Blog > Komentarze do wpisu
Krótko po Finlandii (EuroBasket 2017)

To miał być przełom, jak zapowiadałem na Twitterze. To był mecz emocjonujący, przy pełnej widowni, otwierający w przypadku wygranej drogę nawet może do drugiego miejsca w grupie. Wyszła porażka i we mnie coś pękło.

Od lat wierzę w koszykówkę, w naszych, w to, że mimo relatywnie średniego poziomu jesteśmy w stanie.

W niedzielę 3 września 2017 roku przestałem wierzyć.

Nie wzięliśmy tego, co dał nam świat.

Wygrana z Finami w okolicach 8 punktów sprawiałaby, że otworzylibyśmy sobie duże drzwi. Nawet przegrywając później niewysoko z Francją (i pokonując Grecję) mogliśmy zająć drugie miejsce w grupie. Grać wysoko, o stawkę i wreszcie dorwać ten ćwierćfinał.

Zawaliliśmy to.

Mimo że to 8 punktów do przodu było jeszcze na minutę przed końcem.

Wszystko co najważniejsze można zobaczyć tutaj.

Wersja tekstowa z wyszczególnionymi błędami:

Ostatnia minuta IV kwarty. +8 dla Polski.

Strata przy aucie (Waczyński) (STRATA 1), a po drugiej stronie błąd w obronie na zasłonie (zła współpraca Waczyński-Kulig) i trójka Salina. +5 dla Polski.

Błąd 5 sekund (Gielo) przy pasywnym zachowaniu Slaughtera, który nie chce piłki. (STRATA 2)

Dobra obrona! Kulig jednak po przechwycie (!) podaje w wyskoku z autu w ciemno w stronę własnego kosza (NIGDY!) (STRATA 3), a potem Gielo zamiast przykleić się do Markkanena robi krok do pomocy pod kosz do nikogo i fauluje wracając spóźniony do Fina przy trójce. 3/3 wolne. +2 dla Polski.

Mamy piłkę i timeout. Finowie faulują celowo. 12,9 sekundy. Koszarek wybija z autu. Finowie odcinają dwa pierwsze podania, nikt nie jest wolny, biegamy nerwowo, nie z sensem. Podanie w stronę Gielo w poprzek boiska, niebezpieczne, przechwycone (STRATA 4), wsad Markkanena, remis.

8,9 sekundy do końca. Akcja na Ponitkę, cały środek boiska dla niego. Nie jest jednak w stanie minąć 1x1 Huffa i robi błąd kroków (STRATA 5). Koniec IV kwarty.

Złe decyzje. Panika. Nerwy. Pięć strat w minutę i dwa błędy w obronie. Jak to w koszykówce bywa, gdyby nie było choćby jednej z pierwszych czterech wymienionych powyżej strat, wygralibyśmy ten mecz.

Ale przegraliśmy. W słabym stylu. Rozczarowując poderwanych już w pozytywnych emocjach kibiców. Nie zasługując na wygraną i przekreślając cały dobry mecz, który po wygranej stałby się legendą. A może nawet impulsem takim jak ten mecz piłkarzy ręcznych z legendarną bramką Artura Siódmiaka. Bo czułem, że dzisiaj nadchodzi przełom, a przebieg meczu (-15 w pierwszej połowie i wyjście na +9) przerósł nawet moje oczekiwania.

Wszystko trafił szlag.

O ocenę polskiej koszykówki i jej pozycję kłócimy się w wielu miejscach od lat. Zawsze byłem niepoprawnym optymistą. Ale ta sekwencja powyżej, mimo późniejszych szans w dogrywkach, mój optymizm zabija. Podobnie jak zabiło go swego czasu pokolenie graczy urodzonych w latach 70., masakrując koszykarski entuzjazm w Polsce porażkami w meczach o punkty z Węgrami, Białorusią, Austrią, Macedonią itp., kolejnymi przegranymi eliminacjami do EuroBasketów 1999, 2001 i 2003.

Nie umiemy grać dobrze w koszykówkę. Mimo że ten niedzielny mecz był znakomity (dla postronnego widza), zostanie na lata zapamiętany nie tylko w Finlandii, mimo że byliśmy przygotowani, skuteczni i graliśmy 39 minut fajnego basketu, nic to nie znaczy. Przykro mi. Nic.

Nie umiem w sobie znaleźć ochoty i powodów do „jechania” z trenerem Mike Taylorem czy z zawodnikami, którzy byli na boisku w Helsinkach. Pomysły i rotacje Taylora uważam za dobre. Kluczowa idea z przekazywaniem krycia przy zasłonach była dobra. Wcale nie jest „dziwna” czy „dla dziewcząt” - jak ktoś napisał. Tak gra często wiele klubów Euroligi, zapraszam jesienią do Polsatu Sport na kolejny sezon. Dało nam to dużo korzyści i świetny fragment obrony w czwartej kwarcie. Dobrze był pilnowany świetny Markkanen, brawo tu dla Tomasza Gielo, ale pracowało na całą obronę wielu. Czy koszykarzom należy się łomot? Wyglądali na dobrze zmotywowanych, skoncentrowanych, walczyli, wrócili mimo słabego początku do dobrej gry. Teraz na pewno czują się podle, bo choć dali z siebie wiele, nie wystarczyło. Nie winię ich. Nie byli wystarczająco dobrzy.

W tym meczu jednak po prostu musiało być zwycięstwo. Błędy ostatniej minuty, które doprowadziły do porażki, niestety wynikały ze słabości polskich koszykarzy i polskiej koszykówki. W której dużo jest do poprawy. W której pomysły na „oszukanie” rzeczywistości, w której na EuroBasket pojechaliśmy z 1 zawodnikiem z Euroligi i z 0 zawodników z NBA, licząc mimo to na sukces w starciach z drużynami z zawodnikami znacznie bardziej doświadczonymi (nawet u Finów: Markkanen - NBA, Koponen - Barcelona), okazały się niewystarczające. Nie warto więc się do tych pomysłów przywiązywać…

I tu postawię trzy kropki. Ten tekst miał być o wiele dłuższy. Jednak nie będzie, przynajmniej na razie. Polska mimo klęski z Finami może jeszcze pokonać Francuzów we wtorek i Greków w środę, wejść dalej, powygrywać w fazie pucharowej. Wszystko może się zmienić, jeśli chodzi o wyniki, póki piłka w grze, itp. itd. Ja w to już niestety nie wierzę, choć chciałbym się mylić. Ale z publikowaniem moich obecnych wniosków i przemyśleń nt. polskiej koszykówki i jej potrzeb, poczekam, aż się dla naszych ten EuroBasket skończy. Jeśli ktoś będzie ciekaw oczywiście, co tam sobie myślę… to zapraszam za kilka dni. Oby za kilkanaście.

A naszym koszykarzom i trenerom dziękuję za ten mecz. To jest sport. Było warto poświęcić czas i emocje. Powalczcie w następnych meczach.

 

poniedziałek, 04 września 2017, adrom72

Polecane wpisy

  • Przedsezonowy ranking PLK 2017 w 17 akapitach

    Miało być dłużej, ale obowiązki różnorakie sprawiają, że ranking będzie w wersji skróconej. Po jednym akapicie o każdym klubie. Dzisiaj zaczęliśmy granie w PLK

  • Po meczu ze Słowenią

    Krótko, ale dłużej niż byłoby na TT. Zły wynik, zbyt słaba gra. Wiadomo było, że rywale będą mieli dwie gwiazdy Realu Madryt i lidera Miami Heat. Oni ten mecz w

  • Przyjemność z EuroBasketu 2017

    Nie uda mi się znów być osobiście na EuroBaskecie, tym razem rozgrywanym - dla Polaków - w Finlandii i Turcji. Na boiska koszykarskie patrzę teraz z perspektywy

Komentarze
Gość: Fifi, *.play-internet.pl
2017/09/04 07:41:28
Czy dalej twierdzisz ze przepis o dwóch Polakach na parkiecie w PLK służy reprezentacji? Czas spojrzeć prawdzie w oczy. On służy jedynie nabijaniu portfeli rozleniwionym, pozbawionym ambicji graczom z orzelkiem w paszportach. Oni są wychowywania w inkubatorach, oddzieleni od świata, mający poczucie samozaj-stosci. Bo po co wyjeżdżać za granicę i walczyć o dobre kontrakty poprzez podnoszenie swoich umiejętności jak w rodzimej lidze mamy z urzędu zapewniona grę i godziwe pieniądze (pozdrawiam Soloła, Komikoszmarka czy Zamoja). Gracze o których oparta jest reprezentacja za młodu czmychneli z tej śmiesznej ligi aby się czegoś uczyć. Tylko grając i trenując z najlepszymi jesteś w stanie dokonać skoku jakościowo. Dzień w którym osoby wladajace polska koszykówka to zrozumieją będzie dniem zwycięstwa naszego rodzimego basketu. Przemysl to albo podaj mi racjonalne powody na to ze jestem w błędzie.
-
Gość: kk, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/09/04 13:24:34
39 minut fajnego basketu? Pierwsze 12 czy 13 minut to był dramat nawet chyba większy od tej feralnej ostatniej minuty.
-
Gość: kk, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/09/04 13:30:09
I jeszcze jedno. Jak jestem przeciwnikiem naturalizacji zawodników tylko dlatego, że potrafią kopnąć piłkę, zaserwować asa czy rzucić trójkę tak jednego nie mogę pojąć. Od lat największym problemem u nas w koszykówce jest brak rozgrywającego. To po jaką cholerę nam AJ ?