Blog > Komentarze do wpisu
Spadki, dzikie karty, awanse, liczba drużyn - czy jest prowizorka w PLK?

Polskikosz.pl nieustannie inspiruje.

Teraz tekstem z 22 czerwca http://polskikosz.pl/polska-liga-permanentnej-prowizorki/ prowokuje do odpowiedzi i myślenia, a dodatkowo zainspirował dyskusję na Twitterze - pośrednio związanej - o dzikich kartach do PLK.

Uważam, że zarzuty wobec PZKosz (za PLK też? ok, jest głównym udziałowcem) w tej mierze postawione przez Polskikosz.pl są kompletnie chybione.

Byłem przy wielu ważnych decyzjach w sprawie liczebności lig, pracując w PLK w latach 2010-2013, więc mogę z pełną jasnością o tych faktach mówić.

W 2010 roku mieliśmy chyba najsłabszą PLK w historii, słabo oglądaną w bodaj 30 w sezonie transmisjach w TVP Sport. W finale z hegemonem z Gdyni zagrał Anwil Włocławek, którego najlepszym strzelcem był Nikola Jovanović, a dwaj kluczowi rezerwowi z USA byli tacy, że w wieku poniżej 30 lat od razu zakończyli koszykarskie kariery. Brąz wywalczyła Polpharma Starogard, której pierwszym rozgrywającym był Brody Angley, najlepszym zawodnikiem Tony Weeden, a kluczowymi zmiennikami Tomasz Ochońko i Piotr Dąbrowski. Z pełnym szacunkiem.

W lidze grały jeszcze zespoły z Sopotu, Zgorzelca, Koszalina, dwa z Warszawy, Słupska, Poznania, Jarosławia, Stalowej Woli, Kołobrzegu i Inowrocławia. Warto tę listę przeczytać dwa razy. Bogatych tu nie było zbyt wielu.

Wtedy powstał pomysł, żeby wzmocnić kluby poprzez danie im „nieśmiertelności” na 3 lata, w zamian za pewne warunki ze strony PLK/PZKosz. M.in. większą liczbę Polaków, stawianie na frekwencję, większe hale, podwyższenie standardów, powrót meczów gwiazd i ciekawszego Pucharu Polski. Ubraliśmy to w nagrody, zniżki od wpisowego, poprawialiśmy z roku na rok ekspozycję w telewizji (liczba transmisji, oglądalności). Dwa takie cykle trzyletnie od 2011 roku do 2017 roku się odbyły.

W tym czasie - o czym zdaje się zapominać Polskikosz.pl - priorytetem było nie to, ile drużyn będzie w PLK, ale to, jak silne one będą. Przez te sześć lat zakładaliśmy, że trzeba wzmocnić istniejące i wciągnąć do góry obiecujące, bez względu na to, ile ich ma być. System rozgrywek się dopasuje do liczby mocnych drużyn. Dopóki nie przeładujemy ligi, poradzimy sobie, a koszykówka zyska nowe silne ośrodki. I to się stało.

Stąd też się wzięły różne liczby drużyn w rozgrywkach. Z tym, że co to za skoki, tak naprawdę… Polskikosz.pl cytuje ciąg liczb: 17, 17, 16, 12, 12, 13, 12, 14, 14, 13, 14 jako kolejne liczby drużyn w PLK w latach od 2017 w tył. Sprostowanie. Prawdziwy jest taki: 17, 17, 16, 12, 12, 14, 12, 14, 14, 13, 14, z czego wynika, że poza skokiem w 2014 roku (4 dzikie karty, z 12 na 16) w zasadzie nic się nie zmieniało decyzją PZKosz. Bo my w pozostałych latach po prostu traciliśmy drużyny i to te słabe. W 2010 roku padły Znicz Jarosław i Stal Stalowa Wola, rok później Polonia Warszawa, w 2012 roku Śląsk Wrocław (administrowany przez WKK), PGB Basket Poznań, AZS PW Warszawa i ŁKS Łódź, w 2013 Start Gdynia. Chętnych na ich miejsce nie było tylu, żeby dobić do 14. Wystarczy tę listę klubów przeczytać jeszcze raz i widać, że poza Śląskiem (inna historia), nie były to kluby pasujące do PLK, zwłaszcza budżetowo, często organizacyjnie. Mimo braku spadków - spadły.

Na marginesie, w obecnej (stan na koniec czerwca 2017) szesnastce klubów PLK - mimo mankamentów (hale w Radomiu, Ostrowie, frekwencja w Szczecinie) - trudno mi znaleźć środowisko, które bez żalu należałoby pożegnać z PLK. Bodaj najwięcej słabości miała swego czasu Polpharma Starogard, ale po powrocie prezesa Jarosława Poziemskiego ostatni sezon sportowo, organizacyjnie i entuzjastycznie był na Kociewiu jak najbardziej OK. Też byłoby ich żal. Więc kogo wyrzucać?

Wróćmy do wątku ostatnich siedmiu lat PLK. Moim zdaniem jedyny kontrowersyjny ruch to było w 2014 roku wciągnięcie do PLK czterech klubów poza awansującym Polfarmexem Kutno. Były to Polski Cukier Toruń, MKS Dąbrowa Górnicza, King Szczecin i Start Lublin. Celem było wzmocnienie słabej (diagnoza z 2010 roku) ligi i wciągnięcie do niej nowych, bogatych ośrodków, które są w stanie wygenerować milionowe budżety, dzięki samorządom, dzięki wielkim halom. One czekały wtedy w coraz bardziej nerwowej kolejce! Pamiętam spotkanie z klubami 1 Ligi Mężczyzn chyba w 2013 roku, gdzie rej wodziły kluby z Torunia, Lublina, Szczecina. Kłóciły się o system gry w 1 Lidze, o awans, na który oni i pięć innych klubów miały chęć, bo wszystkie ich miasta chciały dawać miliony na koszykówkę - ale tylko w ekstraklasie. Teraz wszyscy ci działacze to barwne postacie w PLK i słusznie.

Po trzech latach od tego przyznania dzikich kart - poza lublinianami, którzy też budżetowo nie odstają i ściągają na swoje mecze sporo widzów - mamy w tym gronie wicemistrza Polski i cztery starty w play-off, a cała czwórka ma budżety daleko wyższe niż minimalnie wymagane 2 mln zł, tysiące widzów na meczach i wielkie ambicje. Trzeba też doliczyć do tych wciąganych za uszy Rosę Radom, która nie wywalczyła awansu na boisku w 2012 roku. To też wicemistrz PLK i w pięć lat trzykrotny półfinalista. Co ciekawe, to właśnie sportowo awansujący wtedy Polfarmex Kutno miał ostatnio największe kłopoty z budżetem i utrzymaniem poziomu PLK.

Od 2012 roku do ligi dołączyły więc (awansem i zaproszeniem) - Rosa Radom, Śląsk Wrocław, Polfarmex Kutno, Polski Cukier Toruń, King Szczecin, Start Lublin, MKS Dąbrowa Górnicza, BM Slam Stal Ostrów, Miasto Szkła Krosno i obecnie Legia Warszawa. 10 klubów, z czego dwa się nie ostały, a w dwóch ostatnich play-off (2016 i 2017) grały zawsze po cztery z nich, czyli połowa!

Gdyby było „po bożemu” i bez rzekomej „prowizorki”, w latach 2013-2017 z tej dziesiątki awansować do PLK mogłoby maksymalnie pięć. W 2013 roku byłby to pewnie Śląsk, rok później może wreszcie Rosa (a może Kutno?), później - najwcześniej w 2015 - ewentualnie Toruń, w 2016 może Start i wreszcie teraz Legia. Wychodzi, że trzeba by się obejść na przykład bez MKS, Kinga i zapewne Stali Ostrów, a na pewno bez Krosna.

Czy to można nazwać prowizorką? Może i tak. Ale czy to wyszło na dobre PLK i całej polskiej koszykówce? Na sto procent tak.

Na ołtarzu korzyści dla polskiej koszykówki, wymiana Jarosławia, Stalowej Woli, Kołobrzegu, Inowrocławia i słabej Polonii Warszawa na te osiem klubów, które obecnie są w szesnastozespołowej PLK - warto było nawet zapłacić za to jakimś tam chaosem w rozgrywkach przez te lata!

Ja nawet rozumiem złość autora na pogłoski o dołączeniu do PLK drużyny nr 17 z Gliwic (a przy okazji nr 18 z Kutna). Nie wiem, czy te pogłoski są prawdziwe. Na ten moment wiem, że PLK planowała - i to wiele razy głośno ogłaszała - od teraz na stałe (na lata!) z powodu okienek na mecze reprezentacji mieć 16 drużyn. PZKosz właśnie postanowił (ogłoszone w środę), że od teraz stale (na lata!) w 1 Lidze Mężczyzn będzie grało 16 drużyn, ale ponieważ w tym sezonie po spadkach z ekstraklasy prawo gry w 1LM ma 17 drużyn, przejściowo - dla równego rachunku - w sezonie 2017/2018 wystąpi 18 zespołów. Tylko na rok.

Model 16+16 na lata. Spadki i awanse stabilnie ułożone. Jasne zasady. To właśnie ustalono. To jest strategia PZKosz.

I w tym momencie właśnie tekst uderzający w PZKosz w tej sprawie?

No cóż…

piątek, 23 czerwca 2017, adrom72

Polecane wpisy

  • Za mało, za mało, za mało…

    Dzisiaj o dylematach telewizyjnych w kontekście koszykówki. Przeczytałem właśnie kolejne kilka wpisów na twitterze w sprawie „jak to możliwe, że Polsat ni

  • Startuje finał PLK! Mamy typy ekspertów Polsatu!

    Już w czwartek 1 czerwca początek wielkiego finału play-off Polskiej Ligi Koszykówki pomiędzy Stelmetem BC Zielona Góra a Polskim Cukrem Toruń. Eksperci i komen

  • Typy ekspertów Polsatu na półfinały PLK

    Już w czwartek 18 maja rozpoczynają się półfinały play-off Polskiej Ligi Koszykówki. Eksperci i komentatorzy koszykarscy Polsatu Sport typują, kto awansuje do f

Komentarze
Gość: gatis, *.logitus.pl
2017/06/23 10:46:10
Panie Romański Pan chyba w innym świecie żyje i inną PLK ogląda...
Wasze przepisy o dwóch polakach na parkiecie doprowadziło do tego że koszykówka w Polsce stała się dyscypliną MARGINALNĄ, a oglądają ją i uprawiają najwięksi zapaleńcy.
Przykre jest jednak to, że dalej nosicie różowe okulary, szybujecie w innej rzeczywistości i udajecie że wszystko jest ok i cały czas jest bum na basket.
WSTYD. Po trzykroć WSTYD Panie Romański.
-
2017/06/23 17:21:29
Panie gatis, między innymi gdyby nie przepis o dwóch Polakach polska koszykówka byłaby zapewne tam, gdzie zmierzała w 2008 roku. Ligowa i reprezentacyjna. Trochę o tym jest też w tym tekście. Dzisiaj już jesteśmy w nieporównywalnie lepszej sytuacji, ale oczywiście daleko od jakiegokolwiek zadowolenia. Życzę czytania ze zrozumieniem. Bum. Pozdrawiam.