy oczekujemy braku agresji.

Dodatkowy argument za mocną karą Gurovicia - pełna premedytacja. On mówi coś o prowokacji ze strony Kelatiego, ale nikt tego nie widział. Jeśli coś takiego zobaczę na filmie, zmienię zdanie. Ale jest jeszcze jeden argument - były ostrzeżenia po meczu 2. Po przepychance przed meczem była mowa o tym, że kary finansowe są wysokie, żeby ostrzec, żeby więcej nie było niesportowych zachowań. I co? To teraz pustosłowie?

I jeszcze o porównaniach kar. Kiedyś Michael Hawkins za sprowokowane uderzenie rywala dostał cztery mecze dyskwalifikacji. W tym kontekście Gurović powinien 'wisieć' z 10 meczów. Ale - od tamtego czasu zmieniono przepisy regulaminu. Wtedy 4 mecze to było minimum przy naruszeniu nietykalności cielesnej. Teraz to minimum to jeden mecz. Dla mnie jednak to nie była akcja na minimum.

Kiedy Brandun Hughes bił po meczu Dawida Witosa, dostał pół roku dyskwalifikacji (dobrze pamiętam?). To była podobna sytuacja, bo z premedytacją, poza grą, po 'ostudzeniu'. Dla mnie kara dla Gurovicia powinna iść w tę stronę.

Co powie prezes? Zobaczymy. W każdym razie dobitnie chciałem podkreślić, że kara o grubej dyskwalifikacji nie będzie wpływaniem na wynik finału przy zielonym stoliku. To Gurović wpłynął na wynik, a nie prezes, który ma tylko wyjąć regulamin, przymierzyć zachowanie zawodnika to paragrafów i porównać z innymi tego typu przypadkami, ocenić stopień premedytacji i liczbę ataków, a potem wydać wyrok.

---

Warto też pochwalić sędziów. Poza dyskusyjną kwestią zastosowania przepisu o wejściu z ławki podczas bójki zachowali się perfekcyjnie. Widać na filmie, jak jeden z nich rozdziela bijących się, drugi obserwuje sytuację, a trzeci dba o to, żeby na boisko nie wchodzili żadni kolejni zawodnicy z ławki. Kary po naradzie też były adekwatne, z wyjątkiem Kitzingera, którego zachowania mogli nie zauważyć, a także z wyjątkiem tych ławek (o czym poniżej). Dyskwalifikacja z meczu dla Gurovicia ewidentna, techniczny dla aktywnego Kelatiego również, techniczne dla ławek także (są przewidziane także w wypadku dyskwalifikacji za wbiegnięcie z ławki zawodników, o czym niżej). Brawo dla panów Marka Ćmikiewicza, Jakuba Zamojskiego i Andrzeja Zalewskiego.

Za cały mecz również, bo choć mnie osobiście akcja 'zero tolerancji dla dotyku' nie odpowiada, wolę trochę gry przy nieistotnych zetknięciach, albo przy czapie Sowa na Witce, ale panowie taką linię obrali i konsekwentnie trzymali się jej przez cały mecz. I mieli do tego prawo.

--

O sprawie wbiegnięcia na boisko z ławki podczas bójki słów kilka. Przepis jest jasny: kto opuszcza strefę ławki w czasie bójki MUSI być zdyskwalifikowany (jest nawet takie podkreślenie w tekście przepisów!). Dodam od razu, bo to może być źle zrozumiane, chodzi o usunięcie zawodnika z tego meczu, a nie z jakichś następnych (tak dzieje się w NBA, w FIBA nie ma takiego przepisu). Nie było więc mowy o zakończeniu finału czy walkowerze w meczu 4, nawet gdyby zdyskwalifikować całe ławki (o tym za chwilę), bo i tak było w grze wystarczająco dużo zawodników (jak wiadomo, do kontynuowania meczu wystarczy dwóch z jednego zespołu).

Przepis jest jasny i ma na celu zminimalizowanie ryzyka bójki totalnej, czyli takiej, w której uczestniczą wszyscy zawodnicy. Jeśli nawet wybuchnie bój na pięści 5x5, to jest to do opanowania dla trzech sędziów i dwóch trenerów (oni mają prawo wejść na parkiet, żeby rozdzielać, tylko oni!). 12x12 już nie za bardzo.

W Sopocie bez wątpienia wszyscy, którzy wbiegli, nie chcieli lać, ale rozdzielać. Widać to wyraźnie po zachowaniu Jovo Stanojevicia i Tomasa Masiulisa oraz Roberta Witki. A jednak to nie ma większego znaczenia, bo to nie oni są od tego (mówią o tym WYRAŹNIE przepisy).

Była taka - bardzo słynna w USA - historia w latach 70., w której brali udział koszykarze Los Angeles Lakers (Kermit Washington) i Houston Rockets (Rudy Tomjanovich). Washington wdał się w bójkę z jakimś innym zawodnikiem Rockets, a Tomjanovich biegł z ławki, żeby ich rozdzielać. Nie dobiegł, bo kątem oka zobaczył go Washington i myśląc, że Tomjanovich atakuje, z półobrotu potężnym ciosem potężną pięścią przywalił mu prosto w twarz. Tomjanovich stracił przytomność, przez wiele tygodni był w śpiączce, z trudem przeżył, do dzisiaj jest pokancerowany na twarzy.

Nie wiem, czy właśnie ta sprawa nie była przypadkiem inspiracją do wprowadzenia tego przepisu o ławce i bójce. Łatwo sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby Gurović zobaczył dobiegających z ławki siedmiu turowiaków z podniesionymi pięściami. Oni (oraz prokomiacy) MUSIELI zostać na ławce.

I teraz - biorąc pod uwagę literę i DUCHA przepisów - fakty. Obejrzałem dokładnie film na youtube.com z naszej transmisji (jutro postaram się, żeby pojawił się film lepszej jakości na Sport.pl) i zobaczyłem co następuje. W momencie pierwszych ciosów Gurovicia i pchnięcia Kitzingera ze strony Turowa na boisko wchodzi bez wątpienia Robert Witka, który pojawia się z ławki w samym centrum zamieszania i choć jest bierny, to bez wątpienia jest. Krok na boisko robi też Dragisa Drobnjak, ale - I TO WAŻNE - tylko po to, żeby szeroko rozłożyć ręce i pokazać kolegom z ławki, żeby nie wchodzili na boisko. Widać to wyraźnie w pierwszej części filmu, bez powtórek. Jest wyraźna intencja Drobnjaka i wyraźna przerwa między nim a ogniskiem bójki. To samo dotyczy Rodrigueza, który idzie szeroko, więc nie trafia w ręce Drobnjaka, ale po chwili przypomina sobie o sprawie i cofa się. Drobnjak - prawdziwy kapitan, zaprawiony w bałkańskich bojach, wie, co grozi zespołowi, gdy ławka rusza na boisko.

Poza Witką na boisko wchodzi także rezerwowy (spoza składu) Maciej Strzelecki, który łapie w pół Kelatiego. Reszta zawodników Turowa pojawia się na boisku dużo później, kiedy już jest spokojnie, a który to spokój przerywa jeszcze raz Gurović ponownym atakiem. Wtedy widać na parkiecie kilku kolejnych zawodników Turowa, ale moim zdaniem w tym przepisie chodzi o ten pierwszy moment bójki, o to, żeby nie wchodzili oni (jak Witka) w ogień walki. Dlatego ich zachowanie - bo pozostali na ławce w pierwszym momencie - można potraktować inaczej.

Teraz Prokom. Od razu (!) w momencie bójki biegiem ruszają z ławki w stronę zamieszania Pape Sow, Donatas Slanina i Jovo Stanojević, którzy docierają do bijących się. Ewidentna sprawa. Kilka kroków na boisko robią też Simonas Serapinas i Przemysław Zamojski, ale oni zawracają - sprawa podobna jak z Rodriguezem, nie ma tu łączności z bójką, choć obaj poszli trochę za daleko - ale bądźmy ludźmi. Tymczasem jedynym, który zachował się jak koszykarz, był w Prokomie Tim Kisner. Zapewne ogląda non stop NBA i wiedział, o co chodzi. Został na miejscu. Kiedy spojrzałem na ławkę Prokomu tuż po awanturze nie było tam nikogo poza Kisnerem i jego nieodłącznym ręcznikiem. Też ciekawe, różnica znacząca - NIKT w sztabie mistrzów Polski nie zainteresował się tym, żeby zadbać (jak Drobnjak), żeby ławka została na ławce. Spóźniona nieco była tylko reakcja Romana Tymańskiego, który próbował ściągać z parkietu zawodników po ich wejściu. Nie mógł zatrzymywać kolegów na pewno kapitan, bo właśnie młócił kogo popadło, ale na pewno takie osoby powinny się w sztabie Prokomu znaleźć. To samo pisałem o zachowaniu asystenta trenera Turowa podczas awantury przed meczem 2 - on powinien gasić, a nie wodą atakować.

Dlatego według mnie zgodnie z przepisem do dyskwalifikacji nadawali się: Witka oraz Sow, Slanina i Stanojević. Także Strzelecki, ale on nie był w protokole, więc to sprawa porządkowa, a nie sportowa. Ewidentnie pogwałcili przepis. Pozostali nie wkroczyli w ogień bójki. Jeden czy dwa kroki w stronę boiska to naturalna reakcja, gdy biją kolegę, a nie dramat. Moim zdaniem to byłoby sprawiedliwe i zgodne z przepisem oraz rzeczywistością, choć oczywiście jest jasne, że sędziom było bardzo trudno wyłowić nazwiska w całym zamieszaniu (Witkę i Stanojevicia najłatwiej, bo pierwszy stał w samym środku, a drugi popchnął sędziego). Wideo by pomogło - o tak! - i dlatego absolutnie do listy momentów w meczu, kiedy wideo można używać dopisuję - obok ostatniej sekundy meczu - także bójkę. Ona by wyłowiła Kitzingera i wbiegających, co wiele by dało.

Rozmawiałem z sędziami o tym i mówią o tym, że ten przepis jest kontrowersyjny. Że jest zalecenie, żeby tych, którzy odciągają bijących się, a nie biją, oszczędzić. Ale ten przepis jest i w kontekście sprawy Washington-Tomjanovich ma wielki sens! Argument, że nie byłoby kim grać meczu, jest dla mnie równie bzdurny, jak argument, że lejącego na odlew Gurovicia nie można na długo zdyskwalifikować, bo to by rozstrzygało o wyniku przy zielonym stoliku. To nie jest zielony stolik i decyzja prezesa, to Gurović i wbiegający na boisko zdecydowali o swoim losie i losie zespołów! A ich trzeba (było) tylko ukarać zgodnie z zasadami gry i regulaminem PLK. (Per analogiam, to klub Prokom zdecydował o swoim losie, zatrudniając Gurovicia, a nie prezes ligi, go dyskwalifikując zgodnie z zasadami i rachunkiem krzywd).

Jeszcze raz podkreślam - tym czterem graczom należało się usunięcie z meczu 4, ale na pewno nie żadna dyskwalifikacja na kolejne mecze. Ot, to taka sama sytuacja, jak z pięcioma faulami. Po prostu, przepis mówi, że nie mogą dalej grać i koniec.

--

A o sporcie? Też warto, mimo że bójka zdominowała (słusznie) dyskusje. Bo mimo wszystko (czyli mimo wyników) Turów w tej parze meczów stracił dwie wielkie szanse na wygranie na wyjeździe i właściwie zakończenie rywalizacji. Przy 3:1 (nie mówiąc o 4:0) nie byłoby o czym mówić już chyba. I teraz kwestia - czy Turów te sytuacje na wygranie meczu sam sobie stwarza w każdym spotkaniu i czasami je wykorzystuje, bo po prostu jest dobrym zespołem, na mistrzowskim poziomie? Czy też moc Prokomu jest jednak wielka, że nawet przy kłopotach, dają sobie radę, wygrywając mecze dzięki takim zawodnikom jak dziesiąty w rotacji Simonas Serapinas, który też jest gwiazdą?

To pytanie ciekawe, na które nie znam odpowiedzi. Ale sądzę również, że udzielenie tej odpowiedzi niewiele da nam w próbie oceny szans zespołów w kolejnych meczach. Każde spotkanie to inna historia, inni bohaterowie (w Prokomie), lub - jak w przypadku Logana i Kelatiego - bohaterowie, którzy dostosowują się do systemu obrony rywala, wznoszą na wysoki poziom niedostępny dla niemal żadnego zawodnika w tej lidze.

Dlatego w żadnym z nadchodzących trzech meczów nie można moim zdaniem przewidzieć, co się zdarzy. Wszystko zależy od spokoju zespołów, ustawienia piątek na boisku, proporcji minut, skuteczności trafiania z czystych lub półczystych pozycji, trafień spod kosza Drobnjaka czy Stanojevicia oraz czy Andres Rodriguez trafi swoje dwie trójki czy żadnej. Żadne szczęście czy psychika czy presja (zwłaszcza nie wierzę w nią w Turowie) nie będą miały znaczenia decydującego, ewentualnie pomocnicze.

Przy tym jestem zdania, że bez Milana Gurovicia Prokomowi będzie bardzo, bardzo trudno wygrywać. Pokazały to po części mecze 1 i 2, a to co stało się w drugiej połowie meczu 4 zostanie dogłębnie zanalizowane w sztabie Turowa i na pewno się nie powtórzy. Bez Gurovicia mecz(e) Turów - Prokom - zwłaszcza w Zgorzelcu - będą w mojej opinii wyglądały tak, jak ostatni mecz Turów - Śląsk bez Atkinsa i Homana. Piękna walka, równe spotkanie, a na koniec 10-15 punktów wygranej zgorzelczan. Dlaczego? Bo Gurović to jedyny zawodnik Prokomu, na którego nie było dla Turowa odpowiedzi ani indywidualnej, ani ze strony 'systemu'. Pozostali w mniejszym lub większym stopniu są do zatrzymania.

Ale z Milanem czy bez niego, to będzie dalej fascynujący finał, w którym na pewno Prokom nie powiedział ostatniego słowa. A Turów nie przestanie zadziwiać, robiąc akcje niezwykłe i całkiem zwykłe. Warto oglądać!

Dlatego zakładając, że Gurović w meczu 5 nie zagra, typuję już dzisiaj: Turów - Prokom +13.

PS. Z ostatniej chwili. Mecz 5 pokazujemy w Polsacie Sport w środę od godz. 17.50, a może nawet od 17.30, jeśli uda się zrobić przedmeczowe studio specjalne. Mecz 6 w TV4 w sobotę o godz. 15. :)

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

sobota, 24 maja 2008
Krótko między finałami

A dokładnie między meczami 3 a 4. Było dzisiaj co oglądać, jak zawsze w tym finale. Ale wypada trochę odpocząć, więc tylko w skrócie dzisiaj w reakcji na reakcje.

Dla krytykujących mnie jako krytyka sędziów: tak zostały rozdane role. Sędziowie sędziują, a ja jestem komentatorem (może czasami samozwańczym), który ocenia. Można z tymi moimi ocenami dyskutować i w sumie żałuję, że nikt merytorycznie się ze mną nie kłóci (długi weekend?). :)

Ja i sędziowanie na boisku? To już było. Być może byłem słaby (może i więcej niż może), może za gruby, może nie miałem czasu, a może mi się nie udało. Fajnie było, ale poszedłem dalej, zaliczając jeden mecz w II lidze kobiet (kiedy miała jeszcze znaczenie). I nigdy nie twierdziłem, że byłbym lepszy niż sędzia W. czy sędzia K. Ja uważam, że oni dają radę. Ale zdarzają im się słabe mecze, a ja występuje w roli, w której to oceniam. Na dodatek mam oczywistą przewagę nad sędziami, bo mam czas i powtórki, a także brak odpowiedzialności. Wiadomo! To jest oczywiste! Ale ja nie aspiruje do ich roli, nie uważam, że jestem mądrzejszy. Oceniam tak jak umiem. Być może niesłusznie, ale na pewno w zgodzie z własnym sumieniem. Dyskutujcie! Mówcie - tam był faul, a ty piszesz, że nie. To rozumiem. Inwektywy nie.

Z drugiej strony nie może być zgody na to, że sędziów nie można oceniać. Można oceniać koszykarzy, trenerów, dziennikarzy (a proszę bardzo, niech ktoś zrobi taką analizę mojego komentowania, jeśli komuś to potrzebne), więc można i sędziów.

W tekście na polskikosz.pl sędzia Jakub Zamojski słusznie (tak!) wypowiada się w sprawach związanych z powtórkami wideo dla arbitrów. Pełna zgoda! W końcówce tekstu, broniąc pośrednio swoich kolegów (i siebie chyba też) przed dyskwalifikacjami, porównuje błąd sędziego do nietrafionego karnego Johna Terry'ego w ostatnim finale Ligi Mistrzów. O nie! Na taką analogię moim zdaniem pozwolenia być nie może. Sportowiec MOŻE grać bezbłędnie, a sędzia MUSI grać bezbłędnie. Istotą istnienia arbitra sportowego jest bezbłędność. Nie może być pozwolenia na popełnianie błędów, zwłaszcza z założenia! A już zwłaszcza nie błędów w końcówce dyktujących wynik lub błędów w liczbie masowej.

Nie jestem za tym, żeby sędziemu błądzącemu (jak sędzia Kowalski) zabierać prawo do sędziowania. Jestem za tym, żeby akcja wywoływała reakcję. Żeby sędziowali dobrzy, a słabsi odpoczywali. A - jak mówi sportowe powiedzenie - jesteś tak dobry jak Twój ostatni mecz. I dotyczy to tak sędziów, jak i komentatorów.

Bo gdybym ja dał 'wielbłąda' w transmisji, to naprawdę także zasłużyłbym na 'spieszenie' (jak mówią na wyścigach konnych) na jakiś czas. To zdrowe.

I jeszcze jedno - jakąś bzdurą jest, że piąty faul musi być mocny. Piąty faul jest taki sam jak każdy. Tak jak 'sędzia', który wpisał się z tym komentarzem, twierdzą sędziowie, których ja uważam za słabych. Którzy liczą w pamięci kto ile miał fauli, pilnują, żeby nie zrzucić gwiazdy zespołu, czasami coś gwizdną, czego nie widzą 'na czuja'. Sztuka cierpi! Tego właśnie w sędziowaniu nie lubię. To jest rzemiosło i nigdy w nim nie można robić niczego na skróty.

Dlatego przypadek sędziego Włodkowskiego mnie zasmucił. Bo on zagrał w tej 'słynnej' akcji tak, jakby był za tym, żeby Rodriguez pozostał w grze. I na dodatek chciał wpłynąć na decyzję innego sędziego, czego mu robić nie wolno. Wyglądało na to, że jest tu jakaś intryga, przecież kibice to widzieli. I choć jestem niemal pewien, że nie można tu mówić o żadnej nieuczciwości czy o celowym działaniu (moja analiza błędów na to wskazuje wyraźnie), to niesmak pozostaje. I ciekawe dla mnie jest, czy tylko mnie to obchodzi? Czy obchodzi choć trochę szefów klubów, czyli właścicieli PLK S.A.? Czy obchodzi choć trochę szefa sędziów?

I jeszcze: jest mi obojętne kiedy i kto zrobił film z błędami sędziów. Jakie to ma znaczenie? Ważne, co tam widać, przecież nikt tego nie zmanipulował. Każdy film zawsze przyjmę z dobrodziejstwem inwentarza.

W innej odpowiedzi na komentarze: ja w pracy w Turowie... Ciekawa opcja, ale to wybitnie kalumnia, która ma pozbawić mnie bezstronności. Mogę powiedzieć tak - od 4 czerwca będę zapewne bez zajęcia, czyli do wzięcia, czyli na rynku. Myślę, że o tym kilka osób wie, nie jest to żadna tajemnica. Ja mam kilka pomysłów na siebie w nowych sezonach, ale czy ktoś ma pomysł, żeby mnie zatrudnić? Na razie nic o tym nie wiem. Rozmów o zatrudnieniu w Zgorzelcu oczywiście nie prowadziłem. Zamieniłem kilka zdań z prezesem Waśniewskim w hali przed meczem w Zgorzelcu na tematy ogólne i tyle. Z drugiej strony - czy ktokolwiek mógłby przejść obojętnie obok jakiejkolwiek propozycji z takiego klubu, podobnie jak z Prokomu, Anwilu, Śląska, Polpaku, Stali, Czarnych (i tak dalej) oraz Polsatu, TVP, Nsportu, TVN24 (i tak dalej)? :) GDYBY coś takiego padło, pewnie bym chętnie porozmawiał. :) Zobaczymy, co czas przyniesie, sam nie wiem... A może będzie status quo? :)

Ale czy jestem obiektywny? Proszę o dowody nieobiektywności. I nie przyjmę, jak co roku, argumentu, że o pół tonu wyżej mówię o Turowie niż o Prokomie. :)

Już nie mówiąc o tym, że zabawne jest, jak 'nieobiektywny' jestem wobec Prokomu, gdy właśnie spędziłem całą dobę na pisaniu analizy sędziowania, z której wynika, że sopocianie 'mieli pecha' (delikatnie mówiąc) do gwizdków w meczu 1. Zaiste, moja nienawiść do sopockiego klubu jest wielka.

A finał? Mecz 3 był niesamowity. Czapki z głów przed Prokomem i jego trenerami, którzy dobrze zareagowali po zgorzeleckiej zapaści i grali z pomysłem, mądrze i konsekwentnie. Dali się zaskoczyć w czwartej kwarcie i praktycznie powinni ten mecz przegrać. Jak mówił słusznie po meczu Saso Filipovski, w jego sytuacji po trzech kwartach potrzebny był dżoker (czyli fuks po prostu) i był nim Harding Nana. I gdyby Kameruńczyka wolnego i samotnego wielce pod koszem zobaczył w ostatniej akcji David Logan (a nie podawał do Iwo Kitzingera na trójkę), to zapewne byłby 3:0. Ale jest 2:1 i mecz 4 zapowiada się smacznie.

Milan Gurović był rzeczywiście niesamowity i wreszcie pomagali mu wszyscy dookoła. Jeden z młodych portali nazwał jego 34 punkty rekordem finału. Rekordy to mogą być od 1998 roku w zbiórkach czy asystach, ale punkty są dostępne od początku rozgrywania play-off, czyli od 1985 roku. A więc mała ściągawka ode mnie z pozdrowieniami. Ci faceci rzucaliw finale więcej niż niesamowity Milan w sobotę:

45 - Zelig (Śląsk), 1991, mecz 3
40 - Williams (Śląsk), 1994, mecz 3
39 - Zelig (Śląsk), 1987, mecz 3
36 - Zelig (Śląsk), 1987, mecz 2
36 - Walker (Mazowszanka), 1995, mecz 3
35 - Williams (Mazowszanka), 1995, mecz 4
35 - Kijewski (Lech), 1985, mecz 2
35 - Szczubiał (Zagłębie), 1985, mecz 1
35 - Bargiel (Śląsk), 1989, mecz 3

Zapraszam na transmisję w niedzielę o 15 do TV4. A typ? Prokom - Turów -7.

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

23:44, adrom72
Link Komentarze (99) »
piątek, 23 maja 2008
Sędziowanie w meczu 1, czyli samozwańczy kwalifikator w akcji (cz. 1)
Obiecałem, więc zrobiłem. Obejrzałem dokładnie - klatka po klatce, kiedy było trzeba - cały mecz pierwszy finału Turów - Prokom i zabawiłem się przy tej okazji w sędziowskiego kwalifikatora. Oceniłem po prostu akcję po akcji, jak moim zdaniem to wyglądało - czy decyzja dobra, czy zła. Oczywiście, czynni sędziowie, bieglejsi w przepisach czy interpretacjach, być może mnie poprawią w paru kwestiach, a także - rzecz jasna - każdy niebiegły kibic też może mieć swoje zdanie (choć polecałbym słuchanie mądrzejszych, co staram się zawsze czynić). Więc zastrzegam raz jeszcze - to tylko moja ocena, na pewno obiektywna u źródeł, bo żadnego interesu w bronieniu czy atakowaniu sędziów, albo w staniu po stronie Prokomu lub Turowa nie mam.

(A na koniec będzie także parę uwag o sporcie, nie sędziach, które mi się nasunęły przy oglądaniu).

Jeszcze jedno w ramach wstępu - ocena zdarzeń (a właściwiej zderzeń) boiskowych musi się zmieniać w zależności czy zawodnik ataku jest z piłką czy bez, a kiedy jest z piłką - czy jest w ruchu czy nie. Tak mnie uczono jako sędziego. Dlatego też to samo 'bampowanie' i spychanie rywala w wykonaniu Dragisy Drobnjaka w momencie walki o pozycje bez piłki może być zagraniem dozwolonym, a dokładnie ten sam ruch wobec zawodnika z piłką jest już faulem. Kładzenie ręki zgiętej w łokciu na rywalu będącym tyłem do kosza w bezruchu jest zagraniem legalnym, ale ta sama ręka napierająca na przeciwnika w ruchu, to już może być faul. Takie niuanse czasami są mało znane, ale ważne.

No to teraz opis tego, co zobaczyłem. Według klucza: czas boiskowy - sędzia odpowiedzialny (sędziowali Janusz Calik, Tomasz Trawicki, Dariusz Włodkowski) - opis sytuacji - werdykt mój, samozwańczego kwalifikatora.

I kwarta

8.28 do końca - Włodkowski - faul Rodrigueza na Shakurze przy linii bocznej, moim zdaniem Portorykańczyk czysto wybił piłkę - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Prokomu)

5.43 - Włodkowski - wchodzący pod kosz Shakur jest faulowany (?) przez Rodrigueza, trafia, akcja 2+1, moim zdaniem znów Portorykańczyk trafia tylko w piłkę; ja mam szczęście, kamera jest dobrze ustawiona, sędzia Włodkowski nie ma prawa tego widzieć, bo zasłania mu ciało Rodrigueza; jednak i tak gwiżdże, nie dając szansy na ocenę sytuacji koledze, który widzi wszystko jak na dłoni - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Prokomu)

0.46 - Calik - Stanojević wjeżdża pod kosz z narożnika, roluje się na rywalu, ale jest faul Ljubotiny; na wolnych obrotach widać, jak pierwszy kontakt inicjuje Ljubotina, wkładając rękę w tor biegu Stanojevicia - DOBRA DECYZJA

0.22 - Trawicki - podwójny, oczywisty błąd sędziego - Kitzinger tuż przed końcem 24 sekund robi najpierw kroki ruszając w kozioł (szybki jest, ale kroki są), a potem rzuca po syrenie 24 sekund; klatka po klatce wykazuje, że 0 na zegarze 24 s jest w momencie, gdy na zegarze głównym jest 0.22,8, a Kitzinger wypuszcza piłkę gdy jest 0.22,5. Taka różnica (0,3 sek) to sporo - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

II kwarta

9.15 - Włodkowski - Stanojević gra tyłem do kosza, podwajają go Drobnjak i Ljubotina, są blisko rywala, ale moim zdaniem można grę puścić, tak jak to czynią sędziowie.

8.48 - Włodkowski - Stanojević znów gra tyłem do kosza, tym razem 1x1 z Ljubotiną; sporo jest w tej sekwencji zetknięć, ale obaj zachowują się zgodnie z regułami, aż na koniec Stanojević wysuwa łokieć uderza nim w tors Ljubotinę (średnio mocno), a sędzia gwiżdże faul obrońcy... moim zdaniem żadnego faulu obrońcy tu nie ma, ale i ofensa też nie widzę za bardzo - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Prokomu)

8.07 - Calik - wjazd Petrovicia pod kosz, straszliwie pokraczny odwrócony dwutakt - Petrović łapie piłkę nie w tempo, stojąc nogą na parkiecie, ale wbrew opisom w necie nie robi trzech kroków, tylko jakby dwutakt z miejsca (choć jest w ruchu), dwa i pół kroku; moim zdaniem jest to jednak akcja do puszczenia, bo ruch płynny, po prostu zaczął nie tak jak trzeba; można by to gwizdnąć, ale moim zdaniem nie trzeba było; dla zwolenników spisku - dokładnie, ale to dokładnie, taką samą akcję robi w III kwarcie Slanina (4.30 do końca), i też jest to puszczone i też moim zdaniem słusznie.

6.06 - Calik - gwiżdże faul w obronie Stanojevicia przy ślamazarnej próbie minięcia, zakończonej odegraniem na obwód, w wykonaniu Scekicia; obrona wygląda na czystą (Stanojević bierze rywala na tors), sędzia pokazuje, że Serb uderzył Bośniaka w łokieć - jeśli tak, to z przeciwnej strony niż była kamera i na pewno nie miało to żadnego znaczenia dla akcji - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

3.35 - Włodkowski - przy zbiórce Serapinas zbija piłkę niczyją cztery metry od kosza i trafia w głowę Rodrigueza, sędzia gwiżdże faul Litwina, sprawa ewidentna, po prostu kpina moim zdaniem - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

3.17 - Calik - po faulu Logana na Stanojeviciu pod koszem Kelati blokuje piłkę, Prokom dopomina się uznania punktów; niesłusznie, bo piłka na pewno wznosząca się - DOBRA DECYZJA

1.24 - Włodkowski - Slanina mija pod kosz i trafia na Drobnjaka, Litwin wychodząc w górę nie idzie do przodu i dlatego, mimo że jest kontakt z Drobnjakiem, zgodzę się z sędzią - do puszczenia.

0.36 - Trawicki - Sow gra 1x1 z Drobnjakiem i przy próbie mijania Drobnjak robi ten swój słynny 'bamp'; to jest ewidentny faul, tyle, że Sow nie idzie na rzut, tylko oddaje na obwód do Roszyka, który trafia za trzy; sędzia postępuje więc zgodnie z zasadą 'korzyść-niekorzyść' - odgwizdanie faulu dałoby w tym momencie niekorzyść Prokomowi, bo straciłby punkty - błąd, ale nie-błąd, taka dziwna konstrukcja, ale w kontekście sytuacji DOBRA DECYZJA :)

PODSUMOWANIE I POŁOWY

Błędy sędziów takie, jakie się zdarzają w każdym meczu, choć dwa grube: 24 sekundy po krokach i Serapinas. Nic wielkiego się nie dzieje. Łącznie sześć błędów, trzy na korzyść Turowa, trzy na korzyść Prokomu. Sędziowie: Włodkowski 4 błędy (!), Trawicki 1, Calik 1.

[ciąg dalszy poniżej w cz. 2]

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

03:18, adrom72
Link Komentarze (8) »
Sędziowanie w meczu 1, czyli samozwańczy kwalifikator w akcji (cz. 2)
III kwarta

8.25 - Włodkowski - błąd kroków przy potrójnym naskoku do wsadu po pick-and-rollu Pape Sowa. O ludzie! Tego się po prostu nie gwiżdże, ten dodatkowy kroczek jest wliczony w widowiskowość. Żal, choć teoretycznie zgodnie z przepisami, ale w praktyce nie (zwłaszcza mówię to w kontekście rzekomych 'trójtaktów' Petrovicia i Slaniny) - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

7.38 - Calik - Gurović od tyłu wybija piłkę Witce przy akcji 1x1 tyłem do kosza, ale widać, że uderza też w rękę, na nic protesty - DOBRA DECYZJA

3.49 - Calik/Włodkowski - Sow mija Witkę grając przodem do kosza z szóstego metra, Witka wkłada mu rękę w tor biegu, brak gwizdka - ewidentnie BŁĄD SĘDZIÓW (korzyść Turowa)

3.10 - Calik - Kitzinger wykonuje piwoty pod koszem, rzuca niecelnie, ale na zwolnionych obrotach widać wyraźnie, że o prawie metr przesuwa się bez kozła, szurając po podłodze nogą piwotującą, gwizdka nie ma - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa) - [uwaga na zupełnym marginesie, sędzia Calik w tym ustawieniu raczej ma za zadanie obserwować partie górne zawodników (czy nie ma faulu), a koledzy powinni pomóc w sprawie kroków, ale tu sprawa jest tak ewidentna, że dorzucam ją do oceny Calika, który powinien był to widzieć]

2.34 - Trawicki - pod naciskiem obrońców Kitzinger robi kroki na środku boiska i długo protestuje - niesłusznie, znów przesuwał nogę piwotującą i to grubo - SŁUSZNA DECYZJA

2.27 - Włodkowski - ofensywny faul Shakura, łokieć wbity w Kitzingera przy wyprowadzaniu piłki - DOBRA DECYZJA

2.08 - Włodkowski - Kitzinger mija Milicicia i wchodzi pod kosz dwutaktem w dwie różne strony, przy drugim kroku rękę na szyi lekko kładzie mu Milicić (to jego czwarty faul) - moim zdaniem kontakt kompletnie nieistotny, trzeba było sobie darować ten gwizdek - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

1.32 - Włodkowski - Stanojević zbiera piłkę w ataku, jest naciskany przez Drobnjaka i Ljubotinę, piwotuje w miejscu, gwizdek - nie ma tu ani faulu, nie ma też kroków na pewno, ale są trzy sekundy (co pokazuje zegar boiskowy) i to właśnie odgwizdał sędzia - DOBRA DECYZJA

0.53 - Włodkowski - tak zwany czeski przeskok Kitzingera przy wejściu pod kosz, zakończonym punktami; czyli dwutakt, ale po złapaniu piłki długi sus i zmiana nogi; tu jest zagwozdka, bo taką akcję często gwiżdże się mężczyznom jako kroki, a u kobiet puszcza, moim zdaniem zagranie jest zgodne z przepisami, ale może ktoś fachowo się wypowie - BRAK WERDYKTU

0.40 - Calik - przy zasłonie na środku boiska Drobnjak wychodzi wysoko w obronie, Slanina pod wpływem lekkiego kontaktu z jego nogą się poślizguje i pada na parkiet, gwizdka nie ma - moim zdaniem słusznie, głównie dlatego, że kontakt był nieistotny, przypadkowy i lekki, a Prokom nie stracił piłki.

0.25 - Włodkowski - piąty faul Milicicia przy wejściu Kitzingera pod kosz, faul na pewno był i choć sędzia do stolika pokazuje numer 5 (Roszyka tam na pewno nie było, Milicić ma czwórkę na koszulce), to potem jest to poprawiane. W kontekście tego, co się zdarzy w końcówce powiem, że może sędzia Włodkowski po prostu od razu pokazał, że to piąty faul Milicicia? - w każdym razie DOBRA DECYZJA

0.00,1 - Trawicki - akcja na miarę meczu, w ostatniej sekundzie kwarty, a nawet w ostatniej 0,1 sekundy, w rzucającego z szalonego wyskoku Kelatiego wpada Shakur - jego piąty faul! - ewidentny - DOBRA DECYZJA

IV kwarta

9.34 - Trawicki - na boisku pojawia się Kisner i w swojej pierwszej akcji (po oddaniu piłki do kolegi) wpada w ustawionego dobrze w obronie Kitzingera, wpada przypadkowo, ale zgodnie z literą przepisów jest to faul, tyle że sporo takich kontaktów w meczu poza piłką się nie gwiżdże, ale z trzeciej strony kontakt jest mocny i Kitzinger zamroczony - trudna sprawa, MOŻNA BYŁO GWIZDNĄĆ

7.13 - Trawicki - Rodriguez wchodzi pod kosz, ale zatrzymuje się przed obrońcą, piwotuje kilka razy i odgrywa do ładnie uciekającego za plecy Kelatiego, który trafia spod kosza; tyle tylko, że Rodriguez ewidentnie przestawia obie stopy przed podaniem, a więc robi kroki - BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

6.55 - Trawicki - wejście Sowa pod kosz i mocny faul Witki z atakiem na piłkę; czy to był faul niesportowy - moim zdaniem nie, DOBRA DECYZJA

6.23 - Trawicki/Włodkowski - dla mnie, jako pasjonata koszykówki i sędziowania to jest akcja meczu. Dodam wyraźnie - SKANDAL MECZU. Sędzia Trawicki odgwizduje (słusznie!) faul Rodrigueza na Masiulisie podczas walki o piłkę (Portorykańczyk włożył rękę w ramię mającego piłkę Litwina), a ten robi fikołka na parkiecie nie zgadzając się z tym faulem. To na pewno nie jest zachowanie na techniczny, tym bardziej, że nie ma żadnej eskalacji, ale sędzia Trawicki zgodnie z regułami sztuki wkłada sobie gwizdek do ust i robi dwa szybkie kroki w kierunku Rodrigueza, ostrzegając go w ten sposób 'przestań pajacować, albo będzie techniczny'. I teraz: w tym momencie sędzia Włodkowski robi spod kosza pięć szybkich kroków i wykonuje uspokajające gesty - ale nie w stronę Rodrigueza, tylko w stronę sędziego Trawickiego!!! Wyraźnie mu pokazuje, żeby się uspokoił i nie dawał technicznego. Dlaczego? Zapewne wie, że ten faul sprzed chwili był czwarty dla Portorykańczyka, a techniczny wyeliminowałby go z gry... To jest gruby skandal, sędzia nie może być kontrolerem! To była próba wpłynięcia na niezawisłość decyzji kolegi (kluczową w koszykówce, jak i w każdym zawodzie sędziego), a na dodatek dokonana nie przez sędziego głównego (miałoby to sens). Moim skromnym zdaniem, za samą tę akcję, podważającą jego bezstronność, pomijając nawet wszystkie błędy w tym meczu, sędzia Włodkowski powinien zostać ukarany, a na pewno dokładnie przesłuchany przez sędziowskie (niezawisłe) władze... Ufff...

5.44 - Trawicki/Włodkowski - akcja dzieje się dokładnie na granicy ich stref, na dodatek bardzo szybko, ale faul Kelatiego na wychodzącym w górę do rzutu za trzy Guroviciu jest ewidentny, łapał za ręce rywala wyraźnie, a gwizdka nie ma - gruby BŁĄD SĘDZIÓW (korzyść Turowa)

2.31 - Trawicki - druga podobna sytuacja, Sow sam pod koszem i mocny faul Witki, który trafia także Senegalczyka w głowę. Ufff... Sytuacja niejednoznaczna, więc poprzestałbym na stwierdzeniu, że na dwoje babka wróżyła. Można było, ale można było nie.

0.06,6 - Trawicki - znów akcja na miarę meczu, Logan wjeżdża pod kosz i trafia pod presją na 80:79. W powtórce widać coś jakby faul Slaniny, Litwin wpada w tor lotu Logana i jest spóźniony. Sędziowie to puszczają, mogli gwizdać, choć kontakt jest tak naprawdę znikomy. Pozostawiam to bez rozstrzygnięcia.

0.01,7 - Calik - faul niesportowy Slaniny, łapie w pół uciekającego w sytuacji sam na sam z koszem Rodrigueza - moim zdaniem SŁUSZNA DECYZJA (więcej o tym poniżej).

0,00,7 - Calik - kroki Kelatiego przy wyprowadzaniu piłki z boku; sprawa ewidentna, choć mało znana, kiedyś grubą aferę z tego próbował robić we Włocławku trener Aleksandar Petrović (w meczach o brąz z Ostrowem, akcja Matta Santangelo). Kiedy się zaczyna dwutakt, to po nim można tylko podać lub rzucić. Nie można zacząć kozłować. A Kelati w tej sytuacji biegł, zrobił dwutakt i wszedł z kozioł - bardzo SŁUSZNA DECYZJA.

--

A więc PODSUMOWANIE DRUGIEJ POŁOWY: 6 błędów sędziów - wszystkie na korzyść Turowa (auć!) plus skandal przy prawie-technicznym. Sędziowie: Włodkowski 3 plus skandal, Calik 1,5, Trawicki 1,5.

ŁĄCZNIE CAŁY MECZ:

12 błędów plus skandal, z czego 9 na korzyść Turowa i 3 na korzyść Prokomu.

Sędziowie: Włodkowski 7 plus skandal, Trawicki 2,5, Calik 2,5.

--

Kilka uwag na koniec i ocena łączna.

Absolutnie nieuprawnione jest moim zdaniem stwierdzenie ludzi z Sopotu typu 'zrzucili nam rozgrywających'. Z 10 fauli Milicicia i Shakura nie powinno być jednego (Milicicia, a i tam kontakt był). A to zdecydowanie nie potwierdza tezy o tym, że sędziowie wiedzieli, co chcieli osiągnąć.

Trudna sprawa z dwoma mocnymi faulami Witki na Sowie. Długo to analizowałem, w mojej opinii w drugim przypadku można było dać faul U (czyli niesportowy). Ale myślę, że każdy ma wątpliwości - można więc było też nie dawać, tak jak to zrobił sędzia.

Z kolei przy faulu Slaniny przy stracie 1,7 sek przed końcem meczu ocena była dobra. Faul U nie musi być umyślny. Slanina nie chciał faulować, potknął się o nogi Gurovicia i przez to wpadł na nogi i 'odwłok' uciekającego w sytuacji 'sam na sam z koszem' Rodrigueza. I właśnie dlatego - a nie dlatego, że to był faul celowy lub brutalny - mógł to być faul U. Przypominam też, że aby sfaulować w koszykówce wcale nie trzeba chcieć.

Co do mierzenia czasu przy krokach Kelatiego na samym końcu, widać wyraźnie, że czas zatrzymuje się bardzo szybko po gwizdku. Gwizdek jest dość późno, ale to kwestia ludzkiej reakcji. Sekunda, która w ten sposób upływa, była całkowicie uprawniona.

Teraz wnioski. Osoba ze sztabu Prokomu, z którą rozmawiałem o tym meczu, mówiła o 20 błędach sędziów na niekorzyść Prokomu. Moim zdaniem - jak widać wyżej - było ich mniej. ALE I TAK O WIELE ZA DUŻO!!! Sopocianie zostali skrzywdzeni, tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę, że trzy błędy sędziów na korzyść Prokomu skutkowały trzema faulami graczy Turowa (których być nie powinno) i niczym więcej. Tymczasem dziewięć błędów na korzyść Turowa skutkowało: brakiem siedmiu rzutów wolnych dla Prokomu, trzema faulami graczy Prokomu, których być nie powinno, a także uznanymi (po akcjach z gry lub wolnych) siedmioma punktami dla Turowa, których być nie powinno. Sporo!

Trudno jednak mówić o drukowaniu, czyli celowym działaniu sędziów i pilnowaniu wyniku, skoro ostatni błąd sędziego miał miejsce 5.44 min do końca meczu, przy stanie 65:67 (Prokom prowadził). Jeśli nawet sędziowanie ocenimy za stronnicze, a przy takiej liczbie błędów możemy się pokusić o takie stwierdzenie, to mimo to Prokom ten mecz przegrał na boisku, a przynajmniej - choć to oczywiście niewiele - sędziowanie nie zabrało sopocianom szans na wygranie tego meczu na boisku (kto czyta ze zrozumieniem, wie, o czym mówię). I choć postawę i formę sędziego Włodkowskiego w tym meczu oceniam jako dramatyczną i niedopuszczalną na tym poziomie, to cała trójka nie wypaczyła wyniku meczu w stopniu większym niż miało to miejsce w spotkaniu numer 6 w półfinale. Tam Polpak nie miał już szans na reakcję. To moje zdanie w kwestii wyważenia, gdzie był większy skandal.

Patrząc na liczbę błędów (i ich wagę!) w wykonaniu poszczególnych sędziów w tym BARDZO TRUDNYM do sędziowania meczu, biorąc pod uwagę także trudne DOBRE decyzje, dałbym im oceny (w skali 1-10) - Calik 8, Trawicki 7, Włodkowski 3. Mniej niż trzy błędy na mecz to wynik niezły, choć mógłby być lepszy, mówię o dwóch pierwszych sędziach. Ten ostatni za to miał co najmniej (!) słaby dzień, a jego zachowanie podczas akcji skandalicznej nadaje się co najmniej do dochodzenia w gronie sędziowskim. A całokształt i liczba błędów na pewno nadaje się do zaordynowania dłuższej przerwy dla tego pana. Panów Calika (zwłaszcza) i Trawickiego za to chętnie obejrzę znów w finale.

I to tyle o sędziowaniu. Dodam, że opierałem się na zapisie całego meczu. Ale czas akcji podawałem także z myślą o krążących w necie filmikach. Tam chyba też go widać, więc można obejrzeć sytuacje, o których piszę. Sam nie byłem w stanie w polowych warunkach ich tu wkleić.

[więcej poniżej w części 3)

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

03:15, adrom72
Link Komentarze (8) »
Sędziowanie w meczu 1, czyli samozwańczy kwalifikator w akcji (cz. 3)
I na koniec obiecanych kilka uwag o taktyce po obejrzeniu meczu dokładnie i spokojnie. Oczywiście każdy akapit powinien się zaczynać od słów 'moim zdaniem', więc każdy się może nie zgodzić. :)

1. W drugiej kwarcie Jovo Stanojević dostał sześć piłek z rzędu i z tego wynikły dwa faule w obronie i pięć koszy. Stanojević w drugiej połowie zagrał jakieś sześć minut na przełomie kwart i nie dostał ŻADNEJ piłki, a jedyny raz miał ją w ręku, jak zebrał sobie w ataku i wtedy wykonał błąd 3 sekund. Kiedy Stanojević był na boisku Prokom spokojnie prowadził. Serb nie miał żadnego faulu i ani razu nie musiał kryć nie tylko Witki, ale nawet Logana, Kelatiego czy Rodrigueza. Hmmm, wyszło tak, że to nawet nie uwaga, to tylko fakty.

2. Kłopoty z faulami rozgrywających Prokomu zaczęły się przy 2.20 do końca III kwarty, kiedy Prokom prowadził 56:42 (!) i czwarty faul złapał Shakur. Wszedł wtedy Milicić, który złapał kolejne faule, kiedy na zegarze było 2.08, później 1.20 i wreszcie 0.25 do końca III kwarty. Każdy z tych momentów powinien oznaczać moim zdaniem natychmiastowe wejście Kisnera. Tymczasem po piątym faulu Milicicia wszedł znów Shakur, który tuż przed końcem zachował się kompletnie bez sensu, faulując bez powodu i racji bytu Kelatiego. Jak dla mnie, to błąd trenerski, choć każdy ma prawo do swoich koncepcji. Być może to wynika z braku doświadczenia, być może z tego samego powodu trenerowi Pacesasowi zdarzało się zostawać bez czasów do wzięcia na 5 minut przed końcem równego meczu (we Wrocławiu), albo wykorzystywać drugi, ostatni na połowę meczu time-out na rozrysowanie akcji na kilka sekund przed końcem I kwarty (w meczu z Polpakiem w półfinale)...

3. O co chodziło z wejściem, a potem zejściem Kisnera w czwartej kwarcie? Amerykanin uczestniczył w następujących sekwencjach: faul w ataku (wątpliwy) na Kitzingerze; faul w obronie przy próbie dobrej rotacji i pomocy przy Loganie (przynajmniej on próbował..., a nie jak inni w IV kwarcie); asysta do Roszyka na rzut za trzy; stanie z boku, gdy Filip Dylewicz zagrał samodzielnie i oddał nieprzygotowany rzut; krycie Rodrigueza, który w dwóch kolejnych akcjach stał z boku. Ja tu błędów większych nie widzę, a jednak po zaledwie 2.13 min na boisku Kisner powędrował na ławkę, a Prokom grał z rozgrywającym Slaniną, szalejącym po boisku, słaniającym się na nogach i... (patrz punkt 4).

4. W ostatnich trzech swoich akcjach w ataku w meczu Prokom nie wykonał dobrego rzutu! Kolejno było to: dłuuuugie rozegranie, po którym Dylewicz rzucał z jednej nogi z siódmego metra; kompletne szaleństwo, blisko straty, po którym Masiulis rzucał sprzed piersi oburącz z 9 metrów o tablicę (i prawie wpadło!); oraz strata Slaniny, który wkozłował sobie w nogę. Jakże to wygląda w opozycji do przygotowanych, mądrych i ustawionych pod indywidualne popisy gwiazd akcji Turowa, z których ostatnią spokojnie wykończył w swoim stylu Logan, dając Turowowi zwycięstwo.

No to czekam na Wasze opinie!

--

PS. Tak w ogóle zrobiło się jakieś story wokół tego, skąd w necie pojawiły się filmy z 'błędami sędziów' przed pierwszą retransmisją w Polsacie Sport Extra. Ja mogę tylko powiedzieć, że zespoły często zamawiają sobie w naszym (polsatowskim) wozie transmisyjnym płyty DVD nagrane podczas transmisji i takie płyty odbierają tuż po meczu.

PS2. Są już na pewno - tutaj na przykład - filmy ze skrótami finałów, Dogrywka i szaleństwa Logana. Polecam obejrzeniu i uwagom szanownych państwa. Dla koneserów dźwięków też jest tam kilka niespodzianek. Aczkolwiek wiertarkę udało nam się wyciąć. :)

PS3. Nie wiem, czy coś uda mi się napisać jeszcze przed sobotą, więc zapraszam na finałowe mecze 3 i 4 do Sopotu i do TV4 (nie będzie Szarika! nie będzie Gustlika!) na godz. 15 zarówno w sobotę, jak i w niedzielę. Zapraszam na finałowy mecz mediów w mocnej obsadzie w sobotę po godz. 18, także w Hali Stulecia. I typuję: Śląsk - Polpak (mecz 3) -5, Prokom - Turów (mecz 3) +13.

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

03:03, adrom72
Link Komentarze (12) »
środa, 21 maja 2008
Dwa wywiady Tomasa Pacesasa

Dyskusja o sędziowaniu trwa - potworna. Ja ciągle w podróżach, więc usiąde do płyty z meczu 1 chyba dopiero jutro, ale temat i tak nie umrze. Dziwne, bo dla mnie w tym finale naprawdę decyduje co innego. Pierwszy mecz - być może wygrany przez Prokom - tu niewiele by zmienił. Dla mnie wyniki w Sopocie będą miały największe znaczenie. No i zobaczymy wtedy, kto zrobi znaczący skok w swojej grze - Turów czy Prokom. Przecież po dwóch meczach półfinału ze Śląskiem w Zgorzelcu było 1:1, a potem nie było czego zbierać.

Miałem nie pisać przez kilka dni, ale nie sposób nie pisać. Dzieje się sporo ciekawego. Po pierwsze, czekam na to, aż ukażą się na stronie wideo.gazeta.pl (zakładka Sport) cztery filmy wczoraj przyprawione - Dogrywka, 20 punktów Logana i skróty dwóch meczów. Jakaś awaria znów utrudnia, ale mam nadzieję, że zaraz znów wszystko zadziała.

Po drugie, przeczytałem dwa wywiady z bohaterem - a może na razie przede wszystkim główną postacią - tego finału, trenerem Prokomu Tomasem Pacesasem.

Pierwszy w Sport.pl (dobra robota Łukasza), w którym rozmówca i rozmawiający szczerze i otwarcie analizują taktycznie grę Prokomu. Dla mnie to mały szok, bo takich rzeczy w połowie finału moim zdaniem się robić nie powinno! Odkrywanie sposobu myślenia jest skarbem dla rywali! Wyjścia są trzy - albo młody trener o tym zapomniał po prostu, albo myli pogoń (mówi nieszczerze), albo zaczyna szukać usprawiedliwień, już teraz przed kibicami i mediami tłumaczy swoje postępowanie, jakby bojąc się brutalnych ocen.

Wywiad ciekawy, Pacesas ma sporo racji i można zrozumieć jego tok myślenia w wielu sprawach. Moim zdaniem (jeśli wolno) marudzenie na sędziowanie powinien sobie darować (już o tym pisałem). Jego diagnoza boiskowych kłopotów Prokomu jest też inna od mojej. Zresztą - w tym jednym punkcie pozwolę sobie na szczegółowość - Tomas Pacesas sam sobie zaprzecza. W odpowiedzi na drugie pytanie (o meczu 2) mówi: 'nie funkcjonował nasz atak'. W odpowiedzi na pytanie przedostatnie (o Stanojevicia, lepszego w ataku niż Sow) mówi: 'My nie mamy problemu ze zdobywaniem punktów, my mamy problem w obronie'. Dla mnie to wypowiedzi sprzeczne.

I jeszcze jedno - pada też stwierdzenie, że Stanojević nie może grać, bo musiałby pilnować Witkę, podobnie jak w półfinale musiał pilnować Brkicia. Ja nie wiem, może chodzi o jakieś tajne koncepcje defensywne, które są powyżej mojej znajomości koszykówki, ale centrami Turowa są Drobnjak i Scekić, a w Polpaku na tej pozycji grają Hicks i Tica... 

Z drugiego wywiadu (dla Przeglądu Sportowego) znam tylko fragmenty stąd, a po całość niedługo udam się do kiosku. Jest jednak krwiście. Znów to wygląda jak zabezpieczanie sobie tyłów. Ale fragmenty o spisku Turowa, który przyszykował prowokację swoich rezerwowych wobec gwiazd Prokomu, to już prawdziwe kuriozum. Ja zgadzam się, że w awanturze przegiął przede wszystkim Marko Scekić (a nie Pape Sow), ale:

1. Czy gwiazdy Prokomu to dzieci specjalnej troski, które po przepychance 22 minuty przed meczem przez dwie godziny nie mogą dojść do siebie?

2. W czasie przepychanki nic się właściwie nie stało, ciosy nie padły, więc moim zdaniem - zakładając, że to Turów prowokował - 'prowokacja' (jeśli była) się po prostu NIE UDAŁA, więc o co chodzi?

3. Jeśli Saso Filipovski tak potrafi pokierować wydarzeniami, że jest w stanie 'rozrysować' awanturkę z udziałem piłki utraconej przez Prokom podczas rozgrzewki, jest dla mnie mistrzem świata. A tak interpretuję słowa o 'przemyślanej akcji'.

Z innych spraw, ciekawe jest przyzwolenie dla Kelatiego i Logana na rzucanie. Jeśli to ma być metoda, to uważam, że prowadzi prostą drogą do srebra (ale pachnie mi to ściemą). Za to skarżenie się, że Turów uprawia wrestling to już rzecz niegodna sportowca, który przez cała karierę był podziwiany za charakter, nieustępliwość i boiskową dumę. Taktyka finałowego podgrzewania atmosfery? Być może, ale może mi się nie podobać.

I jeszcze jedno - zagadka. Ile nieprawd jest w tych zdaniach? 'Logan i Kelati niech strzelają do woli! W ostatnim meczu zdobyli 46 oczek. Ale to nawet nie była połowa punktów Turowa'. :)

Nie chcę wchodzić w rolę krytyka Tomasa Pacesasa, którego szanuję za boiskowe osiągnięcia i uważam za dobry materiał na trenera. Ale czy staje się dobry trenerem, pokażą dwa najbliższe mecze. Nie ma bowiem możliwości, żeby uznać go za dobrego trenera, jeśli przegra ten finał. Nie z tym klubem i nie z tym składem, a nawet jeśli pozostałe mecze sędziować będzie trzech niewidomych sędziów. Ale na razie ocena wisi w powietrzu.

Natomiast nigdy nikt mnie nie przekona, że jest zasadne i taktowne wypowiadanie takich słów, jakie padają w tym wywiadzie w kierunku Polpaku. Smutne.

Jakże inaczej w tym kontekście patrzymy wszyscy (także ja) teraz na trenera Kijewskiego. Jego powstrzymywanie się od mówienia było dla dziennikarzy męczące (bo brak było materiału), ale w wielu przypadkach zrozumiałe i uzasadnione. Teraz łatwiej to zrozumieć. I co ciekawe, wielu obserwatorów zwraca uwagę, że ten charakter trenera pomagał też wygrywać Prokomowi, co wówczas wielu z nas odbierało jako 'koszykarze wygrywają sami'.

No ale ale - raz jeszcze powtórzę: cała ocena Prokomu (i Turowa też) nastąpi dopiero po finale. Jest w każdym razie bardzo ciekawie i bardzo gorąco.

 

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

13:36, adrom72
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 19 maja 2008
Finał historyczny? Może... za chwilę...
Uffff. Zmęczenie spore, były i stresy, i przejazdy, i wysiłek fizyczny, a także spore emocje. Fajny weekend, choć sprawa nieudanej 'nieżywej' sobotniej transmisji nieco go popsuła. Ale o tym już było wczoraj.

Główne myśli zebrałem w tekście coniedzielnym dla Sport.pl i 'GW'. Ale warto trochę dodać.

Może zacznę od przepychanki na boisku przed meczem. Opisałem to w linku powyżej, ale mogę tu dodać, że całe zdarzenie od początku widziałem na własne oczy. Marko Scekić MOIM ZDANIEM celowo próbował trafić piłką w Sowa, ale jest faktem, że zwracając ją sopocianom z odległości około 15 metrów miał prawo rzucić mocno. To, że Bośniak trafił z takiej odległości w Senegalczyka (w jego plecy), też było sztuką. Sytuacja absolutnie kuriozalna, takie koszykarskie dwa ognie. Sow aniołkiem nie jest, ale nie do końca się zgodzę z trenerem Saso Filipovskim (który zresztą przyznał, że w czasie awantury był jeszcze poza halą - podobnie jak sędziowie zresztą), że to zawodnik Prokomu sprowokował całą sytuację.

Trener Pacesas mówił, że ta sprawa miała wpływ na koncentrację i emocje jego zespołu i z tego wynikły głupie straty na początku meczu. Ciekawe. Szkoda zatem, że tych emocji kłębiących się w zespole, nikt nie potrafi wykorzystać na korzyść Prokomu. Zresztą awanturka wewnątrz zespołu z Sopotu podczas time-outu w sobotę (Gurović i Milicić w rolach głównych) świadczy o tym, że ten zespół nie jest skoncentrowany i zmobilizowany na celu, jakim jest mistrzostwo. I że role w drużynie nie są opisane, zdefiniowane i zaakceptowane.

Oczywiście, scysji wewnątrz drużyny nie można przeceniać - jak ktoś przegrywa, to się kłóci. Natomiast zawsze groźne jest, kiedy zespół się poddaje. A niedzielne zachowanie Donatasa Slaniny oraz Milana Gurovicia mogło na to wskazywać. Slanina wdał się w jakieś przepychanki z Witką, coś tam mu pokazywał, kłócił się z sędziami po faulu niesportowym, do którego odgwizdania arbitrzy na pewno mieli prawo i zakończył mecz z zerem na koncie. Gurović pokazał tylko nieskuteczność, rozmowy z sędziami oraz prośbę o zmianę, kiedy nic nie szło. O zmianę! A nie o 'dajcie mi piłkę, ja to załatwię!', czego spodziewałbym się po liderze i kapitanie.

Może jeszcze dodam w tematach pozaboiskowych jedną moją opinię, ciekawe, czy ją podzielacie. Moim zdaniem, jeśli dochodzi do przepychanki na boisku przed lub podczas meczu, to od trenerów i ich asystentów (zwłaszcza!) oczekuje się raczej tonowania nastroju niż napastliwości z szaleństwem w oczach i butelką w dłoni... A także z tego co wiem powszechnie przyjęta etykieta trenerska przewiduje, że w czasie meczu szkoleniowcy nie zajmują się zachowaniem rywali czy komentowaniem gry zawodników przeciwnika, ale wyłącznie prowadzeniem swojego zespołu. Np. nie wypada sugerować sędziom, że rywale - albo trener-rywal - powinni dostać faul techniczny. Ale może to jakieś staromodne zasady?

I kończąc już naprawdę temat przepychanek - na stronie Sport.pl (czy w 'GW' też?) czytam tekst, w którym jest mowa o tym, że Sow dostał piłką w głowę (!) i 'koszykarze walczyli na pięści'. Ojojojojojojojjjjj... A na PLK.pl czytam, że awanturę sprowokował Sow. Ojojojoj... Czy leci z nami rzetelność?

--

Ciekawa była wypowiedź trenera Tomasa Pacesasa po meczu drugim. Zaczął od... gratulacji dla swojego zespołu za walkę. Hmmm... Czekałem na gratulacje dla rywali (od których zaczął Filip Dylewicz) i na szczęście gdzieś tam pod koniec wypowiedzi były. Ale czy naprawdę sopocianom należały się gratulacje? A może Litwinowi chodziło o podziękowania (może kłopot językowy), ale czy naprawdę było za co choćby dziękować?

O taktyce, wspieraniu gwiazd i przygotowaniu do meczu, a także prowadzeniu zespołu w trakcie spotkania było już w tekście zalinkowanym powyżej. Ja tylko - jak swoją mantrę - powtórzę: młody trener Pacesas może zostać oceniony dopiero na koniec tego sezonu. Co z tego, że z mistrzami świata i Europy czy zawodnikami z NBA ma w play-off w tej chwili bilans 7-5? Liczyć się będzie to, co teraz nastąpi. Z czego Pacesas i jego zespół są zrobieni, jakie mają pomysły na grę. Po finale ocenimy.

Uwaga dodatkowa. Słuchać czy mówić o sędziach i ich błędach już chyba nikt w okolicy nie ma ochoty. Po półfinale z Polpakiem Prokom po prostu moim zdaniem powinien zaakceptować to, co przyniesie boisko. Sędziowaniem zajmiemy się my, dziennikarze, prezes ligi, szefowie arbitrów. Jeśli będzie tak słabe, jak w meczu numer 1, litości nie będzie. Mam nadzieję, że płyta z tym meczem jest właśnie dokładnie analizowana przez odpowiedzialnego za obsadę pana Marka Paszuchę. Ciekaw jestem, dlaczego w meczach finałowych do tej pory zabrakło na boisku sędziów euroligowych Bachańskiego i Ćmikiewicza oraz weterana, międzynarodowego arbitra Kudlickiego. Wszyscy trzej w finałach byli od lat i nie zawodzili. W tym tygodniu mieli wolne?? Nie wiem na dodatek, czemu prowadzą mecze arbitrzy, których występy były w czasie sezonu podawane jako przykład kiepskiej pracy nawet przez samych sędziów (mam na myśli choćby mecz Prokom - AZS z rundy zasadniczej). Jednak apeluję raz jeszcze, niech za sprawy sędziowskie w finale nie biorą się ludzie odpowiedzialni za budowanie boiskowej strategii drużyn.

--

Ciekawa sprawa z tą strategią Prokomu, polegającą na przekazywaniu krycia w obronie bez wahania, po których to przekazaniach Sow musiał kryć np. Logana, Slanina Drobnjaka itp. Można się bowiem zastanowić, co jest dla kontrpropozycją dla tej taktyki. Gonienie swoich graczy po zasłonach będzie oznaczać bowiem więcej pozycji do rzutów za trzy dla Logana i Kelatiego (bo zasłony Turów stawia naprawdę dobre). Trener Pacesas najwyraźniej doszedł do wniosku, że lepiej, aby Logan i Kelati próbowali mijać wysokich (tych stojących przed nimi po wymianach krycia) i aby pod koszem nadziewali się na dobrze pomagających sobie graczy z Sopotu. Nic z tego nie wyszło, bo po pierwsze Kelati i Logan i tak trafiali ponad wysokimi za trzy, a po drugie dość często mądrze odgrywali piłki do wysokich. A po trzecie, jak Logan mijał to i tak nic z pomocy nie wynikało (w decydującej czwartej kwarcie meczu pierwszego).

Co robić? A może coś zmieniać, a nie ciągle trzymać się jednego pomysłu - który jak widać nie działa. A może strefa? Jestem pewien, że pojawi się ona w meczu trzecim. Ale czy nie jest za późno?

--

Kolejna ciekawa sprawa to wykorzystanie minut dla poszczególnych zawodników i rozstawienie ich po pierwszej i drugiej piątce. Kto wie, czy tu nie są potrzebne przesunięcia, skoro Pacesas i tak gra dziesiątką graczy. Po pierwsze piątka z Miliciciem, Roszykiem, Serapinasem, Masiulisem i Stanojeviciem wygląda dość mizernie, a w niedzielę to ona miała za zadanie zmniejszać straty. Czym? Jak?

Po drugie, Jovo Stanojević. Padło pytanie o Serba na konferencji prasowej i Pacesas mówił o tym, że ma pod koszem trzech innych zawodników w dobrej formie i stara się nimi rotować. Poniekąd słusznie, ale skoro tak źle idzie w ataku (a Stanojević w ataku daje dużo - to nie opinia - to fakt!), to może warto Serba potrzymać na boisku. W obronie nie pomoże za wiele, ale czy nie spróbuje zatrzymać Drobnjaka czy Scekicia? Oczywiście, jeśli będzie taktyka zamieniania krycia, to jest nieprzydatny. Ale może warto taktykę dostosować do zawodników, a nie odwrotnie?

Liczby finałowe są w ocenie Stanojevicia dość wyraziste. W dwóch meczach łącznie 23 punkty przez zaledwie 28:35 min gry (to tak jakby jeden mecz), 8/13 z gry, 7/8 z wolnych, 10 zbiórek, 3 faule (!!!) i 3 straty. Ja bym chciał mieć takiego zawodnika na boisku dłużej.

Trochę wszedłem w rolę trenera Prokomu, ale taka intelektualna zabawa przecież jest solą kibicowania sportowi. Ciekawią mnie wasze opinie na ten temat, mam nadzieję, że MIMO WSZYSTKO obejrzeliście oba mecze w całości... :)

--

Niewiele piszę o Turowie, bo teraz tematem numer jeden musi być niemoc Prokomu. Ale fakt jest faktem - na naszych oczach tworzy się historia. Miałem takie wrażenie w 2003 roku, kiedy w półfinale Anwil wyeliminował Śląsk i wiadomo było, że finał z Prokomem będzie niesamowity. I był! Rok później wydawało się, że euro ligowy Śląsk z Greerem i Wójcikiem jest nie do ruszenia, ale Prokom zrobił rzecz wielką. To były niesłychane finały. Teraz mamy wielki zwrot, bo z 0:2 w walce do czterech wygranych jeszcze nikt w polskim finale nie wyszedł obronną ręką.

Turów gra swoje, ale to swoje jest pisane z meczu na mecz coraz większymi literami. Gwiazdy Kelatiego i Logana świecą jasno, a kto ma wątpliwość, że nie jest to banalnie proste, niech zapyta jutro o świecenie Slaninę i Gurovicia. Druga para błyskotek - Andres Rodriguez i Dragisa Drobnjak - także jest wysoko na firmamencie. Robert Witka gra powyżej swojej normy. Iwo Kitzinger wnosi sporo energii i nie robi błędów. Vjeko Petrović, Marko Scekić i Slobodan Ljubotina są wyrobnikami, ale zwłaszcza w Zgorzelcu to słowo ma dobre znaczenie.

Turów po prostu do tej pory jest perfekcyjny w ten najgorszy, nudny sposób. W pierwszym meczu miał kłopoty, ale czwarta kwarta - ta zgorzelecka czwarta kwarta - pokazała, że jest w budynku przy Maratońskiej co najmniej jeden człowiek, który umie ocenić to co dzieje się na boisku i pokierować swoim zespołem tak jak trzeba. Saso Filipovski to uczynił z ławki, a David Logan na boisku. A w niedzielę było walcowanie. Szacunek.

--

Jedna uwaga na boku - ktoś mi zwrócił uwagę, że nieładnie jest mówić na Przemka Zamojskiego, iż jest 'ręcznikiem rzuconym na boisko'. Mówiłem o ringu co prawda i nie nazwałem Przemka ręcznikiem, ale wprowadzenie go na boisko rzuceniem tegoż, ale jeśli to przesada, to przepraszam. Żadnej urazy, takie barwne - być może za bardzo niegrzeczne. Sory.

--

A między jednym a drugim meczem poważnych koszykarzy był inny mecz. Niestety, polegliśmy. Gratulacje dla zwycięzców. W innych składach spotkamy się w sobotę w Sopocie (są chętni do gry w Reszcie Świata? piszcie na adrom72@gazeta.pl, czekam!), a może uda się zagrać jeszcze raz w Zgorzelcu w następną środę? Zabawa jak zawsze świetna, od MPD w Zakopanem nie grałem w kosza, ale to jest jednak sport niesamowity - na boisku, czy tuż obok niego. Rowerowanie czy tenisowanie można uznać tylko za sporty uzupełniające. :)

--

W sobotę udało mi się też rzucić okiem na trzy ostatnie kwarty meczu w Brzegu Dolnym. Nie ma co tu wiele mówić o grze, choć ze spraw czysto sportowych warto podkreślić, że Śląsk całkiem nieźle (lepiej niż sądziłem) radził sobie w osłabieniu. Myślę, że miałby jednak kłopoty z wygraną, gdyby nie 'popis' trenera Mihailo Uvalina. Mam do niego wielki szacunek, ale przegiął. Zresztą nie pierwszy raz, ale w czasie sezonu sędziowie pozwalali mu na te tańce, jak i zresztą pozostałym trenerom w naszej lidze.

Sędzia Tomasz Kudlicki jednak dokonał przełomu, bo po tym, jak jego kolega udzielił Uvalinowi w czwartej kwarcie faulu technicznego (a trener Polpaku nadal skakał, biegał dookoła stolika i krzyczał coś nieprzystojnie), po prostu zgodnie ze sztuką sędziowską dał Uvalinowi drugi faul techniczny i wysłał go do szatni. Wreszcie! Pozwoliłem sobie nawet na mikrooklaski z trybun, bo choć nie mam nic przeciwko presji na sędziów, ale kto przesadza, musi być zauważony.

Przełom, bo z tego co pamiętam ostatnim wyrzuconym z meczu trenerem w naszej lidze był Mariusz Karol z czasów Wisły Kraków, który jednak opuścił halę przez pomyłkę. Sędziowie bowiem doskonale zapamiętują, który trener już dostał 'dacha' i drugiego - wiążącego się z wyrzuceniem z ławki - praktycznie nigdy nie dają. Z Karolem było ponoć tak, że sędzia odgwizdał techniczny, zapominając, że Karol już miał jeden z samego początku meczu. Ponoć było prawie przepraszanie. Na meczu nie byłem, opowieść znam z piątej ręki, ale wygląda wiarygodnie.

Czas z tym skończyć, bo zaczęło być nieprzyzwoicie. Pomijam już nawet fakt, że Uvalin dostał szału po jakiejś zupełnie niegroźnej, zwyczajnej sytuacji, w której - jak mi się zdawało - nie miał racji. Serb jest zbyt inteligentny, żeby po prostu - ot tak sobie - w szały wpadać. Jak słusznie zauważył jeden z obserwatorów, wyglądało tak, jakby tracił szanse na wygraną w meczu, więc postanowił szukać alibi - choćby wskazując przez swoje zachowanie swojemu prezesowi (obecnemu na meczu) 'niech Pan zobaczy, jak nas oszukują'. Dla mnie taniocha, bo prezes Stefan Medeński - choć porywczy i od niedawna w koszykówce - na takie numery jest zbyt mądry. Ale może Uvalinowi się to opłaca? A może chciał po prostu dać zespołowi ostatni, desperacki sygnał do szarży?

W każdym razie szok na ławce Polpaku trwał dobrą chwilę. Dwaj kandydaci na zastępcę Uvalina - asystent z Serbii Milenko Bogicević i Dariusz Litwin - zamarli na dobrą chwilę i wyglądało przez moment, jakby zespołem miał zacząć rządzić kierownik drużyny Arkadiusz Sondej. Bobby Dixon sam się wprowadził po chwili na boisko, ale po kilku minutach psychologiczny pojedynek o władzę wygrał Serb. Zanim jednak się wszyscy zorientowali, było już ponad 20 punktów przewagi Śląska. Polpak zszedł na siedem (bodaj), ale wygrać już nie mógł. A w pierwszej połowie przecież z -20 świecianie potrafili w kilka minut wyjść na prowadzenie.

Pointa do całej tej historii jest jak z filmu Barei (puścić go Uvalinowi!): 'Klient w krawacie jest mniej awanturujący się!'. Albowiem w sobotę w Brzegu Dolnym trener Polpaku wystąpił w t-shircie i spodniach od dresu. Ponoć była jakaś awaria ubioru. Krawata zabrakło, no i nie dotrwał do końca...

--

No to teraz kilka dni odpoczynku od finału, dowiemy się, kto zdobędzie brąz (we wtorek w Świeciu lub w piątek we Wrocławiu), a pasjonujący finał wróci w sobotę (w TV4 o 15) do Sopotu.

PS. Kibicom Turowa, jak zawsze pasjonatom, dziękuję za koszulkę, której jednak nie mogłem użyć w transmisji, bo kolorystycznie nie pasowała do krawata Jankesa. Zajmie poczesne miejsce w kolekcji obok koszulki mistrzowskiej z pierwszego tytułu dla Prokomu. Wrocławska zielona 'cała Polska w cieniu Śląska' dla mnie nie trafiła. :)

PS2. Typek na wtorkowy mecz Polpak - Śląsk +11. Sędziowaniem w sobotę zajmę się rzeczowo (a nie emocjonalnie) jak znajdę czas. :) 

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com - PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

01:25, adrom72
Link Komentarze (89) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30