Blog > Komentarze do wpisu
Dołem za Chavaughnem, czyli o losie trenera

Poniedziałkowa poranna ostra wymiana zdań na twitterze #plkpl w sprawie taktyki, koszykarskich prawd, oczywistości i tego, kto się zna, a kto nie, spowodowała u mnie refleksje na temat oceniania pracy trenerów, z wątkiem komentatorskim w tle. Co myślałem, to spisałem.

Wyizolujmy sobie na potrzeby tych rozmyślań jeden element z fascynującej rywalizacji Anwilu Włocławek z Energą Czarnymi Słupsk w historycznym ćwierćfinale PLK 2017.

Ten element to sposób obrony wobec grającego z piłką Chavaughna Lewisa z Czarnych.

W ciągu tych 10 dni rywalizacji w tej parze (od 4 do 14 maja) my obserwatorzy mieliśmy do czynienia z takimi ważnymi informacjami na ten temat:

- Lewis za dużo mijał w prawo, co jest jego atutem, więc Czarni wygrali mecz 1;

- Anwil zmusił Lewisa do gry w lewo, przez co ten nie zafunkcjonował w meczu 2;

- Czarni zmienili w czwartej kwarcie sposób gry w ataku z Lewisem (center pozorował zasłonę i uciekał pod kosz), przez co obrona Anwilu nie działała i słupszczanie wygrali mecz 4;

- Lewis nie zdobył żadnego punktu w I połowie meczu 5, a po przerwie rzucił 23, w tym dwie trójki, w związku z czym ośmieszył pomysł, żeby kryć go przechodząc pod zasłoną dołem.

Przepraszam za fachowy język, ale inaczej się nie da. Pisząc powyższe, mam na dodatek wrażenie, że być może coś z tego jednego elementu (gra Lewisa z piłką) mogłem jeszcze pominąć.

I teraz. Pierwszy poziom analizy. Nakłady pracy. Czy doceniamy pracę, jaką wykonali trenerzy obu zespołów opracowując ten element? Mam tu na myśli całe sztaby, z szefami (Milicić i Stelmahers) i asystentami (Woźniak, Kożan oraz Frank, Lisztwan). Z rozmów z nimi wiem, że nawet tej jednej sprawie poświęcali wiele uwagi, nieustannie nad nią pracowali. Jedni reagowali na drugich. Próbowali się nawzajem zaskoczyć. Ktoś uzyskał przewagę, ktoś coś wygrał, ktoś coś przegrał. Nikt nie pozorował pracy i nikt się nie obijał.

Drugi poziom analizy. Pozory. A dokładniej mylne wrażenie, jakie można mieć wychodząc z meczu z głową pełną emocji, co dotyczy przecież nie tylko kibiców, ale i trenerów, a także komentatorów. Na przykład to, co poróżniło nas rano. Lewis trafiający za trzy w meczu 5. Na filmie gp24.pl widać wyraźnie, że Lewis trafia swoją trójkę z faulem w czwartej kwarcie grając: 1) przeciwko obronie strefami, 2) bez żadnej akcji (trudno taką nazwać podawanie sobie po obwodzie), 3) z faulem, czyli obrona była niemal dobra - bo logicznie rzecz biorąc obrońca był bardzo blisko, a dokładniej o trochę za blisko (bo zrobił faul) - jego błąd. Akurat Lewis oddający rzut za trzy przez ręce (w tym przypadku faulujące) to w zasadzie zła decyzja w ataku - na pewno tego nie chciał trener Czarnych Stelmahers.

Czyli - nie ma co wyśmiewać decyzji trenera, który nakazuje dać miejsce Lewisowi do rzucania. Dane jakie mamy przed meczem 5 to 25 procent za trzy w sezonie i 3/10 w tej serii. Jaka jest szansa, że w czwartej kwarcie piątego meczu w 10 dni grający po 33 minuty Lewis trafi bezbłędnie z dystansu, kiedy dostanie miejsce? Mała. Więc idziemy pod zasłoną.

Ale to też myślenie fałszywe. Bo tu nie było zasłony, nie było zagrania dwójkowego typu pick-and-roll i nie było miejsca danego przez obronę. Był znakomity rzut świetnego zawodnika w zupełnie innych okolicznościach. W poniedziałek rano analizowaliśmy więc coś, czego w niedzielę nie było.

I tu jest trzeci poziom analizy. Matematyka. Minimalizacja strat. Bo czemu służą w sumie te wszystkie analizy, decyzje narzucone zawodnikom w poruszaniu się w obronie? Temu, żeby wybrać metodę gry (w tym przypadku w obronie), która ma powiększyć prawdopodobieństwo sukcesu.

Rozmawiam z trenerami i ich asystentami przed każdym meczem, cenię sobie tych, którzy moje amatorskie - mam nadzieję wnikliwe, ale jednak amatorskie! - obserwacje potrafią skontrować danymi. „Mało gracie pod kosz”. „Ale my z penetracji zrobiliśmy 35 proc. punktów, kończyliśmy 60 proc. penetracji po pick-and-rollu pozytywną akcją”. Albo: „Oni z pick-and-rolla w pasie bocznym kończonym odrzutką robią 30 procent swoich punktów”. I tak dalej. Trenerska codzienność. Tak to obecnie wygląda.

Ja jako komentator staram się za tym nadążyć, ale też świadomie nie zaśmiecam tego typu danymi komentarza w transmisji, bo mam wrażenie, że to byłaby masakra dla widzów. Są różni widzowie i my o wszystkich musimy zadbać. Także o tych kompletnie niezorientowanych, a szukających np. wyłącznie emocji, kolorowego sportu w walce o zwycięstwo. Staramy się więc wypośrodkować zdrowe emocje, krzyki i zachwyty, rozrywkę, żarty, szukanie niespodzianki, wyjątkowej akcji i wyrównanego do ostatniego rzutu meczu, z danymi fachowymi. Nad tym pracuję zawsze z ekspertami, dużo o tym rozmawiamy.

Stąd nasze polsatowskie klucze do meczu, uproszczone, ale taktyczne, zbliżone do tego, co robią sami trenerzy. Czasami trafiamy, czasami nie. Z zasady też przerabiamy wszystko na język polski. Slang tłumaczymy. Czasami powoduje to uproszczenia. Ale chcemy to, co skomplikowane, przedstawić tak, żeby zrozumiał każdy.

Wracając do matematyki i naszego bohatera meczu 5. Czym jest decyzja, żeby Lewisa kryć tak, a nie inaczej? Jest wynikiem analizy, jakie jego zachowania w ataku dawały punkty Czarnym do tej pory. Kryjemy pod zasłoną, bo gdy szliśmy po śladach (sposoby gry przeciwko pick-and-roll), zdobyli z tego 18 punktów na 10 posiadań. A gdy pod zasłoną, to 7 na 10 posiadań. A gdy było podwojenie, to 16 na 10 posiadań. Więc gramy tak i tak.

Nawet jeśli Lewis rzuciłby te dwie trójki w meczu 5, to jest tylko 6 punktów. Ale na inne sposoby rzucił 17. O tym nie mówimy? Po jakich akcjach to zrobił? Oni to wiedzą. Oni to analizowali i starali się wybrać najlepszą metodę.

Znam to też z siatkówki, którą komentuję. Tam możliwości jest mniej, bo gra jest skoncentrowana przy siatce, ale uwierzcie - choć na najwyższym poziomie widzimy w Polsce na meczach kadry wesoły, biało-czerwony tłum, machający kartonikami i odliczający do trzech, to wokół boiska trwa mordercza rywalizacja cybermózgów. Oni na bieżąco, nawet podczas meczu, wchłaniają dane, ile razy zawodnik X atakuje z okolic lewej antenki wzdłuż linii, a ile po skosie. Co więcej, te dane są zróżnicowane dla różnych ustawień szóstki na boisku, gdzie jest rozgrywający, gdzie libero itp. Według tych danych trener rozkazuje blokującym zasłaniać tę lub inną część siatki, co z kolei pociąga za sobą rozstawienie po boisku zawodników nieskaczących do bloku. Potem następuje rozliczenie akcji, ponowne przeliczenie i znów pomysł na ustawienie. Kto tego nie robi, w zasadzie nie ma szans.

To samo jest u nas w koszykówce. Bardzo ułatwia pracę program skautingowy typu „Synergy”, w którym trenerzy mają do dyspozycji wideo z pociętymi na akcje wszystkimi meczami ligi, dodatkowo wszystko policzone i posegregowane. Radosne czasy „pograjmy w basket, ja ci podam, a ty rzucaj” minęły. Zwłaszcza w obronie nikt na poważnym poziomie, a taki jest w PLK, nie pozwoli na samowolkę czy działania instynktowne. Dzięki tym narzędziom wiemy też np. od razu, że Czarni w całym meczu 5 tylko dwa razy zagrali akcję ze staggerami.

Oczywiście, wszystko to co powyżej, to tylko mała część trenerskiego rzemiosła. Długo by wymieniać, co jeszcze musi mieć i musi potrafić trener. Ale to przygotowanie, policzenie wszystkiego, oszacowanie ewentualnych strat i zysków oraz wybranie metody reakcji - to są podstawy.

I śmiem też twierdzić, że bez zanalizowania meczu na poziomie skautingu (np. liczb dotyczących skuteczności poszczególnych akcji w ataku i w obronie, analizy na wideo zachowań zawodników w grze) nie należy dokonywać rzetelnej oceny pracy trenerów i jakości przygotowania drużyny. Podobnie jak bez ponownego obejrzenia na spokojnie z powtórkami wideo meczu nie powinno się oceniać pracy sędziów. Oczywiście, każdy ma prawo do swoich kryteriów. Ale ja na własny użytek takie właśnie kryteria oceny formułuję.

I wreszcie czwarty poziom analizy tego, co się działo. Gwiazdy. Kto wygrywa w play-off? Widać to znakomicie w tym naszym tegorocznym PLK, na razie w ćwierćfinale. Osobowości i ich doskonałe akcje. Często jest to przekorna odpowiedź na przygotowanie taktyczne rywala. Ty mi zabierasz grę w prawo? To ja pójdę w lewo, zrobię coś, czego w „Synergy” nie zobaczyłeś, trafię do kosza wbrew Twoim statystykom. To też będą dwa punkty, warte zwycięstwa. Twój zawodnik rozłoży ręce, bo mu powiedziałeś, że ja gram inaczej, a ja wtedy podniosę głowę i zobaczę wiwatujący tłum. Tak to działa. To zrobił Lewis.

I jeszcze. Wszystko co powyżej opiera się w zasadzie na analizie jednego tylko zagrania Lewisa. A przecież to mała część całości. Granie przeciwko Lewisowi było ważne, ale grało jeszcze kilkunastu innych zawodników, jak zawsze było po około 70 ataków (posiadań piłki) każdego zespołu do oceny, pewnie z 150 zachowań zawodników w obronie i ataku do zanalizowania. Jak to wszystko jest skomplikowane! Ile wymaga decyzji!

Kończąc: czy winą za taką porażkę w serii play-off można obarczyć trenerów? Oczywiście - w pewnym sensie tak. Oszacowali ryzyko, wybrali drogę dla zespołu, ktoś to przełamał, przegrali. Poza taktyką jest też - jak już było wyżej - mnóstwo aspektów pracy trenera. A zawsze i wszędzie najbardziej liczy się rubryka „wygrane mecze”.

Ale ja mam dla nich maksymalny szacunek, bo wiem, widziałem, że wykonali ogromną pracę. Krytykę i mniej szacunku mam dla tych „szkoleniowców” (cudzysłów celowy), którzy ten element we współczesnym sporcie zaniedbują. Są i tacy. Także w naszym play-off PLK.

Tu - we Włocławku i Słupsku - mieliśmy do czynienia wyłącznie ze zdrową wspaniałą rywalizacją intelektualną i fizyczną, bo taką jest ta dzisiejsza koszykówka w erze skautingu (czyli sztuki wywiadu - scout to po angielsku wywiadowca). To gra procentów, prawdopodobieństw i pomysłów. Niestety, oba kluby nie mogły wygrać. Ode mnie brawa dla obu sztabów, zespołów i obu klubów za serię Anwil - Energa Czarni. Dzięki Wam to było tak fascynujące.

wtorek, 16 maja 2017, adrom72

Polecane wpisy

  • Podsumowanie sezonu zasadniczego PLK 2016/2017 (z 2 maja)

    [też można zweryfikować - gdzie się pomyliłem w play-off - tekst sprzed ćwierćfinałów]   Sezon zasadniczy #plkpl w 34 pozytywnych akapitach. Trochę o druży

  • Reaktywacja po latach...

    Hello? Sprawdzam czy to jeszcze działa... Powitało mnie napisem:   Dni od ostatniego wpisu 2596   Format bloga już chyba umarł, ale ja potrzebuje miej

  • O Eurolidze po Eurolidze

    Tylko linkowo. Dałem głos dla Sport.pl w sprawie sukcesów Asseco Prokomu Gdynia w Eurolidze i ich wpływu na popularność koszykówki w Polsce. Do przeczytania tut

Komentarze
Gość: Kibic, *.play-internet.pl
2017/05/16 10:05:47
Dobrze, że znów Pan pisze.

Pozdrawiam z Włocławka.
-
Gość: Lesiu, *.adsl.inetia.pl
2017/05/16 18:10:48
Całkiem fajnie się czytało, pozdrawiam Panie Adamie ;)